Nie wiem, co to w lesie zdechło, ale środa była "prawie" sympatyczna...
Okazało się, że mojego ulubionego pana Kier do końca tygodnia nie będzie, ponieważ i aczkolwiek pojechał w cholerę czyli służbowo gdzieś tam i wróci dopiero w poniedziałek. Hura!
Za to Młody na dzień dobry wkurzył mnie lekko, bo po pierwsze: ledwo weszłam do roboty, to on wybył, bo podobno został oddelegowany na jakieś szkolenie i nawet nie raczył mi przekazać cokolwiek. Pół dnia próbowałam rozeznać się w tym, co najważniejsze, żeby w razie czego na głupią nie wyjść. No i okazało się, że przez ten czas jak mnie nie było szanowny Młody raczył był narobić zaległości w papierach, że łooo matko jedyna! Jutro sobie z nim pogadam i raczej nie będzie to miła rozmowa....
Poza tym samochodzik na zachorował i Misiek zaprowadził go na kanał do mechanika. Znowu będzie nieplanowany wydatek...
Halinko! zdzierstwo w biały dzień!!! tyle kasy??? nóż się w kieszeni otwiera!!! Trzymam kciuki za szybki powrót syna!
Aga! znalazła teściowa w końcu swojego pilota? czy dalej leży w kącie?
Najlepiej oznacz swojego np. lakierem do paznokci, wiesz taka małą kropeczką na tylnej ściance
A jak tam Marcel??
Monia! ucałuj moją Gabrynię ode mnie! w obie piętki po trzy razy!!! Oj, cosik mi się widzi, że Gabi to całkiem "tatowa córeczka" będzie... i dobrze!
Hada! chłopczyk? no, patrz! a ja myślałam, że dziewusia będzie...

