Adrian oj żebyś wiedział, że też tęsknię za dawną sobą... Nie pamiętam co to znaczyć być szczęśliwą. Wszystko takie chwilowe... albo udawane, nawet uśmiech -mój, jego... Jego znajomi zaczęli uważać mnie za "zło", które się nie uśmiecha a przecież on taki wspaniały, zabawny... Oj jak mu współczują co niektórzy, że się biedak męczy z taką zołzą, która wiecznie jest nie w humorze... Co druga osoba, która nic nie wie potrafi powiedzieć przy nim "o Boże aleś ty schudła, jesteś za chuda, nie odchudzaj się, chcesz wyglądać jak w Oświęcimu?". Ja się kur... nie odchudzałam, to nerwy, stres, depresja -jakkolwiek to nazwać. Mam lustro, ślepa też nie jestem, na wadze jest 41 kg... Było przynajmniej miesiąc temu. Robię co mogę żeby przytyć, nikt się nie zapyta czy wszystko w porządku, każdy tylko mu współczuje, każdy się lituje nad "moim odchudzaniem" ale nikt się nie ugryzie w język, nikt nie powie tego na osobności skoro musi skomentować. No tak, kto z nich może przypuszczać, że w każdej kłótni mówi mi to samo co oni tylko w wulgarny sposób.
Nie poznaję się, każdej powiedziałabym dokładnie to samo co słyszę "rzuć go, odejdź zanim zrobi ci większą krzywdę" i kiedyś od razu bym tak postąpiła a teraz? Wiem, że się łudzę... że ten człowiek mnie jeszcze kocha a jednak wciąż przy nim jestem...
Madlen z rodzinką też nie wiem. Jeszcze nie odpisałam siostrom, bo kompletnie nie wiem co... Widzę po zdjęciach, że dobrze im się żyje, są szczęśliwe, mają śliczne pociechy... a mi się właśnie
życie wali. W zasadzie oficjalnie wali od maja a zawaliło nieco wcześniej.
Kay, czytam całą tą sytuację z dzisiaj i odniosłam wrażenie, że bardziej złościsz się na mamę... Wiem kochana, że powinna z wami porozmawiać zanim podjęła decyzję, ale jakoś tak wydaje mi się, że raczej została przyparta do muru przez Twojego brata... To jest tylko moje wrażenie, nie odbierz tego jakoś źle. Nic złego nie miałam na myśli. :*
A tak poza tym to nie rozumiem jak można się nie myć... W ogóle jak można nie dbać o higienę. Brrr.