Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
- ZielonoOka
- Fajna Kobietka
- Posty: 180
- Rejestracja: pt kwie 10, 2015 9:35 pm
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Witam.
Mam dość tej roboty, a raczej ludzi. Naprawdę nie umiem pojąć, że ludzie mogą być tak zazdrośni, zawistni i do tego rodacy. yhhh szkoda słów.
Mam dość tej roboty, a raczej ludzi. Naprawdę nie umiem pojąć, że ludzie mogą być tak zazdrośni, zawistni i do tego rodacy. yhhh szkoda słów.
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
dzień dobry:-)
Wygląda na to, że pogoda jeszcze nie zdecydowała czy będzie słonecznie, czy całkiem przeciwnie...
A ja za niedługo pójdę krwi utoczyć żeby jutro hematolog miał powód do marudzenia nad moimi leukocytami...
Zielonooka! gdzieś, kiedyś wyczytałam, że "zdolności regeneracyjne bezinteresownego skurwysyństwa są nieograniczone" i coś w tym jest! Generalnie ludzie są dobrzy, ale wolą o tym nie pamiętać, bo łatwiej spuścić ze smyczy złość, zawiść, zazdrość niż sympatie, empatię czy zwykłą ludzką życzliwość. Nie wiedzieć czemu negatywne emocje są łatwiejsze w obsłudze..
Dopóki stoisz twarzą do przeszłości, przyszłość masz za plecami...
(...)
Kolorowego dnia!
Wygląda na to, że pogoda jeszcze nie zdecydowała czy będzie słonecznie, czy całkiem przeciwnie...
A ja za niedługo pójdę krwi utoczyć żeby jutro hematolog miał powód do marudzenia nad moimi leukocytami...
Zielonooka! gdzieś, kiedyś wyczytałam, że "zdolności regeneracyjne bezinteresownego skurwysyństwa są nieograniczone" i coś w tym jest! Generalnie ludzie są dobrzy, ale wolą o tym nie pamiętać, bo łatwiej spuścić ze smyczy złość, zawiść, zazdrość niż sympatie, empatię czy zwykłą ludzką życzliwość. Nie wiedzieć czemu negatywne emocje są łatwiejsze w obsłudze..
Dopóki stoisz twarzą do przeszłości, przyszłość masz za plecami...
(...)
Kolorowego dnia!

Wiosna, wiosna! Wiosna, ach to ty!
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Witajcie
Monika - jak robiłam na początku ciąży to jakoś nie wydawała mi się tak bardzo słodka, taki proszkowy posmak miała. A teraz strasznie słodka. Może to też, że na początku ciąży wszystko inaczej smakowało. Mówią, że można sobie trochę cytryny dać do tego, lub pić wodę z cytryną potem. A to tak ok. 24 tygodnia ciąży będziesz miała do zrobienia.
Jeszcze i męża pokopie maluszek. Ale miłe jak tak maluch kopie, a maż słucha. Mój mówi, że bulgotanie słyszy jak przykłada ucho do brzucha
A z budową, najlepiej przejść się do starostwa i pogadać z nimi jak u nich procedury. Bo przepisy przepisami, ale każdy może mieć jakiś swoje. Bo z dokumentów to dokładnie nie wiem co trzeba mieć, po za projektem.
Halinko widzę, że trening idzie pełną parą i coraz lepiej
Aga - a Tobie udała się wycieczka rowerowa? Zrobimy "zlot czarownic" w tym ośrodku ;p
Kasiu, jak noga? Na siniaki dobra jest maść z arniki.
Tamirko, powodzenia na badaniach i u lekarza.
U mnie wyniki, po za niskim żelazem ok. Glukoza też w porządku, bo się trochę martwiłam, że źle wyjdzie, bo mam taką ochotę na słodkie.
Męża mojego wczoraj wzięło na wyjazd... przypomniała mu się ta nasza ulubiona Białogóra nad morzem - zachciało mu się jechać. Ale trochę daleko teraz dla nas. To mówi, że może chociaż na weekend w góry pojedziemy do Szklarskiej. A my i tak planujemy pojechać sobie nad jeziora gdzieś blisko w drugiej połowie czerwca. Myśleliśmy o Sławie, zobaczymy.
Monika - jak robiłam na początku ciąży to jakoś nie wydawała mi się tak bardzo słodka, taki proszkowy posmak miała. A teraz strasznie słodka. Może to też, że na początku ciąży wszystko inaczej smakowało. Mówią, że można sobie trochę cytryny dać do tego, lub pić wodę z cytryną potem. A to tak ok. 24 tygodnia ciąży będziesz miała do zrobienia.
Jeszcze i męża pokopie maluszek. Ale miłe jak tak maluch kopie, a maż słucha. Mój mówi, że bulgotanie słyszy jak przykłada ucho do brzucha
A z budową, najlepiej przejść się do starostwa i pogadać z nimi jak u nich procedury. Bo przepisy przepisami, ale każdy może mieć jakiś swoje. Bo z dokumentów to dokładnie nie wiem co trzeba mieć, po za projektem.
Halinko widzę, że trening idzie pełną parą i coraz lepiej
Aga - a Tobie udała się wycieczka rowerowa? Zrobimy "zlot czarownic" w tym ośrodku ;p
Kasiu, jak noga? Na siniaki dobra jest maść z arniki.
Tamirko, powodzenia na badaniach i u lekarza.
U mnie wyniki, po za niskim żelazem ok. Glukoza też w porządku, bo się trochę martwiłam, że źle wyjdzie, bo mam taką ochotę na słodkie.
Męża mojego wczoraj wzięło na wyjazd... przypomniała mu się ta nasza ulubiona Białogóra nad morzem - zachciało mu się jechać. Ale trochę daleko teraz dla nas. To mówi, że może chociaż na weekend w góry pojedziemy do Szklarskiej. A my i tak planujemy pojechać sobie nad jeziora gdzieś blisko w drugiej połowie czerwca. Myśleliśmy o Sławie, zobaczymy.
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Malinka na fb;) a dokladnie w prywatnej wiadomosci na pw wiec nikt obcy nie widzial
A browne to ciasto mocno czekoladowe
do murzynka dajesz kakao i proszek do pieczenia tu poza kakao czekolade i bez proszku
Chcesz dam przepis. Jak ktos kocha czekolade bedzie smakowac do kawki
A browne to ciasto mocno czekoladowe
Chcesz dam przepis. Jak ktos kocha czekolade bedzie smakowac do kawki
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Hejka
Halinko, mówisz ja poważna byłam? Kurcze, ja tak zawsze mam.... ale wydawało mi się że to tak normalnie, jakbym fikała koziolki to co innego, a tu siedzimy przy kawce.... no dałaś mi do zastanowienia....
Zdjecia dziewczynki widziały na fb ale na prywatnej wiadomości, tak samo jak Kasia:)
Monia, Tygrys, kurcze, jakie to jest bezcenne uczucie jak dzidzia kopie
Uwielbiałam to w całej ciąży.
I Monia przyznaj teraz, że to kopanie rekompensuje te mdłości
Warto było,co?
Do glukozy można dodać cytrynę, nawet pielęgniarka mi mówiła o niej, gdy się meczyłam z wypiciem tego.
Bo ja myślałam, że slodkie lubię to wypiję ale to naprawdę jest TAK obrzydliwie słodkie że ciężko się pije. Naprawdę Monia weź cytrynę, tzn połówkę żeby Ci było wygodnie sok wycisnąć i spytaj się pielęgniarki czy możesz. Na pewno Ci pozwoli.
Saszka, daj przepis tu na forum, ja kiedyś widziałam jak Ewa Wachowicz robiła ale jakoś tak wyszło że nie robiłam tego ciasta.
A jak masz wypróbowany przepis to ja też poproszę
Pytacie o jazdę....
Ano dziś ledwo siedzę
Pojechaliśmy obcykać moją trasę na siłownię przez lasy, wiedziałam że gdzieś muszę w prawo skręcić ale jedyna taka droga to była taka ledwo widoczna i tak jakoś myślałam że będzie jeszcze jakaś dalej więc jechaliśmy dalej.
Potem wyjechaliśmy na pole i w oddali widziałam dom tej mojej znajomej z siłowni no to mówię już za daleko zajechaliśmy.
No ale stwierdziliśmy że pojedziemy jeszcze ciut dalej i gdzieś jakaś droga w prawo do ulicy musi przecież być.
Była, owszem, ale wyglądala jakby prowadziła komuś do podwórka więc w nią nie skręciliśmy a potem się okazało że mogliśmy.
A my wyjechaliśmy na asfaltówkę, którą się jedzie na Lębork!!!!
No ale wtedy już wiedziałam gdzie jesteśmy, cofnęliśmy się,kawałek po ulicy a potem wjechaliśmy na chodnik mimo dobitnego zakazu. No ale tylko mały kawałek, a po drugie jak ci wariaci jeżdżą szybko to miałam stracha jechać z Marcelem po ulicy.
