Ty to masz z tymi teściami

czemu oni są tacy nieprzyjemni dla Ciebie? zrobiłaś im coś kiedyś?
Mój? Szkoda nawet gadać. Nawalił się jak automat na weselu i odstawiał cyrki. Chciał mi udowodnić, że nie jest pijany i stawał na rękach (za 5tym podejściem stanął) i robił jaskółkę, gdzie się chwiał jakby go ktoś bujał... Oczywiście miał problem, że się na kogoś tam patrzę. Potem walnął focha, bo tańczyłam z kolegą jednym potem drugim, ale w tym samym czasie on też tańczył z dziewczynami. To ja zaczęłam mu mówić - przecież Ty też tańczyłeś... Nie, moja wina oczywiście, bo on może, ja nie. Potem z moim bratem wyszedł na dwór i namówił go na palenie papierosa. On nigdy nie pali, jest niepalący, co lepsze nie lubi papierosów, ale palił. A ja nienawidzę fajek i nie będę tego tolerować, powiedziałam mu, że jak chce palić to niech znajdzie palącą dziewczynę i nie będzie jej to przeszkadzało. No i potem już się cały czas kłociliśmy, więc w końcu brakło mi cierpliwości i kazałam mu pakować dupę do samochodu, bo go odwożę do domu. To już się mega wkurzył. Bo jak to do domu, przecież dopiero 22:30-23. Jak go odwoziłam to oczywiście darł się na mnie, że mam się zamknąć, bo go napierniczałam, że jak on się zachowuje. Później powiedziałam, żeby nie darł japy, bo go wysadzę. To chcial mi wyskoczyć z samochodu przy 50/60 km/h. Dobrze, że miał pas to zdążyłam się zatrzymać i nie wyskoczył, dopiero jak już samochód zatrzymał się to wysiadł, bo pasa nie mógł odpiąć... ale najlepsze było to, że tak mi trzapnął drzwiami samochodu, że mało co wszystkie szyby nie powypadaly. Taki tzreźwy był. Potem szedł na pieszo i nie chciał wsiąść do samochodu. no to sobie pomyślałam - niech robi co chcesz i jechałam w stronę sali weselnej z powrotem. Dzowni do mnie żeby go zabrać i odwieźć. Dobram podjechałam. Wsiadł, dojechałam prawie pod dom, a on mi znów wyskakuje z samochodu...