HA! dobrze zgadłam!
jak mi Aga podesłała fotograficzną zagadkę od razu zgadłam, że Marta, to Marta..
A z Roksanki słodziak cały do zjedzenia:-)
Aga! u Ciebie też tak wieje??!!
Avis! Chociaż Twoja teściowa jest młodsza ode mnie, to zachowuje się jak rozkapryszona nastolatka. Współczuję.
Halinko! napiszę do Ciebie na PW, o ofertach turnusów rehabilitacyjnych pamiętam i podeślę Ci kilka:-)
Kasiu! znakiem tego obie czekamy na księżą kolędę..
Obiad zrobiłam na "leniwca", klopsiki w sosie grzybowym i wsadziłam do marynaty golonkę na jutro. Zrobię Misiowi pieczoną w piwie, a niech ma trochę radochy..

Poza tym cały dzień tylko pokładam się i przysypiam, ciśnienie wariuje, wiatr duje, "czysta patalagia"!!!!
Poczytałam o Waszych przygodach z laptopami i przypomniało mi się jak parę lat temu w moim życiu pojawił się stary Tosiek.
Teraz już nie pamiętam, czy to było po pierwszym czy po drugim udarze ale miałam wtedy zapisane „ścisłe łóżko” i byłam z tego powodu bardzo nieszczęśliwa. Komputer mieliśmy wtedy stacjonarny, a Misiek pilnował niczym harpagon żebym za długo przy nim nie siedziała. Kasy na zakup laptopa nie było, bo wszystkie oszczędności poszły na moje leczenie i rehabilitację i nie pozostawało mi nic innego, jak tylko cichcem podkradać się do komputera ciemną nocą żeby lekarzom i Misiowi nie podpaść. W końcu głośno dałam wyraz swojemu niezadowoleniu z takiego stanu rzeczy, dobre duszki usłyszały i któregoś pięknego dnia pan listonosz przyniósł mi laptopa marki Toshiba, czyli Tosia I. Dobrym duszkiem okazał się być mój kumpel serdeczny, który kupiwszy sobie nowy sprzęt, starym podzielił się ze mną:-) W końcu mogłam przestrzegać zaleceń lekarskich, a jednocześnie mieć okno na
świat szeroko otwarte. Przez ładnych kilka lat żyliśmy z Tosiem w pełnej symbiozie, ale że i on miał swoje lata, więc w końcu przyszła kryska na Matyska. Stary Tosio zaczął chorować i niedomagać, zrazu były to drobne usterki ale z czasem coraz poważniejsze i poważniejsze, a w końcu zaniemógł całkowicie.
Misiek (osobisty małż) i Krzysiek ( osobisty informatyk) robili co mogli, reanimowali bidulkę na wszystkie sposoby, chuchali, dmuchali, ale kiedy i monitor zaczął pokazywać dziwne sztuki z rozmytym obrazem chłopaki orzekli, że czas rozejrzeć się za nowym sprzętem.
Chcecie, to się rozglądajcie, ja ewentualnie mogę skupić się na grymaszeniu i wybrzydzaniu w cichej nadziei, że to pomoże cofnąć czas i Tosio znowu wróci do dawnej formy.
Nie pomogło…. Misiek uwzględniwszy wszystkie moje fanaberie i kaprysy zawiózł mnie któregoś dnia do bardzo specjalistycznego sklepu w Gdańsku i niczym panisko kazał wybierać nie patrząc na koszty. I już tym mnie wkurzył, bo „łyn” co? Kaszubski Rockefeller znienacka objawiony?!
Sprzedawca chyba był z nim w zmowie, bo na moje fochy, które strzelałam ostrymi seriami odpowiadał cały w uśmiechach i niczym nie zrażony. Szczerze powiedziawszy na miejscu faceta gołymi rękami udusiłabym taką wrednie upierdliwą babę, że o Miśku nie wspomnę.
Do tej pory się dziwię, że mnie w tym sklepie nie uszkodzili.
- popatrz Słońce, ten jest lekki, szybki, z dużą pamięcią i wszystkim, co chcesz! – zachwalał jakiegoś strupla pod tytułem Lenovo
- nie! Ten nie!
- to może ten… - i machał mi Asusem przed nosem
- nie, nie i nie! Toshiba ma być! – fukałam jak wściekła kocica
Pan sprzedawca odwrócił się na pięcie i już po chwili zgrabniutki laptopek leżał przede mną w całej okazałości i kłuł w oczy nowoczesną technologią. Cholera! taki jak chciałam…… i do czego się tu przyczepić?
- ale biały nie jest! – strzeliłam kolejnym fochem
Chłopak zza ladą niczym wytrawny prestidigitator natychmiast wyczarował egzemplarz w kolorze white….O, szlaczek jedwabisty! Ciekawe czy i w kolorze lapis-lazuli też by miał, ten...ten subiekt komputerowy w loczek szarpany!
Nadęta jak ropucha kururu pozwoliłam łaskawie zapakować sobie ten cud techniki i podreptałam do kasy niechętnie myśląc o facetach spełniających wszystkie fanaberie głupich babsztyli.
I tym sposobem dostałam całkiem nowego Tośka, którego (przyznaję bez bicia!) długo oswajałam karmiąc z ręki, ale sporo wody musiało upłynąć żeby zaczęło iskrzyć miedzy nami. Stary Tosio miał duszę, nowy Tosiek ma w sobie tylko procesory, ale chyba mnie lubi, bo ciągle służy mi wiernie bez większy fanaberii i kaprysów.
