czuje sie strasznie emocjonalnie, psychicznie, fizycznie...
chyba ide spać, bo ze mną ciężko przez ten tydzien... tak jak napisałam w "pomarudźmy sobie" :
Jest mi strasznie źle, płakałam kilka dni, codziennie się z kimś kłócę, z nikim się nie dogaduję, "znajomi" ciągle mnie wyzywają nie wiem czemu, wpieprzają się w nie swoje sprawy, ciągle gadają jakieś dziwne teksty na temat tego że jestem dziwką, albo że po szkole chodzi dziewica, ktora nigdy sie nawet nie całowała, i w ogóle w ten sposob na mnie gadaja przy wszystkich, wczoraj o mało jednemu w morde nie przywaliłam, bo sie poplakalam z jednego powodu, a on mnie zaczął przedrzeźniać, a ja w zapłakanym stanie i myslalam ze go zabije, ale moj A. mnie powstrzymał.. potem szlam do domu to dalej ten typ, dalej mnie wnerwiał, wkurzylam sie przeszlam na druga strone,o malo mnie auto nie potracilo, ale co tam.. dzisiaj nagle byl milutki przez chwile, potem znowu mnie obgadywal i tak jest w kolko... to samo znajomy ktory myslalam ze jednak jest normalnym znajomym, to sie przeliczylam dzisiaj niezle mnie obgadal i to w bardzo przykry sposob i nie wiem skad ludzie maja taka fantazje i czemu jest tak, ze oni wiedza o mnie i o moim zyciu wiecej niz ja sama??
Z tego wszystkiego nie wytrzymywalam w tym tygodniu plakalam ciagle, klocilam się z A, wracalam do domu to klocilam sie z rodzicami.. codziennie mimo chodzenia spac albo wczesnie albo pozno to i tak sie budze ze sto razy, nawet co godzine, nie moge spac, nie wysypiam sie, glowa mi peka, a dzisiaj do tego wszystkiego zaczely bolec mnie żyły, taki cholerny ból, że nie da się ruszyć doslownie...
ciesze sie, ze juz weekend, w koncu weszlam na komputer, aktualnie odpoczywam ale i tak mi jeszcze nic nie przeszlo i pomimo ze nie powinnam sie wszystkim przejmowac to sie przejmuje bo jestem zbyt uczuciowa...
zrozumialam, ze tak naprawde wszyscy są fałszywi, nie warto nikomu ufać, nawet dawne przyjaciółki równo obrabiają dupe.. jeszcze wszyscy w domu ciągle się awanturują, z rodzicami same problemy.. ogólnie nie wytrzymuje..
przez to wszystko boli mnie serducho coraz częściej, mam częste skurcze... bo mnie nie mozna denerwowac, a w tym tygodniu w takich nerwach bylam, ze o Boże... niestety przez serducho sie strasznie denerwuje i to nie moja wina, dlatego nie mozna mnie tak denerwowac.. a niektorzy specjalnie na zlosc mnie wkurzają... ech ...
Dobra, uciekam spać, nie wiem kiedy znowu będę.. nawet melisa mi nie pomaga, a starałam sie pić regularnie...
Trzymajcie się wszystkie, starałam się trochę nadrobić, ale już nie mam siły głowa mi pęka..
Dobranoc 