Hejka
Padłam
Dosłownie i w przenośni
Bo padłam ze zmęczenia
a drugi raz z ostatniego zdania Kasi o Julci kapelusiku

Nie pytajcie mnie czemu ona to ubrała.... na (nie)szczęście nie widziałam jej przed wyjściem.
Tamirko, czy ona na codzień taka ulizana? Ale owszem nie.... tutaj ma jeszcze włosy na bok a na codzień czesze je w kok z tyłu lub ogon i jest wtedy całkiem ulizana.
Chcecie też całość sukienki? zaraz wstawię.
Halinko, to nie mój teść tylko taki znajomy, teść jakoś uciekał od zdjęć.
Agatko, my się musimy razem zebrać i natłuc Kasi za te okna. Tamirce też chciałam za chęć pójścia do
pracy no ale potem wyczytałam że jednak ma wolne więc już jej baty daruję.
Przepis Wam napiszę, tak z pamięci......
Ale najpierw Wam opiszę mój dzień.
Obudziłam się jak zwykle w roku szkolnym o 7, ale wstałam dopiero o 8 i zaczęłam robić ciasto, po 9 skończyłam i pojechaliśmy z mężem do urzędu pracy. Tam na szczęście byłam może z 5 minut, ludzi wcale....
Potem mąż miał jechać do Gdyni tak na chwilę więc mnie zostawił w tym Wejherowie gdzie byłam w urzędzie a sam pojechał do Gdyni.
Ja chodziłam po sklepach za sukienką (wszyscy mówili że będą za ok 2 tygodnie, będzie nowa kolekcja), potem poszłam do takiej znajomej bo ma tam butik w takim centrum handlowym i tak sobie z nią gadamy a tu dzwoni mąż że mu się auto zepsuło, nie może go odpalić. Jego brat miał go sholować do tych naszych znajomych u których byliśmy w sobotę bo ten kolega jest mechanikiem. No to ja utknęłam w Wejherowie!!!! A w kieszeni miałam 7zł!!!! To nawet za mało na PKS.
Sprawdziłam w komórce o której mam PKS, miałam jeszcze godzinę do odjazdu więc ta znajoma zrobiła kawę i sobie u niej poczekałam a potem pożyczyła mi 5zł żebym dojechała do domu.
Poszłam na przystanek, a dodam że przez to miasto jeździ kolejka SKM i musiałam przejść spory kawał, tyle akurat co z jednej stacji do drugiej. A pogoda do du..y bo deszcz ze śniegiem zaczął padać.
No ale doszłam, a mąż wrócił z bratem.
A jeszcze jak stałam na przystanku to podjechał PKS do Tamirki miasta

Normalnie miałam ochotę wsiąść

No ale pojechałam do domu (godzina drogi) i jak tylko wróciłam to była godzina 13.20 tak teraz skończyłam robić....
Niby nic takiego nie jest zrobione ale padam, stopy mnie bolą od stania...
A co do ciasta to robicie spód z ciasta kruchego, na pewno każda z Was jakiś tam przepis ma.
Wykładacie to ciasto na blachę.
Gotujecie budyń: 3 budynie czekoladowe w litrze mleka (cukru jak na opakowaniu) i gorące wylewacie na ciasto.
Budyń sobie stygnie a robicie masę serową:
Pół kostki Kasi ucieracie z pół szklanki cukru
potem dodajecie na przemian 1 żółtko i 1 serek homo. W sumie 4 serki i 3 żółtka,
potem proszek budyniu waniliowego i na końcu ubitą pianę z białek.
masę wylać na ostudzony budyń i wstawić do piekarnika 180 stopni, piec godzinę.
Na wierzch potem polać polewę.
Ja robię swoją: ćwierć kostki Kasi roztapiam, dodaję pół szklanki cukru, 2 łyżki mleka i na końcu 2 łyżki kakao.
Ciasto najlepiej zrobić na 2-3 dni przed tym jak chcecie je zjeść bo im starsze tym lepsze.
Marcel wrócił z treningu, muszę mu z angielskim pomóc...
Aha.... to zdjęcie.... teściowa stoi w kolejce nie wiem za czym....