Już mieliśmy dosyć tej jazdy bo po lasach i polach nam tyłki wytrzęsło po dziurach, pić nam się chciało to zadzwoniłam do tej znajomej z siłowni i pojechaliśmy do niej, wypiliśmy cały dzban kompotu ze śliwek (ja śliwkowego nie lubię ale tak się pić chciało że był wręcz pyszny
)
Potem pani Halinka wytłumaczyła nam jak teraz wracać no i wyruszyliśmy w drogę.
To w sumie 1,5 godziny jazdy mieliśmy.
Byłam mokra jak szczur bo jeszcze słońce grzało, to spaliłam więcej kalorii niż po siłowni.
Ale Marcel powiedział że więcej nie jedzie na taką wycieczkę
Ja natomiast jak będę sama jeździć to tylko naszą wioskę ominę lasami a potem wyjadę na ulicę i ok 1,5km ulicą pojadę. Wolę tak niż tymi lasami i polami sama.
Jeszcze fajnie że akurat w tym rowerze mam takie duże siodełko i jeszcze z pokrowcem ale i tak dokładnie czuję na tyłku gdzie ono się konczyło
Jak wróciliśmy to szwagierka ze szwagrem i synem byli u nas, siedzieli na dworze a w kuchni w zlewie jedne naczynia, a na stole normanie wszystko stało bo zjedli i poszli na dwór.
To ja pomyłam to co było w zlewie a tamtego nie,bo co, w kazdej chwili ktoś mógł przyjść jeść.
Chwilę z nimi posiedziałam,potem poszłam niby lekcje robić z Marcelem,a potem się wykąpać i byłam w pokoju.
Oni pojechali, oczywiście jak to oni to dwie flaszki wypili, teściowa z nimi i już miała fazę.
Zaczęła sprzątać ale oczywiscie nie obyło się bez gadania na mnie. A w dupie to mam, ja jedno sprzątnęłam i niech się babsko cieszy, jej goście, nie moi.
A jeszcze przy obiedzie zrobiła numer...
Ja zawsze szykuję obiad jak Marcel wraca ze szkoły, wczoraj to była 13, a mój mąż już o 12 chodził i szukał obiadu.
Do teściowej przyszła koleżanka i poszły na dwór a mąż mówi do niej: obiadu nie robisz?
Ta prychnęła ,że ona nie robi obiadu, jakby co ją to obchodziło.
Ale o 13 już siedziały w kuchni przy stole jak w knajpie!!!!
Zjedliśmy wszyscy (oprócz teścia) a ona wstała, wzięła ze stołu talerz swój i koleżanki, umyła je i dalej usiadła.
No ja myślę, ty małpo, ja po tobie muszę non stop sprzątać a ty tylko swój talerz wzięłaś????
A jeszcze w zlewie zostawiła garnek, taki rondel mały.
Ja wstałam, umyłam nasze 3 talerze, a garnek zostawiłam, bo to przecież nie mój.
Wtedy wjechał teść to ona mu grzała obiad (według mnie był jeszcze ciepły bo ledwo my zjedliśmy).
Nałozyła mu na talerz, postawiła na stole i poszły na dwór.
A ja,jak umyłam swoje to poszłam do pokoju.
I tak ja w pokoju, one na dworze a ja nagle czuję smród, mówię coś się pali.
Mąż poszedł do kuchni, a to ona włączyła gaz pod garnkiem z ziemniakami, nie wyłączyła i poszła.
A wiecie jak to suchy garnek z ziemniakami momentalnie jest przypalony.
Wyrzuciłam te ziemniaki, garnek wstawiłam do zlewu i zalałam wodą i go nie umyję choćby nie wiem co.
A ona po jakimś czasie wróciła z tego dworu i jest święcie przekonana że to ja nie wyłączyłam ziemniaków. Ta, jasne, to my zjedliśmy obiad i one by nie były już spalone w tym czasie?
I to co ona zmywała to garnek omijała, jeszcze dziś rano stał przypalony w zlewie.
jak nie żelazko zostawi włączone to garnek na ogniu..... ona nas kiedyś puści z dymem.
Ja jej uwagi nie zwrócę bo ona zaraz to odbierze jako atak, krytykę i awantura gotowa. Ale jak ją uświadomić że tak zostawiła? Nie mam ochoty na kłótnie, po co mam sobie psuć dzień. A inaczej jak kłótnią to się nie skończy gdy jej powiem. W jakikolwiek sposób ja coś powiem że ona coś źle zrobiła to ona zaraz lamentuje,że ona wszystko źle robi, my tylko najlepiej, a potem się sypie już wszystko. Łącznie z kazaniem mi wypie..... z domu.
No i po co mi to?
Dlatego ja w ogóle z nią nie gadam....
Ale słuchajcie, jaki news dostałam od pani Halinki...
Bo one były razem na wycieczce w Ustce.
I jechali w sobotę rano a w niedzielę wracali.
No to ja bym wzięła w plecak jedne majtki, skarpetki, bluzkę z dlugimi krótkim rękawkiem i bluzę czy kurtkę.
A ona miała całą walizkę!!!! Taką co się rączkę wyciąga i na kółkach jest.
I pani Halinka mówiła, że ona się w sobotę 4 razy przebierała!!!!!!
W niedzielę oczywiście już inne ciuchy ubrała a jeszcze w szafie wisiała sukienka która miała być do kościoła ale było za zimno na nią.
No ciuchów miała tyle jakby na tydzień jechała!!!!
Aż pani Halinka zawołala koleżanki do pokoju i mówi że tu rewia mody jest.
A gdy teść dzwonił na telefon pani Halinki i teściowa potem nie umiała rozłączyć to one się śmiały, że jak to,ona komórki nie ma?
Ale to jest taka ciemna masa i nawet w swoim stacjonarnym ma książkę z kontaktami i pokazywałam jak trzema kliknięciami można zdzwonić to ona i tak codziennie od nowa numer wystukuje. Teść już kiedyś mówił że po co ona numer wystukuje skoro ma zapisany.... No ale ona mądra głowa jest za mądra na takie "nowości".....
Mam nadzieję że zaraz się ubierze i pójdzie sobie gdzieś.
Ja tam na obiad nam zrobię dziś naleśniki, tzn sobie i Marcelowi, na nią mam wyrąbane. Jak ona robi zupę, o której doskonale wie że ani ja ani Marcel jej nie lubimy to też ma wyrąbane. To czemu ja mam się przejmować?
Mąż dziś jechał robić auto więc prędko też nie wróci...
Ach, ale się rozpisałam z rana.....
Halinko, mówisz ja poważna byłam? Kurcze, ja tak zawsze mam.... ale wydawało mi się że to tak normalnie, jakbym fikała koziolki to co innego, a tu siedzimy przy kawce.... no dałaś mi do zastanowienia....
Zdjecia dziewczynki widziały na fb ale na prywatnej wiadomości, tak samo jak Kasia:)
Monia, Tygrys, kurcze, jakie to jest bezcenne uczucie jak dzidzia kopie
I Monia przyznaj teraz, że to kopanie rekompensuje te mdłości
Do glukozy można dodać cytrynę, nawet pielęgniarka mi mówiła o niej, gdy się meczyłam z wypiciem tego.
Bo ja myślałam, że slodkie lubię to wypiję ale to naprawdę jest TAK obrzydliwie słodkie że ciężko się pije. Naprawdę Monia weź cytrynę, tzn połówkę żeby Ci było wygodnie sok wycisnąć i spytaj się pielęgniarki czy możesz. Na pewno Ci pozwoli.
Saszka, daj przepis tu na forum, ja kiedyś widziałam jak Ewa Wachowicz robiła ale jakoś tak wyszło że nie robiłam tego ciasta.
A jak masz wypróbowany przepis to ja też poproszę
Pytacie o jazdę....
Ano dziś ledwo siedzę
Pojechaliśmy obcykać moją trasę na siłownię przez lasy, wiedziałam że gdzieś muszę w prawo skręcić ale jedyna taka droga to była taka ledwo widoczna i tak jakoś myślałam że będzie jeszcze jakaś dalej więc jechaliśmy dalej.
Potem wyjechaliśmy na pole i w oddali widziałam dom tej mojej znajomej z siłowni no to mówię już za daleko zajechaliśmy.
No ale stwierdziliśmy że pojedziemy jeszcze ciut dalej i gdzieś jakaś droga w prawo do ulicy musi przecież być.
Była, owszem, ale wyglądala jakby prowadziła komuś do podwórka więc w nią nie skręciliśmy a potem się okazało że mogliśmy.
A my wyjechaliśmy na asfaltówkę, którą się jedzie na Lębork!!!!
