Hejka,
Powiem Wam, że mam wisielczy
humor....
Pożarłam się z mężem, nie mam ochoty w ogóle się do niego odzywać.
A wszystko przez tą blerwę - teściową.
Kurna, sprzątaczkę sobie ze mnie zrobiła.
Bo jak już miliony razy Wam opowiadałam, ona potrafi wstać od stołu i iść sobie bo przecież Agnieszka posprząta. Jak w restauracji.
Albo jak gdzieś jadą to też mi cały ich syf po śniadaniu zostawia.
Ostatnio jak jechałam do urzędu
pracy to oni wyjeżdżali po mnie, wróciłam i co? I musiałam sprzątać po ICH śniadaniu. Bo hrabina nie miała czasu....
A wczoraj byłam u sąsiadki na kawie, wróciłam to u teściowej była koleżanka. Teściowa jak to ona gościnna zaraz jedzonko szykowała, może i śniadanie, nie wiem bo wtedy mnie nie było. Tu winko od rana, potem obiad, resztki ciasta no a naczyn się zbierało.
I tak byłam w trakcie rozmowy z Kasią na bieżąco i jej mówię, że kolezanka szykuje się do wyjścia i jestem ciekawa czy teściowa specjalnie nie pójdzie jej odprowadzić. I słuchajcie, wsztawiła wszystko do zlewu i dookoła, bo się już nie mieściło, wzięła kije i tyle ją widziałam.
Kasi nawet zdjęcie wysłałam jak miała zostawione to Kasia skomentowała jednym słowem: chlew.
Dla mnie to szczyt bezczelności mieć gościa, wstać i iść razem z nim zostawiając wszystko komuś do sprzątania.
Co, ona mi rozrywkę dostarcza, bo się nudzę w domu???
Postanowiłam, że tego palcem nie ruszę, wściekła byłam jak osa.
Mąż do mnie: wrzuć to do zmywarki. A ja mu że nie mam zamiaru, że mi byłoby normalnie wstyd gdybym tak komuś zostawiła moje brudy do sprzątania. No i od słowa do słowa burza się rozpętała bo mamisynek bronił mamusi, że ja przecież mogę to posprzątać a ja uparta że nie ruszę.
Niech tylko ona wróci i do mnie się rzuci że nieposprzątane. To jej zaraz bym powiedziała że to bezczelność z jej strony.
No kurna, żeby chociaż przyszła i poprosiła, żebym sprzatnęła bo ona pójdzie odprowadzić koleżankę. Ale nie, ona celowo zostawiła żebym ja czasem się nie nudziła.
Tak się pożarliśmy, że wyszłam z domu i poszłam znowu do sąsiadki.
Wróciłam jak ochłonęłam po ok 1,5 godzinie a ta blerwa przyszła jeszcze godzinę po mnie.
W tym czasie.... uwaga..... mój mąż pozmywał wszystko!!!!! A jednak potrafi?????
Oczywiście tylko pozmywał to co stało w zlewie i obok, a garnki i takie inne zajęte naczynia tak stały jak ona zostawiła. Wróciła to sobie sama je posprzatała.
Potem ja jechałam do koleżanki tak w sprawie aparatu pogadać i wróciłam ok 20.30 to była następna koleżanka z synową. Posiedziałam z nimi (bo to też moja znajoma), zjadłam kolację a potem Marcela wygoniłam do kąpania bo bardzo nie chciało mu się kąpać, a wiecie jaka ja mu byłam wczoraj potrzebna w łazience

Wstałam od stołu jak w knajpie i poszłam z nim do łazienki. A w tym czasie koleżanki się zebrały i poszły do domu. Ja z łazienki wyszłam dopiero jak teściowa posprzątała. Niech się ku.... nauczy.
I zastanawiam się czy mój mąż coś jej później mówił na temat jej sprzątania bo ona dziś przed wyjazdem pozmywała po sobie i teściu.
A może załapię się na jednodniową fuchę za miesiąc

Bo ta koleżanka u której wczoraj byłam ma za miesiąc komunię syna i robi w domu na 20 osób, w sensie że zamówiła catering (u tej koleżanki gdzie my mieliśmy imprezę). Tylko że to będzie sam catering, bez obsługi. Bo cateringowi pracownicy to są sama rodzina i oni akurat mają też swoją komunię na sali więc wszyscy co kelnerują to są gośćmi.
No a ta koleżanka mówi, że przecież trzeba ziemniaki ugotować jak oni będą w kościele a nie dopiero jak wrócą i by jej się przydał ktoś kto by został w domu, ugotował te ziemniaki, zagrzał i nalał rosół itd.
I tak sobie pomyślałam, że i tak nie mam żadnych planów na 31 maja to mogę do niej iść z rana, oskrobać te ziemniaki, potem w odpowiedniej porze je ugotować, potem nawet pozmywać po obiedzie, ciasto pokroić a wtedy to już sobie poradzą. Najgorzej to właśnie z tym obiadem, żeby ktoś został w domu i żeby już było wszystko ciepłe jak przyjadą z kościoła.
A u nas dziś pogoda nawet fajna, pranie suszy się na dworze, pościele też wywaliłam na słoneczko.
Od rana jestem sama to obiad już mam uszykowany, tzn sos do spaghetti, potem tylko makaron ugotuję przed Marcela przyjściem.
Aha,pokażę Wam moje nowe pazurki....
Postanowiłam zaszaleć i mi się szalenie podobają....
To jest tzw przedłużona końcowka, przynajmniej szybko odrostów nie widać
