Witajcie,
ale miałam dzień.....
Chwilkę po 10 wyszłam z domu, Marcel szedł wcześniej bo miał przed lekarzem jedną lekcję i to polski więc poszli wszyscy.
Autobus podjechał o 10.20 ale że dzwonek mają o 10.25 więc kierowca z trenerem chwilę poczekali.
Wtedy podjechaliśmy do tej drugiej szkoły skąd jest większość chłopaków a tam połowa dała zwolnienia od rodziców a część nie. No i nauczycielka nie mogła ich puścić. Pół godziny straciliśmy, trener dzwonił do rodziców to oni musieli przyjechać i osobiście zwolnić. Bo ci co dali pisemne to ok ale teraz rodzice musieli przyjechać i podpisać że
dziecko-f5.html" class="auto-link" rel="dofollow">dzieci zwalniają.
Że też ci rodzice nie wiedzą że trzeba dziecko zwolnić z tych kilku lekcji,że nikt ich bez tego ze szkoły nie wypuści? Co, oni do szkoły nie chodzili że nie wiedzą?
Dobrze że trener zawsze zamawia autobus z wyprzedzeniem na kazdy wyjazd, gdziekolwiek by był...
Halinko,lekarz był w Gniewinie, a to miejscowość która odegrała swoją rolę na Mundialu 2012 bo tam niektóre drużyny,np Hiszpanie mieli swoje kwatery. No, odpicowana ta wioska, fajnie wyglada bo kamienie przy ulicy pomalowane jak piłki... od nas godzina jazdy.
Oczywiście uciszyć 19 chłopaków 9 i 10-cioletnich to normalnie cud, w końcu trener powymyślał zabawy, ja głuchy telefon a on inne no i jakoś się udało że nie byli zbyt głośno. Najlepszą karą dla najgłośniejszego byłaby kara zakazu gry w jednym meczu w sobotę więc się chłopaki czasem starali.
Najbardziej się bałam jak na końcu trener miał iść do gabinetu po karty. Zapowiedział im że teraz bez żartów, ten kto nie będzie mnie słuchał podczas jego nieobecności to naprawdę nie zagra.
A ja powiedziałam że może pójdę z nimi do autokaru to przynajmniej w przychodni będzie spokój. I zapowiedziałam im że mają iść grzecznie za mną bo gdyby tylko wyszli za drzwi to na hurra by się ścigali do autokaru. No i faktycznie szli za mną.... jak gąski

No i wszyscy zdolni

ale to nasza już 3 wizyta i co pół roku muszą jeździć.
Marcel ma 141cm wzrostu a najwyższy chłopak z jego klasy ale rok starszy ma 151,5 no ten jest wybitnie wysoki.
I powiem Wam umęczona po tym wyjeździe wróciłam do domu o 14.30 patrzę, a teściowa okna myje.
Powystawiała moje kwiaty na dwór a ja, nie mając dla nas obiadu na szybko szłam zrobić frytki. Frytkownicę mamy na tarasie żeby nie smrodzić w domu. Teściowa akurat myła to balkonowe okno, ja szłam włączyć frytkownicę a ta do mnie ni z tąd ni z owoąd z takim tekstem: Ja tym kwiatom nie mam ci nic zrobione tylko je popryskałam bo było tyle kurzu że aż rzygać się chciało.
I to takim tonem jakbym ją zdrowo opieprzyła. Ja aż oczy szeroko otworzyłam, patrzę się na nią jak na idiotkę i pytam Czy ja coś mówiłam? Wyszłam włączyć frytkownicę.
Już nie dodałam że jak przedwczoraj deszcz padał to miałam kwiaty wystawione żeby się odkurzyły bo teściowa przecież wie lepiej.
Ale oczywiście w zlewie naczynia po ich obiedzie stały.....
Ja się zabrałam za frytki i w ogóle miałam tyle zajęć, żeby tylko zdążyła sobie pozmywać, skończyć to co zaczęła. No i jak doszła do kuchni z oknami to umyła bo zlew jest pod oknem.
Potem zaczęłam znosić kwiaty do domu bo chciałam sobie sama je poustawiać tak jak stały, a ona przyszła do mnie na taras, rzuciła mokrą szmatę na stół i do mnie tonem rozkazującym jak w wojsku: Masz tu szmatę, powycieraj te doniczki bo aż się kleją od kurzu. No żebyście słyszały ten ton.... myślałam że jej przypie.....olę.
I na złość jej nic nie powycierałam. Moje kwiaty, a jak jej coś przeszkadza to niech zacznie sprzątać po sobie.
Oczywiście jak skończyła to wszystkie przybory do mycia zostawiła na stole przed domem i już poszła robić coś innego.
Mąż w tym czasie przywiózł grzyby więc je zrobiłam i ugotowałam,potem wziełam miskę i chciałam iść zrywać maliny, na szczęście w porę dostrzegłam że ona tam jest, więc szybko odwróciłam się na pięcie i poszłam do domu. Zerwała i nawet Marcela nie spytała czy chce kilka zjeść. Zaraz wsypała wszystkie do sokownika i sok zrobiła.
Co jedno mnie cieszy to coraz częściej jak ona ma coś do mnie to mój mąż staje w mojej obronie.... chyba sam widzi że ona specjalnie na mnie gada a najczęściej mija się z prawdą. Bo jak ona mówi że nic nie robię a on widzi że robię to swoje myśli.
A z tymi oknami to było specjalnie zrobione. Wiedziała że dzisiaj mnie nie ma, jutro jestem normalnie w domu, te okna mogłyśmy we dwie umyć jutro, ale ona nie.... Specjalnie pomyła dziś bo teraz może narzekać że ona sama wszystko musiała zrobić. A ja niestety musiałam z Marcelem usiąść do lekcji bo z anglika miał dwie strony ćwiczeń a to nowe rzeczy to wolałam przy nim usiąść i patrzeć czy dobrze robi żeby nie kreślić. No co jak co, ale z anglika muszę przypilnować i pomóc w razie czego. Bo kto mu pomoże jak nie ja? Jak teściowa się będzie rzucała to powiem że bardzo chętnie umyję okna a mamusia pomoże Marcelowi w angielskim
No,musiałam to z siebie wyrzucić..... aż mi ulżyło jak to komuś powiedziałam....
Jutro robię knedle, rano ugotuję ziemniaki, przepuszczę przez praskę żeby wystygły i pójdę na tyły naszego domu drzewo chwilę układać, potem po obiedzie znów pójdę.
W sobotę o 11.30 jedziemy na pierwszy turniej, mamy całkiem nowe drużyny których nie znamy więc nie wiadomo jak to się będzie układać. Ale chłopaki są już na takim poziomie, że liczę na wysoką pozycję.
No ja oczywiście jadę też bo kto by zdjęcia robił
Halinko, co do śliwek to ja nigdy nie lubiłam niczego ze śliwek ani jabłek. A surowe mogę jeść na kilogramy

Żadnych soków,dżemów, kompotów,ciast.... nic tylko surowe
Oglądam właśnie mundial w siatkówce..... ach jakbym chciała kiedyś na taki mecz iść.... co za atmosfera....nie majak w piłce nożnej tej agresji, wszyscy kibicują, śpiewają.
Jak na razie nasi wygrywają 2:1.
Kasiu,to nie pospałaś... a ja tak sobie rano przed 9 myśałam o Tobie, że smacznie śpisz...
Nadal książek Julka nie ma?????