No ale wtedy już wiedziałam gdzie jesteśmy, cofnęliśmy się,kawałek po ulicy a potem wjechaliśmy na chodnik mimo dobitnego zakazu. No ale tylko mały kawałek, a po drugie jak ci wariaci jeżdżą szybko to miałam stracha jechać z Marcelem po ulicy.
Już mieliśmy dosyć tej jazdy bo po lasach i polach nam tyłki wytrzęsło po dziurach, pić nam się chciało to zadzwoniłam do tej znajomej z siłowni i pojechaliśmy do niej, wypiliśmy cały dzban kompotu ze śliwek (ja śliwkowego nie lubię ale tak się pić chciało że był wręcz pyszny
Potem pani Halinka wytłumaczyła nam jak teraz wracać no i wyruszyliśmy w drogę.
To w sumie 1,5 godziny jazdy mieliśmy.
Byłam mokra jak szczur bo jeszcze słońce grzało, to spaliłam więcej kalorii niż po siłowni.
Ale Marcel powiedział że więcej nie jedzie na taką wycieczkę
Ja natomiast jak będę sama jeździć to tylko naszą wioskę ominę lasami a potem wyjadę na ulicę i ok 1,5km ulicą pojadę. Wolę tak niż tymi lasami i polami sama.
Jeszcze fajnie że akurat w tym rowerze mam takie duże siodełko i jeszcze z pokrowcem ale i tak dokładnie czuję na tyłku gdzie ono się konczyło
Jak wróciliśmy to szwagierka ze szwagrem i synem byli u nas, siedzieli na dworze a w kuchni w zlewie jedne naczynia, a na stole normanie wszystko stało bo zjedli i poszli na dwór.
To ja pomyłam to co było w zlewie a tamtego nie,bo co, w kazdej chwili ktoś mógł przyjść jeść.
Chwilę z nimi posiedziałam,potem poszłam niby lekcje robić z Marcelem,a potem się wykąpać i byłam w pokoju.
Oni pojechali, oczywiście jak to oni to dwie flaszki wypili, teściowa z nimi i już miała fazę.
Zaczęła sprzątać ale oczywiscie nie obyło się bez gadania na mnie. A w dupie to mam, ja jedno sprzątnęłam i niech się babsko cieszy, jej goście, nie moi.
A jeszcze przy obiedzie zrobiła numer...
Ja zawsze szykuję obiad jak Marcel wraca ze szkoły, wczoraj to była 13, a mój mąż już o 12 chodził i szukał obiadu.
Do teściowej przyszła koleżanka i poszły na dwór a mąż mówi do niej: obiadu nie robisz?
Ta prychnęła ,że ona nie robi obiadu, jakby co ją to obchodziło.
Ale o 13 już siedziały w kuchni przy stole jak w knajpie!!!!
Zjedliśmy wszyscy (oprócz teścia) a ona wstała, wzięła ze stołu talerz swój i koleżanki, umyła je i dalej usiadła.
No ja myślę, ty małpo, ja po tobie muszę non stop sprzątać a ty tylko swój talerz wzięłaś????
A jeszcze w zlewie zostawiła garnek, taki rondel mały.
Ja wstałam, umyłam nasze 3 talerze, a garnek zostawiłam, bo to przecież nie mój.
Wtedy wjechał teść to ona mu grzała obiad (według mnie był jeszcze ciepły bo ledwo my zjedliśmy).
Nałozyła mu na talerz, postawiła na stole i poszły na dwór.
A ja,jak umyłam swoje to poszłam do pokoju.
I tak ja w pokoju, one na dworze a ja nagle czuję smród, mówię coś się pali.
Mąż poszedł do kuchni, a to ona włączyła gaz pod garnkiem z ziemniakami, nie wyłączyła i poszła.
A wiecie jak to suchy garnek z ziemniakami momentalnie jest przypalony.
Wyrzuciłam te ziemniaki, garnek wstawiłam do zlewu i zalałam wodą i go nie umyję choćby nie wiem co.
A ona po jakimś czasie wróciła z tego dworu i jest święcie przekonana że to ja nie wyłączyłam ziemniaków. Ta, jasne, to my zjedliśmy obiad i one by nie były już spalone w tym czasie?
I to co ona zmywała to garnek omijała, jeszcze dziś rano stał przypalony w zlewie.
jak nie żelazko zostawi włączone to garnek na ogniu..... ona nas kiedyś puści z dymem.
Ja jej uwagi nie zwrócę bo ona zaraz to odbierze jako atak, krytykę i awantura gotowa. Ale jak ją uświadomić że tak zostawiła? Nie mam ochoty na kłótnie, po co mam sobie psuć dzień. A inaczej jak kłótnią to się nie skończy gdy jej powiem. W jakikolwiek sposób ja coś powiem że ona coś źle zrobiła to ona zaraz lamentuje,że ona wszystko źle robi, my tylko najlepiej, a potem się sypie już wszystko. Łącznie z kazaniem mi wypie..... z domu.
No i po co mi to?
Dlatego ja w ogóle z nią nie gadam....
Ale słuchajcie, jaki news dostałam od pani Halinki...
Bo one były razem na wycieczce w Ustce.
I jechali w sobotę rano a w niedzielę wracali.
No to ja bym wzięła w plecak jedne majtki, skarpetki, bluzkę z dlugimi krótkim rękawkiem i bluzę czy kurtkę.
A ona miała całą walizkę!!!! Taką co się rączkę wyciąga i na kółkach jest.
I pani Halinka mówiła, że ona się w sobotę 4 razy przebierała!!!!!!
W niedzielę oczywiście już inne ciuchy ubrała a jeszcze w szafie wisiała sukienka która miała być do kościoła ale było za zimno na nią.
No ciuchów miała tyle jakby na tydzień jechała!!!!
Aż pani Halinka zawołala koleżanki do pokoju i mówi że tu rewia mody jest.
A gdy teść dzwonił na telefon pani Halinki i teściowa potem nie umiała rozłączyć to one się śmiały, że jak to,ona komórki nie ma?
Ale to jest taka ciemna masa i nawet w swoim stacjonarnym ma książkę z kontaktami i pokazywałam jak trzema kliknięciami można zdzwonić to ona i tak codziennie od nowa numer wystukuje. Teść już kiedyś mówił że po co ona numer wystukuje skoro ma zapisany.... No ale ona mądra głowa jest za mądra na takie "nowości".....
Mam nadzieję że zaraz się ubierze i pójdzie sobie gdzieś.
Ja tam na obiad nam zrobię dziś naleśniki, tzn sobie i Marcelowi, na nią mam wyrąbane. Jak ona robi zupę, o której doskonale wie że ani ja ani Marcel jej nie lubimy to też ma wyrąbane. To czemu ja mam się przejmować?
Mąż dziś jechał robić auto więc prędko też nie wróci...
Ach, ale się rozpisałam z rana.....
- chochlik70
- Super Gaduła
- Posty: 1465
- Rejestracja: czw paź 03, 2013 7:29 pm
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Hejka
U mne od rana słonecznie,pojechałam do pracy rowerem a tu się zachmurzyłam ciekawe czy będzie padać i jak wrócę .
O dziękuję Tygrysie za podpowiedź o maści arnikowe,zupełnie o niej zapomniałam a sinior mam na pół łydki.
Monia ja się takich małych psów boję od czasu pogryzienia i podobno psy to wyczuwają.
Ja jakaś pechowa jestem i tyle
A po wypiciu glukozy mała kopała???
Fajnie wam z tymi ruchami.
Jakaś zła chodzę diabli wiedzą czemu
Zielonooka tak to teraz jest jeden drugiego utopił by w łyżce wody.
Halinko spoważnieć ani się waż
Jak wrażenia po wyborach???gdzieś usłyszałam że mamy wybór między dżumą a cholerą
A Aga jak to jej mówią co niektórzy ma wyluzować
Jak dla mnie ona wyluzowana
Tamirko jak się czujesz,dochodzisz do sił???
Moi rodzice dostali dziś do senatorium Jelenia Góra Marusieńka na przełomie czerwca i lipca i szkoda dalej pisać bo mnie znów poniesie
Mała pisała dziś w szkole test 4 kartki A4 druga część w czwartek a wyniki w czerwcu
Młody pojechał na maturę z polaka i tak to się kręci
Miłego tygodnia
Zana jak po pracowitym weekendzie???
U mne od rana słonecznie,pojechałam do pracy rowerem a tu się zachmurzyłam ciekawe czy będzie padać i jak wrócę .
O dziękuję Tygrysie za podpowiedź o maści arnikowe,zupełnie o niej zapomniałam a sinior mam na pół łydki.
Monia ja się takich małych psów boję od czasu pogryzienia i podobno psy to wyczuwają.
Ja jakaś pechowa jestem i tyle
A po wypiciu glukozy mała kopała???
Fajnie wam z tymi ruchami.
