Hej,
Ano zaginęłam bo w piatek przyjechała męża bratanica to sobie trochę posiedziałyśmy razem.
W sobotę jechałam z mężem do Gdańska, on jechał zawieźć babce drzewo a ja poszłam do Galerii Bałtyckiej, pierwszy raz tam byłam i chciałam znaleźć sklep Sinsay , to obeszłam wszystkie trzy pietra i każde ma po dwie alejki więc jak już wszystko obeszłam i na samym końcu dojrzałam ten sklep to mąż zadzwonił że już jedziemy. No chciał poczekać ale ja wiedziałam,że tak szybko z tego sklepu nie wyjdę więc darowałam sobie i poszłam do auta.
I wyobraźcie sobie, wróciliśmy i zaraz mąż do mnie przychodzi żebyśmy podjechali do tej wioski 5km od nas bo tam czeka siostrzeniec męża z kolegami,żeby ich tu przywieźć. A my coooo? A co on tu robi? Jak się tam dostał? I w ogóle, jak, co, dlaczego...
A on sobie wymyślił ze sobie u nas urodziny dla kolegów wyprawi!!!! I przyjechał z jednym kuzynem i dwoma kolegami, jeszcze mąż głupi dwie wódki im kupił. Ale ja byłam wściekła, gówniarzom on wódkę kupuje? Jak oni mają po 15-16 lat.
Ja nie wiem co oni sobie wyobrażają, że im się należy? Że nie trzeba się nikogo spytać tylko domek ma być wolny i oni mogą sobie przyjechać kiedy chcą i jeszcze żeby ich obsługiwać?
I najlepsze jest to, że jak przyjechali to nawet ten wnuk nie wszedł do domu się z babcią przywitać tylko poszli prosto do domku się rozpakować. Dopiero po jakimś czasie Szymon (ten wnuk) przyniósł mleko, cukier waniliowy i mąkę i poszedł do babci spytać czy zrobi im gofry!!! No a teściowa już wykąpana, chciała sobie w łóżku poleżeć i tv oglądać a tu niestety, musiała im iść gofry robić. Ja na jej miejscu bym zrobiła ciasto a resztę pieczcie sobie sami. Skoro są na tyle duzi żeby pić wódkę to gofrów nie mogą sobie upiec?
A na dodatek w tym domku miała spać ta wnuczka, jak wróci z wesela w nocy. Ale ona była wściekła.... Mówi,że dzwoniła przecież wcześniej, chciała się po weselu wyspać a tu oni jej domek zajęli i ona musiała spać w salonie. A u nas nie ma szacunku dla kogoś kto śpi po nocce nieprzespanej. Zresztą teść powiedział, że on też w nocy nie spał. No tak, jak oni nie śpią, to nie ma spania dla innych. Jak teść już wstał to wszyscy muszą też się obudzić.
Pamiętam jak było jak ja z nocki z
pracy wracałam. Nie raz teścia ochrzaniałam...
No ale wracając do tych chłopaków, to jeszcze jedno ich szczęście,że chociaż swoje jedzenie przywieźli, rano mleko, płatki i wszystko do tostów. No ale mycia po nich było, tylko znosili z domku szklanki, talerze....
No i w niedzielę już o 13 chcieli jechać PKSem, tylko prosili żeby ich na ten pks podrzucić.
A mąż liczył, ile ich wyniesie ta podróż, to ja powiedziałam, że lepiej niech mi dadzą tą kasę i ja ich zawiozę do Gdyni.
Tak też zrobili, tylko że mąż zatankował ze swoich a Szymonowi kazał tą kasę dać mnie
No i pojechaliśmy, mąż i Marcel z nami, auto mamy 7-osobowe więc wszyscy mogli jechać. Potem męża zawiozłam do jego kolegi, który mu załatwia znów pracę na akcję zima, a my z Marcelem pojechaliśmy do Riviery bo tam jest ten Sinsay, w którym nie byłam w sobotę.
No oczywiście Marcel niezadowolony że musiał być ze mną w sklepie, a ja buszowałam między wieszakami.
Wynalazłam fajny sweterek za 39,99 ale miał takie brudne trzy plamki. Przy kasie babka powiedziała że to się na pewno spierze a jak nie to mogę przyjść i wymienić. I spytała czy nie chcę sobie dobrać jeszcze czegoś bo wtedy druga rzecz za połowę ceny. No to wziełam taką bluzkę po domu i za obie zapłaciłam 59,98zł.
Ale niestety jak wyprałam sweterek, jeszcze polewając Vanisha na plamki to one nie zeszły. I niestety muszę iść go oddać, a może uda się wymienić, choć tego rozmiaru już nie było. Najwyżej wymienię na jakiś inny bo jeszcze jeden mi się podobał. Ale mi go szkoda...
No a wczoraj cały dzień siedziałam z tą bratanicą, sernik na zimno zrobiłam bo już miałam dawno na niego ochotę...
Rogala marcinkowskiego bym zjadła, kiedyś moja mama kupowała to mi tak średnio smakował, później mi bardziej zasmakował a teraz to już baaardzo dawno nie jadłam. W niedzielę jeszcze byliśmy u tych naszych znajomych to ona miała sama upieczone rogaliki z masą makową to były pyszne. Wiadomo, te marcinkowskie są inne,ale te domowe też były super.
Kasiu, dla Marcina w dniu Imienin wszystkiego najlepszego. Nie załapałam się na złożenie życzeń urodzinowych więc chociaż imieninowe złożę. Jak chcesz to tą książkę Ci wyślę, przecież i tak kalendarz będę wysyłała. Zdjecie jest śliczne, tylko myślałam że będzie większy... No i ona zapomniała dodać ten pasek co się przesuwa i w okienku jest aktualna data więc wyślę go dopiero jak ona mi to da... czyli nie wiem kiedy się teraz z nią zobaczę...
Włożę w kopertę i wyślę jako list to będzie taniej niż paczka.
Halinko, powodzenia dla Uli na egzaminie. Teraz ta teoria trudniejsza niż kiedyś a jak sobie świetnie poradziła to mam nadzieję że na praktycznym też tak dobrze jej pójdzie.
A angina czasem nie jest zaraźliwa? Już nie pamiętam bo ostatnio z anginą do czynienia miałam jak ja byłam dzieckiem. Marcel (odpukać) nigdy nie miał.
Hada, powodzenia w staraniach
Gosiu, ja też żadnych wiadomości nie oglądam, ani radia nie słucham, w necie o polityce nie czytam, wiadomości to takie najwyżej z Polski czy ze świata ale nie dotyczące polityki.
I jak kurcze jestem w towarzystwie i oni o tym rozmawiają to ja siedzę i nic nie mówię bo nic nie wiem. No ale naprawdę mnie to absolutnie nie interesuje, te ich kłótnie itd. Po co mam to oglądać...
Ale się rozpisałam..... no ale musiałam nadrobić te dni to teraz macie co czytać
