Hejka
Pytacie o tego mojego Sylwestra....
Ano taka czuję się rozczarowana....
Pamiętacie tą moją kumpelę, co u nich często jesteśmy, nocujemy....
No więc ona bardzo często mnie zaprasza, w każde wakacje, ferie, wolne od szkoły, chce abym z Marcelem do nich przyjeżdżała na kilka dni.
Ostatnio jak byli na męża urodzinach to oboje zaproponowali abym przyjechała w przerwie świątecznej, w niedzielę ona do mnie wypisywała żebym przyjechała, w poniedziałek nawet jej mąż napisał sms czy przyjadę.
No i dobra, pojechaliśmy z Marcelem we wtorek po południu i zapowiedziałam, że zostaję do czwartku rana (czyli do Sylwestra).
Nie chciałam się sama wpraszać na Sylwestra ale miałam nadzieję, że mi zaproponują abym została.
Tym bardziej że na 99,9% wiadomo było, że mój mąż pójdzie do
pracy a oni byli w domu.
Ich córka miała spędzić samotnego Sylwka w domu więc przyszła do nas i mówi: mamo, czy ciocia z Marcelem mogliby zostać u nas na Sylwestra?
A ona nic.... zero odpowiedzi....
Wiecie jak się poczułam?
Po co ona wydzwania, chce abym przyjechała? Bo w dzień siedzi sama i chce towarzystwa!!!! A jak ja miałam w tę noc siedzieć sama to miała mnie głęboko gdzieś.
Zawsze jak u nich nocowaliśmy i rano mąż szykował się do domu to mówiła:zostańcie jeszcze, gdzie się tak spieszycie.
A w czwartek rano zjadłam śniadanie i mówię: to jadę, a ona bez słowa wstała, ubrała się i poszła otworzyć mi garaż.
Jeszcze o godzinie 23 pisała do mnie, że niedługo Nowy Rok, że
dzieci nie mogą się doczekać, że jej mąż już otwiera im Picollo a po północy nawet sms z życzeniami nie wysłała. Ja jej też nie.....
Następnego dnia po 18.30 dopiero mi napisała "wszystkiego najlepszego w nowym roku" i spytała jak mi mija pierwszy dzień roku.
Jeszcze dodam, że wiem od Marcela, że byli w domu i tylko jego rodzice przyszli więc gdyby chcieli być sami to i tak nie byli.....
Teraz ona do mnie codziennie pisze, pyta jaka pogoda u nas, ile stopni a mi kurcze nie chce się z nią gadać. Normalnie nie mam ochoty.....
Niech ona w ogóle do mnie więcej nie pisze że mam do niej przyjechać bo się spytam jej: po co?
Do dotrzymywania jej towarzystwa to jestem dobra a jak ja potrzebuję towarzystwa to jej to nie obchodzi?
Może to dziecinne ale źle mi z tym....
Potrzebuje to wie gdzie jestem a jak nie potrzebuje to won?
A Sylwka przesiedziałam sama samiuteńka w swoim pokoju, przeczytałam całą książkę, kątem oka zerkałam na polsat, piłam Martini (którego mąż mi kupił na to samotne świętowanie) a o północy ani teściowa ani teść z pokoju nie wyszli żeby złożyć sobie nawzajem życzenia. I wtedy to mi się aż płakać chciało.....
Nawet łyka szampana nie wypiłam....
Tylko mąż zadzwonił i Marcel też jak skończyli odpalać fajerwerki....