Jakaś zła chodzę diabli wiedzą czemu
Zielonooka tak to teraz jest jeden drugiego utopił by w łyżce wody.
Halinko spoważnieć ani się waż
Jak wrażenia po wyborach???gdzieś usłyszałam że mamy wybór między dżumą a cholerą
A Aga jak to jej mówią co niektórzy ma wyluzować
Jak dla mnie ona wyluzowana
Tamirko jak się czujesz,dochodzisz do sił???
Moi rodzice dostali dziś do senatorium Jelenia Góra Marusieńka na przełomie czerwca i lipca i szkoda dalej pisać bo mnie znów poniesie
Mała pisała dziś w szkole test 4 kartki A4 druga część w czwartek a wyniki w czerwcu
Młody pojechał na maturę z polaka i tak to się kręci
Miłego tygodnia
Zana jak po pracowitym weekendzie???
Sarkazm mym ojcem,ironia mą matką.Z mym charakterem nie ma tak gładko
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Kasiu akurat całkiem niedawno przerabiałam maść arnikową u męża - najpierw po rwaniu (czy bardziej wycinaniu) ósemki u chirurga a potem po złamaniu żebra. Więc jeszcze pamiętam o niej
.
Żeby tylko Ci się szybko zagoiło i nic się nie działo.
A co to za test u Twojej córeczki? I jak nastroje przy maturach?
Aga - ale miałaś dystans na pierwszy raz, jeszcze po takich drogach. Ale jak już będziesz miała wypróbowaną to już będzie łatwiej
Żeby tylko Ci się szybko zagoiło i nic się nie działo.
A co to za test u Twojej córeczki? I jak nastroje przy maturach?
Aga - ale miałaś dystans na pierwszy raz, jeszcze po takich drogach. Ale jak już będziesz miała wypróbowaną to już będzie łatwiej
- malinka 61
- Kobietka Expert
- Posty: 4233
- Rejestracja: czw paź 03, 2013 7:25 pm
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Witam
. Już jestem po kolacji , objadłam się jak bąk
tutaj nie da się schudnąć ,
zaklepałam sobie z mężem miejsce na drugi rok ,
bo kończą się terminy , Pogoda nadal śliczna , chociaż teraz trochę się zachmurzyło ,A mój dzień to zabiegi jak co dzień , później jazda na rowerze prawie dwie godziny , pojechaliśmy do Chłopów zamówić rybki na wyjazd , później spacer brzegiem morza , więc uważam że wykorzystałam limit spacerów ,
Małgosiu jak twoje wyniki ??? chyba nie zasłabłaś po tym utoczeniu krwi .Pozdrowienia dla Misia
Elizo , masz racje maść z arniki jest super , też ją przetestowałam
Agnieszko to ty dobry sprinter , tyle kilometrów zrobiliście ,
Kasiu i ci rodzice nie chcą jechać , a po wyborach to mam mieszane uczucia , boję się co to będzie jak pisowcy dojdą do władzy , mam już przykład u nas w mieście gdzie od razu wystawiono pomniki ,ludzie nie zdają sobie sprawy że z tych obietnic nic nie wyjdzie , to puste słowa , to takie moje zdanie
Małgosiu jak twoje wyniki ??? chyba nie zasłabłaś po tym utoczeniu krwi .Pozdrowienia dla Misia
Elizo , masz racje maść z arniki jest super , też ją przetestowałam
Agnieszko to ty dobry sprinter , tyle kilometrów zrobiliście ,
Kasiu i ci rodzice nie chcą jechać , a po wyborach to mam mieszane uczucia , boję się co to będzie jak pisowcy dojdą do władzy , mam już przykład u nas w mieście gdzie od razu wystawiono pomniki ,ludzie nie zdają sobie sprawy że z tych obietnic nic nie wyjdzie , to puste słowa , to takie moje zdanie
Przy podejmowaniu decyzji, nie zważaj na innych, kieruj się głosem serca i własnym instynktem...


Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
No właśnie Kasia, co to za test u J?
Kurcze, to musisz mieć sińca.... Dobrze że idą deszcze to dlugie spodnie będziesz nosić i nie będzie widać...
Halinko, no ja myślę że rowerem i spacerem spaliłaś te kalorie
Ja dziś byłam z Marcelem u fryzjera, potem mieliśmy godzinę do jego treningu więc żeby nie jeździć w kółko to pojechaliśmy na silownię a potem on na trening a ja na kawkę do pani Halinki.
I sluchajcie, co ja zrobiłam.... spytałam się fryzjerki o ombre na moje wlosy a ona mówi że by zrobiła przody a z tyłu tylko górę, w sensie że ja mam wycieniowane włosy to tylko te z góry bo to by śmiesznie wygladało. I pytam jaka cena, no z farbą na pozostałe włosy też. To ona mówi że 50zł.
I słuchajcie, umówiłam się na czwartek na godzinę 12
Marcel mi kasę pożyczy 
Będę miała jakieś 2-3 tony jaśniejsze.
No i na komunię będą ładne i potem na 18-tkę
A tak ja ćwiczę
Zamazałam twarz bo Wy mnie znacie z fb a obcym się pokazywać nie będę...
Kurcze, to musisz mieć sińca.... Dobrze że idą deszcze to dlugie spodnie będziesz nosić i nie będzie widać...
Halinko, no ja myślę że rowerem i spacerem spaliłaś te kalorie
Ja dziś byłam z Marcelem u fryzjera, potem mieliśmy godzinę do jego treningu więc żeby nie jeździć w kółko to pojechaliśmy na silownię a potem on na trening a ja na kawkę do pani Halinki.
I sluchajcie, co ja zrobiłam.... spytałam się fryzjerki o ombre na moje wlosy a ona mówi że by zrobiła przody a z tyłu tylko górę, w sensie że ja mam wycieniowane włosy to tylko te z góry bo to by śmiesznie wygladało. I pytam jaka cena, no z farbą na pozostałe włosy też. To ona mówi że 50zł.
I słuchajcie, umówiłam się na czwartek na godzinę 12
Będę miała jakieś 2-3 tony jaśniejsze.
No i na komunię będą ładne i potem na 18-tkę
A tak ja ćwiczę
Zamazałam twarz bo Wy mnie znacie z fb a obcym się pokazywać nie będę...
- chochlik70
- Super Gaduła
- Posty: 1465
- Rejestracja: czw paź 03, 2013 7:29 pm
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Matko co się ze mną dzieje rozdrażniona jestem wściekła na cały świat wrrrrr
wytrzymać ze mną trudno
Maść arnikowa zastosowana dzięki za przypomnienie,moja babcia używała jej do zwierząt np na opuchliznę.
Pytałyście o maturę no tak pisemna napisana,wyniki bedą w czerwcu dziś miał ten polski ,rano pisał plan prezentacji,normalnie myślałam,że zabiję paskuda.
Ale zdał na max punktów.
Za tydzien ma rozszerzoną informatykę.
Julia pisała test taki z całego roku wysyłany gdzieś w Polskę i wyniki też w czerwcu będą,żeby było smieszniej za arkusze testowe musiałam zapłacić.
Jestem genialna bo przewidziałam wynik wyborów i sama bym głosowała na D,żeby za nim nie stał prezes ehhhh
Ombre no no
A Halinko podobno nie jadą już nie pytam bo szkoda nerwów
wytrzymać ze mną trudno
Maść arnikowa zastosowana dzięki za przypomnienie,moja babcia używała jej do zwierząt np na opuchliznę.
Pytałyście o maturę no tak pisemna napisana,wyniki bedą w czerwcu dziś miał ten polski ,rano pisał plan prezentacji,normalnie myślałam,że zabiję paskuda.
Ale zdał na max punktów.
Za tydzien ma rozszerzoną informatykę.
Julia pisała test taki z całego roku wysyłany gdzieś w Polskę i wyniki też w czerwcu będą,żeby było smieszniej za arkusze testowe musiałam zapłacić.
Jestem genialna bo przewidziałam wynik wyborów i sama bym głosowała na D,żeby za nim nie stał prezes ehhhh
Ombre no no
A Halinko podobno nie jadą już nie pytam bo szkoda nerwów
Sarkazm mym ojcem,ironia mą matką.Z mym charakterem nie ma tak gładko
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Cześć Dziewuszki!
Ciśnienie poleciało na mordę i cały dzień walczę z bólem głowy. Odebrałam wyniki i pan hematolog będzie miał nad czym wydziwiać...
Onkolog pewnie też, ale czniam to i tiutniam! Ich problem jak moje zdrowie naprawić, co nie?
Aga! to ostro dajesz na tym rowerze! Tylko pozazdrościć, co niniejszym czynię..
Teściowa jak zwykle niezawodna! I kto by pomyślał, że taka z niej wyjazdowa "ciuchara"..
OMBRE powiadasz..
i kto by pomyślał, że Misiek wie o co w tym chodzi..
