Cześć dziewczyny

I po co ja wczoraj pisałam że u nas tylko placki sniegu leżą? No po co? Po to aby dziś sypało, wiało i była zadyma? Aż zawiozłam autem Marcela do szkoły bo już nie wiedziałam czy ten śnieg sypie z nieba czy tylko zawiewa.
Mąż dzwonił to akurat był w terenie bo w Gdyni też sypało.
Matko, u nas w domu to jest porażka... teściowie jechali z samego rana do Gdyni bo oni oboje jeszcze tam należą do lekarza, mają taką lekarkę znajomą która zawsze wszystko da, czy to receptę czy zwolnienie i dziś teściowa jechała sobie zrobić badania, takie ogólne, morfologię itd. No i wiadomo że trzeba tam być rano a tu jeszcze godzina drogi więc już o 6 byli na nogach. I zamiast być cicho bo reszta domu (czyli ja i Marcel) śpi, to oni darli się jak głupki. To znaczy teściowa bo ta non stop chodzi jak naburmuszona, non stop jakieś wąty i pretensje i tylko drzeć się potrafi. A jak ona się darła na teścia to on jej nie pozostał dłużny i tak nawet Marcel się obudził a jego to trudno hałasem obudzić.
Zasnełam ponownie bo już pojechali i była cisza a jak po 7 zadzwonił budzik i poszłam Marcelowi zrobić śniadanie to normalnie się przeraziłam. Kuchnia wyglądała jakby tajfun przez nią przeszedł. Ona zamiast uszykować sobie wieczorem co bierze do córeczki (bo przy okazji jechali też do niej) to szykowała dziś rano, typu twaróg i nie wiem co jeszcze bo na stole same garnki, sitka, teścia nie ruszone śniadanie, słoików nie wiem skąd tyle, na krajalnicy okruchów jakby ktoś cały chleb pokruszył, no normalnie nie wiedziałam od czego zacząć. A ona miała wcześniej ugotowaną tzw zacierkę, czyli zupę mleczną z kluskami i widzę garnek stoi zaschnięty, na spodzie jeszcze trochę tej zupy jest, powiedziałam O NIE, tak zaschnietego garnka nie będę po niej myła. Żeby chociaż wodą zalała ale po co. No to po co ja będę to sprzątać. Tak zostawiłam jak stał. Najwyżej udam blondynkę i powiem że nie zaglądałam do garnka. Niech sobie sama go szoruje
Ale teraz przynajmniej mam spokój. Mąż wróci ok 11, Marcel o 12.15, zjemy obiad i wtedy na 14.30 pojedziemy na trening a po treningu kupić jakieś słodycze do kina
Co do banków i bankomatów to na szczęście nie miałam żadnych "atrakcji". Jak zaczynałam tu pracę to założyłam konto w Spółdzielczym ale jakieś dziwne to było konto bo nie miałam karty do bankomatu tylko taką książeczkę, z którą musiałam iść do pani do okienka, pani wypisała kwitek i wtedy z nim do kasy. A jak bank zamkniety albo w weekend to kasy nie ma.. Ani dostępu przez internet. No koszmar.
Potem koleżanka poleciła mi mBank i tam założyłam konto i tam przelewałam rodzinne i wszystko inne. I bez problemu idę do bankomatu i robię przelewy przez internet. I niby bezpłatne ale sobie ubezpieczyłam kartę, potem mam opłatę 5zł że bez prowizji mogę wypłacać ze wszystkich bankomatów (czego nie powinno być no ale cóż) no i tak w sumie prawie 7zł miesięcznie mi zżera. No i biznesowe konto też sobie tam założyłam bo od razu do zusu mogłam robić przelewy.
Teraz zmienili wygląd strony i bardzo mi się ona teraz nie podoba. Tam było przejrzyście, wszystko wiedziałam co i jak i gdzie a teraz nie można zmienić w przelewie danych ani nie mogę się w tym połapać.....
No ale ulepszyli
Zapraszam na kawusię

Ale rybki nie mam
