Cześć Dziewuszki...
Nie ma to jak weekendowa migrena rzetelnie ugruntowana. Trzeba przyznać, że migrena nie okazała się świnią zmurszałą i lojalnie uprzedzała, że do mnie w gości przyjdzie. Już w piątek przy obiedzie Misiek dziwne sztuki wyprawiać zaczął, jakieś syki niekontrolowane produkował cichcem nad smażoną wątróbką, za resztki owłosienia łapał się odruchowo i jakoś tak gwałtownie, a w końcu powiedział żebym mu procha przeciwbólowego dała, bo „nie wytrzymie”. Co miałam nie dać? Dałam, a i sama wsparłam się podobnym, bo mnie z kolei odnóża szarpały jak wściekłe rychłą zmianę pogody przepowiadając. Po solidnej drzemce Misiek pod wieczór wykrzesał z siebie odrobinę niemrawego wigoru i nawet zrobił kolację oraz masażyk moich kończyn dolnych , które uparcie wykazywały tendencje do samodzielnego chodzenia po ścianach w poszukiwaniu ostrego tasaczka. Ani kolacja, ani masażyk na niewiele się zdały. Dopiero najcięższy arsenał piguł pozwolił mi jako tako noc przetrzymać i jakoś zebrać siły przed jutrem.
Jutro czyli sobota od świtu upalne lato udawała, ale coś wisiało w powietrzu i moja polymialgia nie mogła się zdecydować czy odpuścić ataki bólowe, czy wręcz przeciwnie - zwiększyć natężenie. Wykorzystując owo niezdecydowanie czym prędzej zabrałam się za ogarnianie luksusowej meliny, w której od trzech lat mam szczęście mieszkać. Nie zważając na uporczywe ćmienie pod ciemieniem oraz ból kąsający kończyny piorunem wstawiłam pranie, przygotowałam obiad i po krótkim namawianiu samej siebie do złego umyłam podłogi. I wypastowałam. Wariatka. Ledwo zdążyłam ostatni raz szmatą panele musnąć napawając się ich nieskazitelnym blaskiem, a tu noga mi się znienacka omskła i jak nie gruchnę dupskiem o glebę! Nawet nie zdążyłam porządnie się wkurzyć, bo coś dziwnego porobiło się z moją głową. Niewinne z pozoru ćmienie nagle przerodziło się w ból ostry i powalający. Coś jakby złośliwe trolle w moim czerepie kamiennymi kulami w kręgle grały i od czasu do czasu urządzały sobie koncert na wszystkie możliwe trąby Jerycha.
Ho,ho migrena, jak malowanie! Niby żadne dziwo, bo o tej porze roku dla mnie to normalka ale teraz wolałabym żeby ta wątpliwa przyjemność spotkała mnie jednak trochę później.Albo wcale. W niedzielę czyli dzisiaj pogoda potwierdziła, że moje odnóża biją na głowę każdy barometr, a ja miałam ochotę własny łeb wsadzić w cokolwiek, nawet w imadło byle tylko przestał boleć.
I bez migren za dużo mam teraz na głowie! Pomijając pracownicze atrakcje i wszelkie pierepały uporczywie im towarzyszące, długodystansowe L4 Młodego, hipochondrycznego teścia razem z rozhisteryzowaną teściową, egzamin wiszący nade mną niczym miecz Demoklesa, to od ponad miesiąca siedzę na beczce z prochem pod tytułem pacyfikacja tętniaka. Z kliniki mogą zadzwonić w każdej chwili i jak ja będę wyglądać? Całkiem jak przez okno!
Tak po prawdzie, to wcale nie dziwię się tej migrenie, że uznała mój czerep za doskonałe miejsce do rozwinięcia całego wachlarza swoich możliwości. Co jeden problemik zepchnę z globusa, to zaraz dwa kolejne na jego miejsce wskakują, a synapsy ino mi iskrzą na stykach od tego ciągłego myślenia.
Ciekawe czy myślenie można wysłać na urlop?
Dłuuuugi i bezpłatny..
Monia! od początku moja dusza Czarownicy czuła, że będziesz miała córeńkę! Cieszę się, jak czajnik..
![]:-) ]:-)](./images/smilies/elvis.gif)
I wcale nie będę zdziwiona jak urodzisz 17 października..

specjalnie poczaruję żeby tak było! Dbaj o siebie i pilnuj naszej Bąbelki.
Tygrysie! a Ty dzisiaj jak? wszystko dobrze? Adasiek pogłaskany?
Halinko! i jak fryzura?? podziwiam Twoja odwagę, bo ja trwałej sama nie zrobiłabym za Chiny i pół Mongolii:-)
I przyznam się, że za inspirowałaś mnie tym rowerem, jak tylko złapię chwilę bez bólu, od razu wsiadam na swój i jadę gdzie oczy poniosą..
Kasiu! mam nadzieję, że Twoje "niechciejstwo" do wszystkiego szybko minie, a Ty znowu będziesz uśmiechać się promiennie, tak jak zwykle to robisz..

Widocznie zadziałała u Ciebie zasada domina, jak jedno zaczyna sie psuć, to natychmiast co innego idzie w ślady pierwszego. Trzymam kciuki żeby diabli nic więcej Ci nie zepsuli!
Aga! dzięki za zdjęcia! prezenty super, ale i tak nie umywają się do Ciebie! Wyglądałaś ho,ho,ho a nawet lepiej!
U mnie też piździ, że głowę razem z płucami urywa chociaż słonko świeci.
Natala! jeżeli to był wypadek w
pracy, to czy behapowiec zrobił protokół dla PZU i zgłosił im w odpowiednim czasie??
W zeszłym roku wywaliłam się na schodach w pracy i pękła mi szyjka kości udowej. Behapowiec zgłosił to jako wypadek i po niespełna 3 tygodniach dostałam sporą kasę z odszkodowania. Dowiedz się jaki numer ma sprawa Twojego męża i nękaj ubezpieczyciela.
witaj
ZielonoOka
opowiesz nam coś o sobie?
KamiloEb! pity dawno rozliczone, a specjalistkę od nich już tu mamy. I to najlepszą!