Dobry wieczór o zmierzchu:-)
Wtorek paskudny nie tylko pogodowo. Nie wiem, co się z tym ciśnieniem wyprawia, ale głowa łupie mnie koncertowo.
Halinko! widzę, że
zakupy świąteczne zrobione... ja mam właściwie tylko drobiazgi do kupienia, bo mięcho i wędliny Misio przyniesie z
pracy. Nawet ciasto mam już zamówione, tak że luzik..
Aga! A teściowej nie było przykro jak po umyciu okien padał deszcz? I śnieg? Myć okna w taką pogodę, to trochę robota głupiego. Ja bym zrobiła tak, jak mówisz - umyć od środka i szlus!
Tygryski! Co tam u Was??? Jak nasze Maleństwa??
Dzięki za kciuki..
A na komisji było tak:
W zeszłym roku zmieniono przepisy dotyczące korzystania min. z kart parkingowych. Wszyscy niepełnosprawni w stopniu umiarkowanym chcący korzystać z dobrodziejstwa parkowania na „kopertach” muszą ponownie stanąć przed komisją celem sprawdzenia czy spełniają „przesłanki ustawy - Prawo o ruchu drogowym”. Teoretycznie spełniam je ze śpiewem na ustach, ale przepis jest przepis, a z przepisami wszak się nie dyskutuje, więc chciał - nie chciał stanęłam przed wysokim majestatem, w dodatku wnikliwie orzekającym.
Okazało się, że komisja wcale wysoka nie jest, tylko gruba i potężna jak hipopotam. Ku mojemu przerażeniu była to, ta sama hipopotamica w randze lekarza neurologa, która swego czasu temu nie rozpoznała u mnie udaru i zafundowała mi wycieczkę karetką na sygnale po całym województwie. O szlaczek jedwabisty! Zapowiadało się ciekawie.
Pani lekarz moje historie medyczne czytać starannie zaczęła ( a tego cały segregator!), i co kartkę obróci, to łypie na mnie okiem nieżyczliwym. Poczytała, poczytała i rzecze w te słowa:
- a pani to na chorą wcale nie wygląda….
- bo ja, pani doktor na twarz nie choruję – odpowiedziałam grzecznie i czekam co będzie dalej.
Hipopotam kazał mi z ciuchów wyskoczyć, co uczyniłam chętnie, bo przy niej, to ja spokojnie za Naomi Cambell robić mogę bez żadnych kompleksów, a każda okazja dobra żeby własną osobę dowartościować.
Zległam niczym ta lelija biała mrozem ścięta na kozetce zielonej i czekam, co też hipopotam robić ze mną zamierza. A ta za młotek lekarski chwyta i dawaj stukać po mojej anatomii od góry do dołu i „pretiwpałożnie”. Stuka, stuka i głową kręci:
– pani nie ma Babińskiego w lewej nodze – zgłosiła ciężką pretensję.
- ależ mam, tylko mój Babiński na wartościach dodatnich po udarze lata ,a takie rzeczy to studenci I roku medycyny już wiedzą. – odpyskowałam odruchowo.
- i nadwagę pani ma! – powiedziała z nieskrywaną satysfakcją
- nie ja jedna – uśmiechnęłam się miło i popatrzyłam na nią znacząco
Oglądała mnie ze wszystkich stron jak zamorskie dziwo i widocznie nic jej nie pasowało, ani wiek mój czarowny, ani ilość przebytych operacji, ani moja fryzura na jeża postawiona, bo na koniec wywaliła z grubej rury:
- pani nawet żylaków nie ma!!
No, masz! Nie wiedziałam, że posiadanie żylaków jest obowiązkowe?! Na wszelki wypadek obiecałam nadrobić zaległości w tym temacie, bo hipopotamia lekarka na mocno wkurzoną wyglądać zaczęła, a ja aż takim kamikadze nie jestem żeby z Pudzianem w żeńskim wydaniu zadzierać.
Koniec końców orzekła, że jestem niepełnosprawna umiarkowanie ze wskazaniem na znaczne odchyły od normalności, bo niemożliwością jest żeby z tyloma chorobami, i po tylu operacjach uszczerbku na rozumie nie mieć. I dlatego ona przyznaje mi prawo do posiadania karty parkingowej, i to na całe 5 lat!
Obiektywnie rzecz biorąc trochę racji lekarzyca miała, bo jakby nie patrzeć wszyscy jesteśmy trochę umysłowo zdezelowani z tym, że nie wszyscy jeszcze zdiagnozowani..