Kasiu! Za maturę, testy i łydkę trzymam mocno kciuki! Mnie tez dzisiaj nosi, jak Żyda po pustym sklepie, sama nie wiem dlaczego...Musi ma ostry rzut cholernego SKS-u..
Halinko! ale masz kondycję! Jak tak dalej pójdzie, to w maratonie będziesz mogła startować!
godz.22.36
U mnie leje!!! dacie wiarę? i to jak!!!
oraz wieje straszliwie!
Ciśnienie poleciało na mordę i cały dzień walczę z bólem głowy. Odebrałam wyniki i pan hematolog będzie miał nad czym wydziwiać...
Onkolog pewnie też, ale czniam to i tiutniam! Ich problem jak moje zdrowie naprawić, co nie?
Aga! to ostro dajesz na tym rowerze! Tylko pozazdrościć, co niniejszym czynię..
Teściowa jak zwykle niezawodna! I kto by pomyślał, że taka z niej wyjazdowa "ciuchara"..
OMBRE powiadasz..
Kasiu! Za maturę, testy i łydkę trzymam mocno kciuki! Mnie tez dzisiaj nosi, jak Żyda po pustym sklepie, sama nie wiem dlaczego...Musi ma ostry rzut cholernego SKS-u..
Halinko! ale masz kondycję! Jak tak dalej pójdzie, to w maratonie będziesz mogła startować!
godz.22.36
U mnie leje!!! dacie wiarę? i to jak!!!
oraz wieje straszliwie!

Wiosna, wiosna! Wiosna, ach to ty!
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Dzień dobry!
Za chwilę odpalamy motorek i jedziemy do Słupska, co by tamtejszym lekarzom nie było za dobrze..
Po nocnych opadach tylko kałuże zostały, ale słoneczko jeszcze za chmurami...
nie wiem, o której wrócę, bo w planach mamy jeszcze wizytę na cmentarzu i być może spotkanie ze znajomymi...
Prawdziwa wiedza to znajomość przyczyn.
(Arystoteles)
Dobrego dnia!
Za chwilę odpalamy motorek i jedziemy do Słupska, co by tamtejszym lekarzom nie było za dobrze..
Po nocnych opadach tylko kałuże zostały, ale słoneczko jeszcze za chmurami...
nie wiem, o której wrócę, bo w planach mamy jeszcze wizytę na cmentarzu i być może spotkanie ze znajomymi...
Prawdziwa wiedza to znajomość przyczyn.
(Arystoteles)
Dobrego dnia!

Wiosna, wiosna! Wiosna, ach to ty!
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Hejka
Poranek pracowity bo teściową wzięło na rozmrażanie zamrażarki i lodówki więc żeby nie było potem gadki poszlam też, pomyłam półki, potem podłogę bo wygladała jak po świniobiciu a teraz teściowa buraki na tarce tarła i z podłogi już nie podniesie tego co jej spadło.
A w dupie to mam, chce,niech sobie ją myje drugi raz.
Na szczęście moje mycie widziała więc nic nie może powiedzieć....
Po zrobieniu porządków w zamrażarce teściowa odkryła botwinkę więc dziś zupa botwinkowa a że ja liści w zupie nie lubię to odlalam nam wywaru i zrobiłam pomidorową. Ugotowałam makaron i ja już jestem po obiedzie. Potem odgrzeję Marcelowi i jeszcze na jutro będzie...
Siłownia dziś niestety beze mnie bo zimno i już pada
.
Tamirko,no ja też byłam w szoku że Misiek wiedział co to ombre, co to bob.... on wiedzial a Ty nie
Kasiu, teraz uruchom swoją intuicję i powiedz kto wygra drugą turę.... Bo jak D to ja chyba wyjeżdżam z Polski.....
Agatka zaginęła po pracowitym weekendzie......
Tygryski jak Tygrysiątka?
Saszka, ćwiczysz?
Poranek pracowity bo teściową wzięło na rozmrażanie zamrażarki i lodówki więc żeby nie było potem gadki poszlam też, pomyłam półki, potem podłogę bo wygladała jak po świniobiciu a teraz teściowa buraki na tarce tarła i z podłogi już nie podniesie tego co jej spadło.
A w dupie to mam, chce,niech sobie ją myje drugi raz.
Na szczęście moje mycie widziała więc nic nie może powiedzieć....
Po zrobieniu porządków w zamrażarce teściowa odkryła botwinkę więc dziś zupa botwinkowa a że ja liści w zupie nie lubię to odlalam nam wywaru i zrobiłam pomidorową. Ugotowałam makaron i ja już jestem po obiedzie. Potem odgrzeję Marcelowi i jeszcze na jutro będzie...
Siłownia dziś niestety beze mnie bo zimno i już pada
Tamirko,no ja też byłam w szoku że Misiek wiedział co to ombre, co to bob.... on wiedzial a Ty nie
Kasiu, teraz uruchom swoją intuicję i powiedz kto wygra drugą turę.... Bo jak D to ja chyba wyjeżdżam z Polski.....
Agatka zaginęła po pracowitym weekendzie......
Tygryski jak Tygrysiątka?
Saszka, ćwiczysz?
- chochlik70
- Super Gaduła
- Posty: 1465
- Rejestracja: czw paź 03, 2013 7:29 pm
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Hejka
U mnie piękna pogoda ,mała lata na krótki rękaw i w spodniach 3/4
Matko jutro mam wywiadówkę,dowiedziałam się dziś od sąsiadki ciekawe dlaczego nie ma wpisu w zeszycie.
Tamirko błagam napisz co u tego lekarza bo mnie Twój wczorajszy wpis wystraszyl
Aga pracowicie spędziłaś dopołudnia,o faktycznie botwinka już jest muszę zrobić chłodnik mniam aż mi ślinka pociekła
U mnie w nocy też lało ale nie wiało
Powiem wam,że mój syn powiedzial mi coś mądrego odnośnie wyborów dlaczego jak chcemy zmian nie zagłosujemy inaczej niż zawsze????no racji w tym trochę jest
U nas rządzi pisowiec i jest the best
U mnie piękna pogoda ,mała lata na krótki rękaw i w spodniach 3/4
Matko jutro mam wywiadówkę,dowiedziałam się dziś od sąsiadki ciekawe dlaczego nie ma wpisu w zeszycie.
Tamirko błagam napisz co u tego lekarza bo mnie Twój wczorajszy wpis wystraszyl
Aga pracowicie spędziłaś dopołudnia,o faktycznie botwinka już jest muszę zrobić chłodnik mniam aż mi ślinka pociekła
U mnie w nocy też lało ale nie wiało
Powiem wam,że mój syn powiedzial mi coś mądrego odnośnie wyborów dlaczego jak chcemy zmian nie zagłosujemy inaczej niż zawsze????no racji w tym trochę jest
U nas rządzi pisowiec i jest the best
Sarkazm mym ojcem,ironia mą matką.Z mym charakterem nie ma tak gładko
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
No oczywiście, zmiany mogą być zawsze, a nie zawsze na lepsze.... można też dokonać zmiany na gorsze.
U mnie ziąb, niby 13 stopni a wiatrzycho zimne i co chwilę pada, to znów słońce.
U mnie ziąb, niby 13 stopni a wiatrzycho zimne i co chwilę pada, to znów słońce.
- chochlik70
- Super Gaduła
- Posty: 1465
- Rejestracja: czw paź 03, 2013 7:29 pm
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
No fakt można zmienić na gorsze pytanie czy teraz jest dobrze????jak dla mnie nie
A PO to jest coś na kim się bardzo zawiodłam
A PO to jest coś na kim się bardzo zawiodłam
Sarkazm mym ojcem,ironia mą matką.Z mym charakterem nie ma tak gładko
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Cześć dziewczynki 
Jestem, ale jakoś czasu mi brakuje, jeszcze teraz kończę sprzątać bo jutro już do pracy, a tak domu nie zostawię bo nie wiem co to będzie jak wrócę w piątek
Zazdroszczę Wam tego spotkania i cieszę się bardzo, że się udało
Tamirko co z tym lekarzem?
Kasia, Aga, Halinka, Saszka i dla całej reszty przesyłam buziaki

Obiecuję, że w końcu Was nadrobię i napiszę coś więcej
Jestem, ale jakoś czasu mi brakuje, jeszcze teraz kończę sprzątać bo jutro już do pracy, a tak domu nie zostawię bo nie wiem co to będzie jak wrócę w piątek
Zazdroszczę Wam tego spotkania i cieszę się bardzo, że się udało
Tamirko co z tym lekarzem?
Kasia, Aga, Halinka, Saszka i dla całej reszty przesyłam buziaki
Obiecuję, że w końcu Was nadrobię i napiszę coś więcej
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
No hej, jakos malo czasu bo panowie od szafy, bo panowie od drzwi ....a to internet zamulal a wlasnie wrocilam od rodzinki z pieczonych, Emi sie wybawila fajnie.
