Hejka
Matko, ile ja miałam dziś roboty....
Goście przyjechali o 17 to akurat zdązyłam wszystko uszykować, kurczaka wyjmowałam z piekarnika i brokuły się ugotowały, stół naszykowany, aż się zdziwiłam że cały był zastawiony a ja prawie nic nie szykowałam. No ale tu miseczka z grzybkami marynowanymi, tu z ogórkami korniszonymi, tam talerz z szynką, tam jajka z majonezem, gołąbki i tak wyglądało jakby było nie wiadomo ile jedzenia.
A oni i tak zajadali kurczaka bo taki swojski to wiadomo że lepszy.
No w sumie jajka też były swojskie, i masło i szynka

Wymieniliśmy się już prezentami gwiazdkowymi to ja dostałam paletkę cieni do powiek, ale śliczne kolory, takie różne odcienie beżu i brązu, jedne matowe, inne z brokatem, Marcel dostał radio-budzik a mąż nie chciał rozpakować bo mówi że dopiero w Wigilię ale wiem że dostał pasek.
Na urodziny dostał od nich T-shirta, wódkę i tort, ode mnie i Marcela bluzę a od teściów portfel.
Mąż niestety musiał jechać o 19 do
pracy a oni posiedzieli jeszcze do 22.
Fajnie było bo teściów nie było a jakby był teść to on zawsze przepytuje naszych gości o wszystko.... dlatego moje koleżanki wolą mnie zaprosić do siebie niż przyjść tu na przesłuchanie. Gdyby teście nie jechali do kuzyna na urodziny to ja wcale bym nic nie robiła mężowi.
A jeszcze miałam dziś małą przygodę bo wzięłam męża auto, a on miał jechać do elektryka bo mu wskaźnik paliwa nie pokazywał ile jest go w baku, był cały czas na 0 choćby się wlało pełny bak. Zapomniał mi powiedzieć że mam wlać paliwa a ja myślałam że jest i pojechałam.
No i wracałam i nagle auto zgasło, ledwo zakręt wyrobiłam bo kierownica nagle zrobiła się sztywna, tyle co była delikatna górka to się sturlałam i koniec. Nie odpali, nie ruszy a ja stoję przed zakrętem.
Zadzwoniłam do niego a on mówi że paliwa nie ma, wystawiłam trójkąt, włączyłam awaryjne i czekałam.
I wiecie że dwóch facetów się zatrzymało? Aż byłam w szoku.
Jeden to właściwie kolega ale chyba mnie nie poznał bo to auto mamy od niedawna i nie wiem czy je zna, a ja akurat byłam schylona do bagażnika i wyjmowałam trójkąt. Drugi to jak postawiłam trójkąt i szłam do auta, taki starszy pan, chciał mnie nawet holować ale że już dzwoniłam po męża to podziękowałam mu i poczekałam na niego.
Jak wróciliśmy to pojechaliśmy po choinkę, sama ją ubierałam bo Marcel się przyznał że nie lubi tego robić co się zdziwiłam bo uważałam że to frajda dla
dzieci. No i trochę czasu mi to zajęło.
Igieł się trochę przy tym nasypało, zagoniłam Marcela do odkurzenia a ja się wzięłam za stertę prasowania, potem Marcel poszedł do spowiedzi a ja pomyłam podłogi i zaczęłam szykować jedzenia.....
I skończyłam akurat na ich przyjazd.... a wtedy to miałam ochotę "legnąć" się na łóżku a nie siedzieć przy stole.
Wypiłyśmy dobrą kawkę, całe wino i pół drugiego

Po ich wyjeździe razem z Marcelem posprzątaliśmy i mogłam iść do łóżka.
Poszłabym spać ale tak jak Halinka napisała, ta czwarta mnie goni więc muszę uciekać.
A widzę że ona nadal klika.
Dziś Marcel mi klikał ale ktoś też dużo bo co on szedł to była blokada.
Teraz jak przyszłam to tak samo, po jakimś dopiero czasie ja zaczęłam.
Nie wiem komu mam dziękować

Halince, Agatce czy jeszcze komuś?
W każdym mąć razie bardzo dziękuję
Jutro ostatni dzień (dzięki Bogu) i tak sobie pomyślałam, że gdyby ta druga poszła spać to mogłabym siedzieć i ją gonić ale jak ona by to zobaczyła rano to siedziałaby cały dzień i aż do końca gry, a ja musiałabym odespać choć trochę i też klikać co 10 minut...
Halinko, zdrówka dla Uli, oby Adasia nie zaraziła...
Tamirko, ja myślałam że ta gra jest do zeszłej niedzieli ale to jednak do tej co będzie za 10 minut.
En, może Cię gdzieś przewiało? Ogrzewaj sobie te miejsca, albo jak Halinka napisała naklej te plastry.