Hejka
Jestem dziś zła, że bez noża nie podchodź....
Słuchajcie, ja z tą teściową to się naprawdę wykończę psychicznie. Ja nie wiem co to jest za człowiek, ona w domu do nas, ewidentnie do wszystkich w domu odzywa się tonem jakbyśmy jej rodzinę wymordowali.
Mi się zdaje, że ona jest tak bardzo zakompleksiona. I mój mąż i teść ciągle jej mówią że coś źle robi, wtedy ona wpada w szał.
I mi się zdaje, że ona stosuje zasadę: atak najlepszą obroną i ona nas atakuje chcąc być tą pierwszą, żebyśmy my nie mieli szans jej piersi zaatakować. A jak już się uda jej mężowi czy synowi to jest podwójnie wściekła i broni się prawie pazurami.
Dlaczego do koleżanek mówi normalnym tonem a do nas ciągle jakby miała pretensje? Ja to się normalnie do niej nie odzywam, tylko jak muszę a i to przemyślę dwa razy czy muszę.
Przykładowo, jak po jej imprezie wyprałam obrus i tak co prawda niedbale go złożyłam bo do prasowania był, a ona go wzięła i wyprała bo pewnie myślała że tak leży do prania to myślałam sto razy czy jej powiedzieć że obrus już był prany. Ale już się domyślałam jej reakcji więc stwierdziłam, że nie ma sensu nic mówić i nie powiedziałam. Co prawda teraz jest święcie przekonana, że ja go tylko złożyłam i brudny zostawiłam...
Dziś miałam jechać z mężem do Gdyni, już od wtorku miałam to zaplanowane a oni wczoraj wyskoczyli ze świnią, kupili i zabili i dziś robota.
Specjalnie wcześnie wstałam i pokroiłam słoninę na smalec a potem słyszałam jak teściowa mówiła koleżance (przyszła jej pomóc) że ona przyniesie słoiki i Agnieszka je umyje. I co, miałam pojechać i tych słoików nie umyć? To by dopiero nagadała na mnie, cała gdynia by wiedziała że ja sobie pojechałam i ją zostawiłam z robotą.
Wściekła byłam jak diabli, ona w sumie myślała że ja pojechałam, przyszła ze słoikami a potem jak je myłam to znów przyszła i spytała: ty nie jechałaś? Już miałam ochotę odpowiedzieć: a potem mam słuchać pier...enia że pojechałam?
No i co? umyłam te słoiki i siedzę bo dla mnie roboty nie ma. Ale co by nagadała to jej.
Bo mi ona powie: jedź my tu sobie poradzimy, a za moimi plecami będzie opowiadać jaka to ona zmęczona, że ja sobie pojechałam a ona musiała sama zapieprzać.
Robią zylc, tak zwaną krwawą i pasztetową to ja i tak im nie pomogę bo nie umiem tego robić.
łatwo się mówi z boku: nie przejmuj się, ale naprawdę to nic miłego jak się slucha takie bzdury na swój temat, gdy ona opowiada to obcym ludziom. Ma tak mi opinię zszarganą że ja to jestem najgorsza.
Halinko, o meczach teraz nic nie piszę, bo odkąd grają w prawdziwej lidze i trafili do samych liderów i jeszcze grają na większym boisku to jakoś kiepsko im idzie. Tzn niby grają dobrze, przeciwnik ma z nimi ciężko, stwarzają mnóstwo okazji do bramek ale niestety niewykorzystanych, a przeciwnik w końcu wygrywa. Na 10 meczy jeden jedyny wygrali i mieli dwa remisy a reszta wszystko przegrane. Na 11 drużyn uplasowali się na 9 miejscu.
Z początku nie umieli się odnaleźć na większym boisku a potem? nie wiem, może brak wiary, jak wiedzieli, że grają z mocną drużyną to z góry zakładali że przegrają.
Bo np w takiej Gdyni jest ogromna selekcja chłopców. Tam nie chodzi każdy który chce chodzić jak u nas. Tam chętnych jest np 50 a przyjmują powiedzmy 20 więc wiadomo że wejdą tylko najlepsi. A u nas jest taki chłopak, który bardzo chce grać ale niekoniecznie mu to wychodzi. Sami chłopacy się wkurzają jak trener go wpuści na mecz, ale trener mówi, chodzi na treningi, stara się i też chce w meczu zagrać. Co prawda wpuści go na chwilę no ale jednak.
Kasia, własnie z ortodontą to mi przypomniałaś bo muszę go zarejestrować, mieliśmy się pokazać na koniec roku a że rejestracja jest tylko rano to ja ciagle zapominam. Przypominam sobie wieczorem i obiecuję że nie zapomnę rano. No ale i tak zapominam. A nic, jak pójdziemy w styczniu to też nic się nie stanie.
Tygrysku, no na pewno Adaś uroczy, oj takie dzieciaczki są cudne....
Oj, to miałaś przeżycie... teraz pewnie dźwigać za bardzo nie możesz, zwłaszcza póki masz szwy.....
En, udanej imprezki urodzinowej