Tak wiec drzwi w przedpokoju sa:) jeee:)
tamirka dzieki za ksiazke
i za zabke tez, swietna Emi zachwycona:)
Dobra ja juz uciekam padnietam .
Sciskam kazda z Was
Tak wiec drzwi w przedpokoju sa:) jeee:)
tamirka dzieki za ksiazke
Dobra ja juz uciekam padnietam .
Sciskam kazda z Was
- ZielonoOka
- Fajna Kobietka
- Posty: 180
- Rejestracja: pt kwie 10, 2015 9:35 pm
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Hoho jak ja spuszczę moje złe emocje, to obawiam się że szanowne Panie zginątamira pisze:dzień dobry:-)
Wygląda na to, że pogoda jeszcze nie zdecydowała czy będzie słonecznie, czy całkiem przeciwnie...
A ja za niedługo pójdę krwi utoczyć żeby jutro hematolog miał powód do marudzenia nad moimi leukocytami...![]()
Zielonooka! gdzieś, kiedyś wyczytałam, że "zdolności regeneracyjne bezinteresownego skurwysyństwa są nieograniczone" i coś w tym jest! Generalnie ludzie są dobrzy, ale wolą o tym nie pamiętać, bo łatwiej spuścić ze smyczy złość, zawiść, zazdrość niż sympatie, empatię czy zwykłą ludzką życzliwość. Nie wiedzieć czemu negatywne emocje są łatwiejsze w obsłudze..![]()
Dopóki stoisz twarzą do przeszłości, przyszłość masz za plecami...
(...)
Kolorowego dnia!
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Cześć Dziewuszki!
Wróciłam i już śpieszę donieść Wam co i jak, a więc...
Dzisiejszy dzień spędziłam nad wyraz rozkosznie, a mianowicie od bladego świtu szlajałam się po różnego rodzaju przychodniach tzw. specjalistycznych celem uzyskania odpowiednich flepów potwierdzających żem jednostka odpowiedzialna i o swoje zdrowie rzetelnie dbająca.
Poradnie wysoce specjalistyczne, których „opieką” teoretycznie jestem objęta w moim miasteczku nie stacjonują i siłą rzeczy circa raz w miesiącu muszę przejechać te drobne 90 km do bywszego miasta wojewódzkiego. I nazad drugie tyle na swoją prowincję. Tym razem dzięki uprzejmości znajomych rejestratorek umówiona zostałam jednego dnia, i w jednym miejscu z (aż!) trzema konowałami różnej maści i autoramentu. Koleżanki rejestratorki wyszły z założenia, że skoro i tak już jestem, to mogę zaszaleć i środę na przychodnianych przyjemnościach radośnie spędzić. Bodaj, to wciórności takie przyjemności!
Na pierwszy ogień poszedł onkolog, pod gabinetem którego już od 8.00 warowałam sumiennie zdobywszy rzutem na taśmę 2 miejsce na podium.
Teoretycznie pan specjalista przyjęcia zbolałych pacjentów miał rozpocząć o godz. 8.30. Miał. Ale nie rozpoczął, bo go nie było. No, cóż! Spóźnienie, ludzka rzecz i można wybaczyć kilka minut poślizgu. Co prawda oddział, z którego rzeczony pan doktor miał przybyć do tzw. Poradni Chirurgii Ogólnej (dawniej onkologicznej) mieści się w tym samym budynku, ledwo cztery piętra wyżej i nawet windy działały, ale widocznie chirurdzy-onkolodzy własnymi, pokrętnymi drogami chadzają. Minuty kapały niczym woda z niedokręconego kranu powoli, ale uparcie zlewając się w długie kwadranse bezczynnego oczekiwania na przybycie Jaśnie Wielmożnego Pana Doktora. Godzina minęła i nic! Drzwi zamknięte na głucho i zero informacji. Po kolejnym kwadransie pojawiła się młoda pielęgniareczka z radosną nowiną, że „pan doktor zaraz będzie”. Zaraz, to jest taka duża bakteria, więc do pielęgniarskich rewelacji podeszłam dość sceptycznie i rychło okazało się, że słusznie. Następne pół godziny upłynęło urozmaicane kolejnymi: „zaraz zejdzie”, „już, już idzie”, co tylko jeszcze bardziej irytowało zamiast wkurzonych pacjentów uładzić. Po 2 (słownie: dwóch) godzinach mając nerwy związane na bardzo grube postronki wparowałam do gabinetu ciągle nieobecnego lekarza, tfu! specjalisty:
- Nie wiem jakim zegarkiem państwo się tu posługujecie, ale na moim „już” i „zaraz” minęły bezpowrotnie, jak również chęć i ochota na wizytę w poradni traktującej swoich pacjentów niżej zwykłego śmiecia – powiedziałam grzecznie, ale stanowczo i zażądałam wydania swojej dokumentacji medycznej.
Zanim echo moich słów zdążyło odbić się od zielono-żółtych lamperii kilku innych pacjentów zrobiło dokładnie to samo! Zażądali kartotek i podziękowali za współpracę, obiecując złożenie skargi jeszcze tego samego dnia, gdzie się tylko da, radia i telewizji nie wyłączając. Pozostali pacjenci bunt werbalny podnieśli, głośny i złowieszczy, a i głowy nie dam czy jakiegoś szafotu z twardych krzeseł zrobić nie zamierzali.
Następny do odstrzału był hematolog, który godzinowo pokrywał się z neurologiem, ale jako jednostka w przychodnianych realiach silnie obeznana pod jednym gabinetem posadziłam Miśka, a pod drugim siebie. Kontakt wzrokowy mieliśmy zapewniony ponieważ owe „poradnie specjalistyczne” są potężnym molochem umiejscowionym w jednym ze skrzydeł szpitala. Mniej więcej wygląda to tak: wzdłuż korytarza długiego na jakieś trzy wiorsty, po obu jego stronach mieszczą się poszczególne gabinety lekarskie, natomiast na środku i pod ścianami ustawiono pieruńsko niewygodne ni to krzesła, ni fotele. Ludzie czyli pacjenci, czyli z definicji osoby słabej konduity zdrowotnej wysiadują, a raczej usiłują wysiedzieć swoją kolejkę do pana doktora, często- gęsto zaciskając zęby i klnąc wartko pod nosem. A ludzi chorych w tym kraju nie brakuje, więc miałam okazję poczuć się jak w ulu podłączonym do słupa wysokiego napięcia. Szumiało, wrzało, gdzie nie gdzie zgrzytało oraz iskrzyło. A żeby było śmieszniej okazało się, że w gabinecie, pod którym odgniatałam sobie zadek wcale nie ten, co trzeba doktor przyjmuje. Z powodów bliżej nieznanych nastąpiła zamiana pokojów czy też specjalistów tyle tylko, że nikt nie raczył o tym poinformować pacjentów. Następna godzina psu pod ogon! To, co usłyszały ode mnie panie pielęgniarki przynależne do owych gabinetów, a co za tym idzie odpowiedzialne za ten bajzel w żadnym razie nie nadaje się do żadnej publikacji. Młoda doktor hematolożka na wszelki wypadek potraktowała mnie, jak pacjenta wyjątkowo specjalnej troski i nad wyraz sumiennie w wyniki moich badań wnikać zaczęła. I w jednej chwili ócz jej błękity w łzawe jeziora zmieniać się zaczęły.
- pani ma białaczkę…przewlekłą – powiedziała głosem lekko drżącym i popatrzyła na mnie smutno
Ano mam i żadna, to dla mnie nowina. Od prawie piętnastu lat wiedzę na ten temat posiadam mocno ugruntowaną i był czas przywyknąć, ale młoda doktorka widać jeszcze wrażliwości całkiem nie zatraciła i zdrowie pacjentów póki co, żywo ją obchodzi.
- będzie dobrze pani doktor – pocieszyłam ją co prędzej – z taką białaczką i stu lat można dożyć, pani się nie martwi na zapas!
Tak mnie wzruszyła jej troska o moje leukocyty, że nieopatrznie wyraziłam zgodę na dodatkowe badania z pobraniem szpiku włącznie. Potrzebne mi to, jak świni siodło, ale jak jej ma być od tego lepiej, to niech ma.
Tym czasem Misiek w kolejce do neurologa przesunął się o trzy czy cztery madejowe krzesła bliżej klamki i już po niespełna czterdziestu minutach miło gawędziłam z ulubionym medykiem od synaps i innych neuronów. Rozmawiało się nam tak sympatycznie, że doktor neurolog zaprosił doktora neurochirurga do towarzystwa i dzięki temu omówienie kwestii dalszej pacyfikacji mojej osobistej Al Kaidy w postaci tętniaka poszło nad wyraz sprawnie i wyjątkowo bezproblemowo.
