Puściły mnie wolno..... mam prawie godzinkę czasu więc się położyłam żeby kręgosłup odpoczął. Bo kurcze, ten stół do roboty to nie na mój wzrost, cały czas stałam schylona do roboty, ja powinnam mieć wyższy stół. I mi teraz kręgosłup nawala auuuuuuu
A jeszcze przede mną 5 godzin stania na turnieju...
Zrobiłysmy ok 250 pierogów, dwie porcje z kapustą i grzybami i jedną porcję z mięsem. Teraz teściowa ze szwagierką szły zabijać i skubać kurczaki a mi powiedziały że nie muszę. Bo ja to nie skubię ich bo dla mnie to ohydne wziąć te mokre pióra i je wyrywać..... fujjjj.... ja tylko nozykiem zawsze wyrywałam tak zwane szpile które zostały po piórach a potem jak tesciowa wypatroszyła to trzeba je umyć to też to było moje zajęcie.
Nienawidzę całej tej roboty, już wolałabym kupić kurczaka normalnie w sklepie i mieć święty spokój.
No ale dopóki tesciowa żyje to będziemy jedli swojskie kurczaki.... Bo ja potem sama ich nie będę hodować ani nawet kupnych zabijać. No, smak to ma inny ale pół życia jadłam kupne i też żyję...
No ale tak samo jak z kiełbasami, jak mówi Kasia zaraz to śliskie i śmierdzi. A my mamy te swojskie, z dzika, kurcze, nawet jeszcze jej nie jadłam a teściowa mówi że już pół rozdane. No szlag może człowieka trafić, te kilka kiełbasek nas wyszło 250zł a oni rozdają. Za bogaci chyba są. Jakoś nam nikt nigdy nic nie dał a oni rozdają wszystkim dookoła. A jak my potrzebowaliśmy to ani córka ani syn - nikt nie pomógł.... A przyjechać i brać to oni potrafią. Wkurza mnie to....
Jak ja mieszkałam w bloku to mieliśmy dość dużą kuchnię, to znaczy była długa tak że na jednej ścianie były szafki, zlew i kuchenka a tylko przy wejściu na drugiej ścianie stał słupek i lodówka a potem stół. No i ściana sąsiadująca z kuchnią była ścianą od naszego pokoju (mieliśmy 2 pokoje) więc nawet by nie było mowy o wyburzeniu. No a jak ktoś ma maleńką kuchnię jak Kasia czy moja szwagierka to faktycznie lepiej wyburzyć. No, akurat moja szwagierka nie może sobie pozwolić na zmywarkę bo po prostu nie ma gdzie jej wstawić. Musiałaby ją mieć kosztem szafki a gdzie wtedy pochować kubki czy garnki? Ona i tak dużo rzeczy trzyma na balkoniku (bo balkonem też tego nie można nazwać)
Halinko, pytasz kto uczył Kay matematyki.... czyżbyś podejrzewała że może Twoja córka ją uczyła? Bo ja własciwie nawet nie wiem czego ona uczy
A co do Krzyśka to on teraz po tylu komplementach zaszył się i
Faktycznie przy takim przystojniaku to trzeba w pełnym makijazu jak mówi Marzenka....
Może ja najpierw pójdę się wyszykować a potem wrócę pisać....