W końcu byłam wolna, jak nie przymierzając dzika świnia pekari na zakręcie. Wyprysnęłam stamtąd niczym z katapulty szczęśliwa, że udało się załatwić wszystko od jednego kopa, za to Misiek wyglądał, jakby własnoręcznie trzy szychty przeorał na przodku.
A potem pojechaliśmy na cmentarz, bo moja siostra doniosła z Kanady, że grób ojca zdewastowany i mam zrobić z nim porządek. Doprawdy nie wiem skąd moja Młodsza ma takie wieści i kto jej donosi, ale poza wywróconym zniczem i zwiędniętymi kwiatami żadnej dewastacji nie było.
Jeszcze potem spotkaliśmy się ze znajomymi, ale krótko i właściwie w biegu.
Dwa razy złapała nas taka ulewa, że świata nie było widać!
Na obiad zatrzymaliśmy się w "Krzewim Rogu" i Misiek zjadł taką ilość, że nawet mnie wbiło w glebę ze zdumienia!
A po przyjeździe trzeba było zrobić zakupy, zajrzeć do teściów i do domu wróciliśmy wieczorem.
Jestem tak padnięta, że jutro poczytam coście naskrobały, a teraz buziakuję i zmykam..
Wróciłam i już śpieszę donieść Wam co i jak, a więc...
Dzisiejszy dzień spędziłam nad wyraz rozkosznie, a mianowicie od bladego świtu szlajałam się po różnego rodzaju przychodniach tzw. specjalistycznych celem uzyskania odpowiednich flepów potwierdzających żem jednostka odpowiedzialna i o swoje zdrowie rzetelnie dbająca.
Poradnie wysoce specjalistyczne, których „opieką” teoretycznie jestem objęta w moim miasteczku nie stacjonują i siłą rzeczy circa raz w miesiącu muszę przejechać te drobne 90 km do bywszego miasta wojewódzkiego. I nazad drugie tyle na swoją prowincję. Tym razem dzięki uprzejmości znajomych rejestratorek umówiona zostałam jednego dnia, i w jednym miejscu z (aż!) trzema konowałami różnej maści i autoramentu. Koleżanki rejestratorki wyszły z założenia, że skoro i tak już jestem, to mogę zaszaleć i środę na przychodnianych przyjemnościach radośnie spędzić. Bodaj, to wciórności takie przyjemności!
Na pierwszy ogień poszedł onkolog, pod gabinetem którego już od 8.00 warowałam sumiennie zdobywszy rzutem na taśmę 2 miejsce na podium.
Teoretycznie pan specjalista przyjęcia zbolałych pacjentów miał rozpocząć o godz. 8.30. Miał. Ale nie rozpoczął, bo go nie było. No, cóż! Spóźnienie, ludzka rzecz i można wybaczyć kilka minut poślizgu. Co prawda oddział, z którego rzeczony pan doktor miał przybyć do tzw. Poradni Chirurgii Ogólnej (dawniej onkologicznej) mieści się w tym samym budynku, ledwo cztery piętra wyżej i nawet windy działały, ale widocznie chirurdzy-onkolodzy własnymi, pokrętnymi drogami chadzają. Minuty kapały niczym woda z niedokręconego kranu powoli, ale uparcie zlewając się w długie kwadranse bezczynnego oczekiwania na przybycie Jaśnie Wielmożnego Pana Doktora. Godzina minęła i nic! Drzwi zamknięte na głucho i zero informacji. Po kolejnym kwadransie pojawiła się młoda pielęgniareczka z radosną nowiną, że „pan doktor zaraz będzie”. Zaraz, to jest taka duża bakteria, więc do pielęgniarskich rewelacji podeszłam dość sceptycznie i rychło okazało się, że słusznie. Następne pół godziny upłynęło urozmaicane kolejnymi: „zaraz zejdzie”, „już, już idzie”, co tylko jeszcze bardziej irytowało zamiast wkurzonych pacjentów uładzić. Po 2 (słownie: dwóch) godzinach mając nerwy związane na bardzo grube postronki wparowałam do gabinetu ciągle nieobecnego lekarza, tfu! specjalisty:
- Nie wiem jakim zegarkiem państwo się tu posługujecie, ale na moim „już” i „zaraz” minęły bezpowrotnie, jak również chęć i ochota na wizytę w poradni traktującej swoich pacjentów niżej zwykłego śmiecia – powiedziałam grzecznie, ale stanowczo i zażądałam wydania swojej dokumentacji medycznej.
Zanim echo moich słów zdążyło odbić się od zielono-żółtych lamperii kilku innych pacjentów zrobiło dokładnie to samo! Zażądali kartotek i podziękowali za współpracę, obiecując złożenie skargi jeszcze tego samego dnia, gdzie się tylko da, radia i telewizji nie wyłączając. Pozostali pacjenci bunt werbalny podnieśli, głośny i złowieszczy, a i głowy nie dam czy jakiegoś szafotu z twardych krzeseł zrobić nie zamierzali.
Następny do odstrzału był hematolog, który godzinowo pokrywał się z neurologiem, ale jako jednostka w przychodnianych realiach silnie obeznana pod jednym gabinetem posadziłam Miśka, a pod drugim siebie. Kontakt wzrokowy mieliśmy zapewniony ponieważ owe „poradnie specjalistyczne” są potężnym molochem umiejscowionym w jednym ze skrzydeł szpitala. Mniej więcej wygląda to tak: wzdłuż korytarza długiego na jakieś trzy wiorsty, po obu jego stronach mieszczą się poszczególne gabinety lekarskie, natomiast na środku i pod ścianami ustawiono pieruńsko niewygodne ni to krzesła, ni fotele. Ludzie czyli pacjenci, czyli z definicji osoby słabej konduity zdrowotnej wysiadują, a raczej usiłują wysiedzieć swoją kolejkę do pana doktora, często- gęsto zaciskając zęby i klnąc wartko pod nosem. A ludzi chorych w tym kraju nie brakuje, więc miałam okazję poczuć się jak w ulu podłączonym do słupa wysokiego napięcia. Szumiało, wrzało, gdzie nie gdzie zgrzytało oraz iskrzyło. A żeby było śmieszniej okazało się, że w gabinecie, pod którym odgniatałam sobie zadek wcale nie ten, co trzeba doktor przyjmuje. Z powodów bliżej nieznanych nastąpiła zamiana pokojów czy też specjalistów tyle tylko, że nikt nie raczył o tym poinformować pacjentów. Następna godzina psu pod ogon! To, co usłyszały ode mnie panie pielęgniarki przynależne do owych gabinetów, a co za tym idzie odpowiedzialne za ten bajzel w żadnym razie nie nadaje się do żadnej publikacji. Młoda doktor hematolożka na wszelki wypadek potraktowała mnie, jak pacjenta wyjątkowo specjalnej troski i nad wyraz sumiennie w wyniki moich badań wnikać zaczęła. I w jednej chwili ócz jej błękity w łzawe jeziora zmieniać się zaczęły.
- pani ma białaczkę…przewlekłą – powiedziała głosem lekko drżącym i popatrzyła na mnie smutno
Ano mam i żadna, to dla mnie nowina. Od prawie piętnastu lat wiedzę na ten temat posiadam mocno ugruntowaną i był czas przywyknąć, ale młoda doktorka widać jeszcze wrażliwości całkiem nie zatraciła i zdrowie pacjentów póki co, żywo ją obchodzi.
- będzie dobrze pani doktor – pocieszyłam ją co prędzej – z taką białaczką i stu lat można dożyć, pani się nie martwi na zapas!
Tak mnie wzruszyła jej troska o moje leukocyty, że nieopatrznie wyraziłam zgodę na dodatkowe badania z pobraniem szpiku włącznie. Potrzebne mi to, jak świni siodło, ale jak jej ma być od tego lepiej, to niech ma.
Tym czasem Misiek w kolejce do neurologa przesunął się o trzy czy cztery madejowe krzesła bliżej klamki i już po niespełna czterdziestu minutach miło gawędziłam z ulubionym medykiem od synaps i innych neuronów. Rozmawiało się nam tak sympatycznie, że doktor neurolog zaprosił doktora neurochirurga do towarzystwa i dzięki temu omówienie kwestii dalszej pacyfikacji mojej osobistej Al Kaidy w postaci tętniaka poszło nad wyraz sprawnie i wyjątkowo bezproblemowo.
W końcu byłam wolna, jak nie przymierzając dzika świnia pekari na zakręcie. Wyprysnęłam stamtąd niczym z katapulty szczęśliwa, że udało się załatwić wszystko od jednego kopa, za to Misiek wyglądał, jakby własnoręcznie trzy szychty przeorał na przodku.
A potem pojechaliśmy na cmentarz, bo moja siostra doniosła z Kanady, że grób ojca zdewastowany i mam zrobić z nim porządek. Doprawdy nie wiem skąd moja Młodsza ma takie wieści i kto jej donosi, ale poza wywróconym zniczem i zwiędniętymi kwiatami żadnej dewastacji nie było.
Jeszcze potem spotkaliśmy się ze znajomymi, ale krótko i właściwie w biegu.
Dwa razy złapała nas taka ulewa, że świata nie było widać!
Na obiad zatrzymaliśmy się w "Krzewim Rogu" i Misiek zjadł taką ilość, że nawet mnie wbiło w glebę ze zdumienia!
A po przyjeździe trzeba było zrobić zakupy, zajrzeć do teściów i do domu wróciliśmy wieczorem.
Jestem tak padnięta, że jutro poczytam coście naskrobały, a teraz buziakuję i zmykam..

Wiosna, wiosna! Wiosna, ach to ty!
- ZielonoOka
- Fajna Kobietka
- Posty: 180
- Rejestracja: pt kwie 10, 2015 9:35 pm
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
tamira w tych szpitalach to taki burdel mają , że nic tylko wziąć i to wszystko wysadzić
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Dzień dobry:-)
Chyba odespałam wczorajsze szaleństwa, aczkolwiek ciągle ziewam rozdzierająco..
Za oknem chmury i ciągle wieje..brr
Teraz dopije kawkę i pomyślę, co upichcić na obiad. A potem spokojnie Was poczytam..
Każdy dzień ma szansę stać się najpiękniejszym dniem twojego życia.
( Mark Twain)
Słonecznego dnia!
Chyba odespałam wczorajsze szaleństwa, aczkolwiek ciągle ziewam rozdzierająco..
Za oknem chmury i ciągle wieje..brr
Teraz dopije kawkę i pomyślę, co upichcić na obiad. A potem spokojnie Was poczytam..
Każdy dzień ma szansę stać się najpiękniejszym dniem twojego życia.
( Mark Twain)
Słonecznego dnia!

Wiosna, wiosna! Wiosna, ach to ty!
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Dzień dobry, kawkę stawiam.
Tamirka, Ty książkami dzielisz?
Ej ja też chce Was zobaczyć, kto mi podeśle jakie zdjęcie ?!
Pogoda dzisiaj się psuje ...
Tamirka, Ty książkami dzielisz?
Ej ja też chce Was zobaczyć, kto mi podeśle jakie zdjęcie ?!
Pogoda dzisiaj się psuje ...
- malinka 61
- Kobietka Expert
- Posty: 4233
- Rejestracja: czw paź 03, 2013 7:25 pm
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Witam.
Jutro już mamy koniec dobrego , Pogoda u nas nadal dobra , wczoraj było słonecznie do obiadu ale wietrznie , późnej słoneczko ciut się schowało ale było bez opadów , natomiast dzisiaj jest lekko pochmurnie , ciekawa jestem jak będzie dalej . Zaraz biegnę na zabiegi , wczoraj mieliśmy wieczorek pożegnalny , mój mąż nie chciał iść, ale ja się puściłam i sama pobiegłam
ponieważ panie z naszego stolika i jeszcze inne mnie namawiały, więc dlaczego miałam siedzieć w pokoju a tak sobie trochę poszalałam na parkiecie
do pokoju wróciłam 22,30
Małgosiu , zmartwiłaś mnie tymi wynikami , współczuje ci tego wysiadywania w przychodniach , lekarze pacjentów nie szanują , wiedzą że my jesteśmy skazani na ich leczenie , i graja nam na nosie , czas by to ukrócić tylko jak?????
Uciekam na zabiegi , później więcej postaram się napisać , całusy dla wszystkich ,
Małgosiu , zmartwiłaś mnie tymi wynikami , współczuje ci tego wysiadywania w przychodniach , lekarze pacjentów nie szanują , wiedzą że my jesteśmy skazani na ich leczenie , i graja nam na nosie , czas by to ukrócić tylko jak?????
Uciekam na zabiegi , później więcej postaram się napisać , całusy dla wszystkich ,
Przy podejmowaniu decyzji, nie zważaj na innych, kieruj się głosem serca i własnym instynktem...


Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Jakiegoś lenia mam dzisiaj, więc wsadziłam kuraka do piekarnika i szlus! później ukręcę mizerię i obiad gotowy...
Chmury przewalają się nad moja głową, ciśnienie też kaprysi i bądź tu człowieku pełen werwy i zapału...
Ale na pocieszenie zamówiłam sobie kolejne książki w moich ulubionych internetowych księgarenkach...
Znowu trochę poszalałam, ale czuję się usprawiedliwiona, bo PZU wypłaciło mi kasę za pobyt w szpitalu, więc domowego budżetu nie naruszam...
Aga! mój Misiek w ogóle w babskich sprawach taki więcej zorientowany, bo pracuje z młodymi siksami, a one pytlują na okrągło o nowinkach w modzie i nie tylko. Zwłaszcza taka jedna Emila żyje chyba tylko po to żeby stroić się, pindrzyć i głupotami zajmować. To i nie dziwota, że Miśka obeznany, co to ombre, a co bob... Wczoraj rzeczona Emilka pytała mojego małża jaką kreację szykuję na firmową imprezę i czy mam już umówionego fryzjera. Ot, młode, to i durne! A na plaster mi fryzjer??? Kudełki umyję, na żel postawię i pozamiatane...
Misiek powiedział żeby się nie martwiła, bo z takiej okazji jak 20-lecie firmy, to ja na pewno zrezygnuje z jeansów i przebiorę się za kobietę...
Gusiu! dobrze, że jesteś..
Mam nadzieję, że choć praca ciężka, to jesteś zadowolona?
Saszka! ważne, że remont ku końcowi zmierza i za chwile będziesz miała w domku jak w pudełeczku! Powiedz Emi, że Żabka-Śmieszka spełnia czasami życzenia grzecznych dzieci i odgania wszystkie smuteczki..
I miłego czytania, oraz bazgrolenia! Acha! mam i drugą część "Zgoda na szczęście", więc jakby co....
Gosiu! chętnie wyślę Ci jakąś książkę, tylko zapodaj co by Cię interesowało. Pisałam już Saszce, że możemy stworzyć sobie taką "wirtualną bibliotekę" i jak np. Saszka przeczyta już "Alibi na szczęście", a będą inne chętne, to wyśle następnej i tak dalej..
Poza tym informacja dla wszystkich: w moich książkach można robić notatki i pisać własne komentarze!
Po południu przygotuje listę książek do ewentualnej wysyłki..
Kasiu! jak łydka??? i Twoje samopoczucie, w sensie totalnego wnerwienia?
Halinko! to już kończycie wczasy??? łooo matko, ale to szybko zleciało!! i dobrze, że poszłaś na tańce, co użyjemy, to nasze!!
Tygryski! co tam u Was? Jak nasze Maluszki??
u mnie chyba zaraz lunie!
Chmury przewalają się nad moja głową, ciśnienie też kaprysi i bądź tu człowieku pełen werwy i zapału...
Ale na pocieszenie zamówiłam sobie kolejne książki w moich ulubionych internetowych księgarenkach...
Aga! mój Misiek w ogóle w babskich sprawach taki więcej zorientowany, bo pracuje z młodymi siksami, a one pytlują na okrągło o nowinkach w modzie i nie tylko. Zwłaszcza taka jedna Emila żyje chyba tylko po to żeby stroić się, pindrzyć i głupotami zajmować. To i nie dziwota, że Miśka obeznany, co to ombre, a co bob... Wczoraj rzeczona Emilka pytała mojego małża jaką kreację szykuję na firmową imprezę i czy mam już umówionego fryzjera. Ot, młode, to i durne! A na plaster mi fryzjer??? Kudełki umyję, na żel postawię i pozamiatane...
Gusiu! dobrze, że jesteś..
Saszka! ważne, że remont ku końcowi zmierza i za chwile będziesz miała w domku jak w pudełeczku! Powiedz Emi, że Żabka-Śmieszka spełnia czasami życzenia grzecznych dzieci i odgania wszystkie smuteczki..
Gosiu! chętnie wyślę Ci jakąś książkę, tylko zapodaj co by Cię interesowało. Pisałam już Saszce, że możemy stworzyć sobie taką "wirtualną bibliotekę" i jak np. Saszka przeczyta już "Alibi na szczęście", a będą inne chętne, to wyśle następnej i tak dalej..
Po południu przygotuje listę książek do ewentualnej wysyłki..
Kasiu! jak łydka??? i Twoje samopoczucie, w sensie totalnego wnerwienia?
Halinko! to już kończycie wczasy??? łooo matko, ale to szybko zleciało!! i dobrze, że poszłaś na tańce, co użyjemy, to nasze!!
Tygryski! co tam u Was? Jak nasze Maluszki??
u mnie chyba zaraz lunie!

Wiosna, wiosna! Wiosna, ach to ty!
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Snappy [Bot] i 1 gość
