Hejka,
ja jestem nie do życia....
niby upału jako takiego nie ma, nawet nie wiem ile stopni ale wieje fajny wiatr i w cieniu jest przyjemnie, a na słońce nie wychodzę. No ale piekłam ciasto, piekarnik nagrzał kuchnię aż mi się słabo zrobiło, w głowie zaczęło się kręcić...
Poszłam do pokoju się położyć, tu mam fajny chłod i przeciąg.
Halinko, czy ty wierzysz że Kasia sama napiekła te ciasta???? Bo sorry ale ja myślę że na pewno nie.... jeżeli jakiś upiekła to na pewno nie wszystkie... Pewnie większość kupiła i zaraz dostanę po głowie
Za to ja piekłam coś na styl pleśniaka, ale tylko jedną warstwę ciasta kruchego wyłożyłam, na to nektarynki pokrojone w dość małe kawałki a potem na to ubitą pianę z białek. Nie wiem co to wyszło, na razie stygnie.
Mieliśmy mieć wczasowiczów na weekend ale na szczęście nie będzie, mam nadzieję że tamta młodzieżówka znów sobie nie wymyśli przyjechać. Od dziś do niedzieli jest ten Red Bull w Gdyni więc mam nadzieję że będą woleli tam iść. Ja też chcę jechać w niedzielę bo będą główne atrakcje, na plaży jest kamera internetowa (wystarczy wpisać w googlach kamera gdynia) i już szykują.... będę sobie jutro oglądać w necie a w niedzielę możecie oglądać w TVP1.
Kasiu i ode mnie dla męża życzonka, radości i słonka

i dużo
seksu
Kurna, ja bym też się wkurzyła o ten plecak.... jak się wzór skończy to się edytuje że wzoru nie ma i tyle. A nie, robić ludzi w konia...
No słuchajcie, teść ostatnio też coś się zmienił do mnie.... ta blerwa musi mieć mu coś nagadane. A myślicie że jak on wchodzi do kuchni i zastaje ją tam a mnie w pokoju to komu uwierzy że ona dopiero wstała? Skoro ją widzi w kuchni a mnie w pokoju to choćbym się nie wiem jak wysilała to i tak uwierzy jej.
No np dziś mąż był w łazience, ja też weszłam do niego coś mu powiedzieć, pralka chodziła a teść z kuchni coś do męża mówi. Mąż mu żeby poczekał aż wyjdzie bo pralka mu zagłusza. A teść już się wkurzył że nie będzie sto razy mówił. Ja wyszłam z łazienki i mówię że tam pralka chodzi i nic nie słychać i poszłam do pokoju ale stanęłam w korytarzu a on do teściowej powiedział że mam swój rozum....no bo jak on coś mówi to trzeba szybko z kibla wstać i lecieć do niego. Pan i władca.
No toż mówię że ta ma mu tak nagadane że i on się do mnie zmienił... pewnie ona mu gada że ja nic nie robię.... tylko ciekawe że wczoraj jadła moje gołąbki...
A dziś rano wyprałam pościel, powiesiłam i pojechałam z chłopakami na trening.
Ona nigdy mojego prania nie zdejmuje więc dopiero jak wjechałam na podwórko z powrotem to ona ze swoim praniem szła na linkę i zaczęła moje zdejmować. No to zaraz z auta szłam po to pranie i załapałam się na to aby poszewkę od poduszki zdjąć i oczywiście nie wisiała ona inaczej? Pewnie ledwo wyjechałam to ona już szła przewieszać....
Matko, jak się gryzłam w język żeby jej się spytać czy ja MOJE pranie miałam źle powieszone? Dlatego tak wyrwała żeby je zdjąć, żebym nie zauważyła że ma przewieszone. Bo wiem że wieszałam guzikami w dół a teraz wisiała guzikami w bok.
I po co mam cokolwiek robić skoro ona i tak to poprawi, zrobi lepiej?
Kołdry i poduszki miałam wyniesione na dwór to nie leżaly inaczej jak wróciłam?
Mi już ręce opadają....
A najlepiej rano.....
Ostatnio nauczyła się zmywać po ICH śniadaniu, bo jedzą ok 8 a ja wstaję po 9.
Dziś przyszedł ten kolega Marcela więc już o 8 był u nas. A ta siksa jak mnie zobaczyła, że ja wstałam to nawet swojego talerzyka do zlewu nie wstawiła tylko się zmyła i już jej nie było.
A w zlewie miska, talerzyki, sztućce, obok zlewu patelnia, gar, nastepna miska, dwa talerze, na stole kolejne talerze, szklanki....
Przyszedł ten kolega, zjadł z nami śnaidanie, teściowa się kręciła po kuchni, myślałam że pozmywa po sobie, ale to były złudne nadzieje....
Jak wyszła z domu to jej nie było.
Ja pomyłam po nas te 3 talerzyki i szklanki i zaczęłam się po domu kręcić, to moje pranie szłam wywiesić...
No i patrzę ona pieli w ogródku.
No żesz kurna wróciłam do domu i pomyłam to gówno po niej. Bo co, mam im dać kolejny dowód na to że nic nie robię?
Oni na obiad mieli zupę rybną więc ja dla chłopaków i sobie zrobiłam naleśniki. I zrobiłam nadzienie jagody ze śmietaną. Stoję przy kuchence i smażę, ona szła swoje pranie prasować i mówi żebym jej też zrobiła jednego naleśnika z tymi jagodami

takie oczy dostałam bo przecież ona nie je tego co ja ugotuję....
No to jej położyłam naleśnika na talerzyku, jagody były w miseczce, niech sobie sama zrobi...
My zjedliśmy, posprzątałam a ona dalej się kręciła po domu..
W międzyczasie zrobiłam ciasto, na koniec szłam ubić pianę i wyłożyć ją na ciasto i wtedy ona dopiero jadła. oczywiście miseczka po jagodach w zlewie, jeszcze jakiś talerzyk, a jej talerz po naleśniku stoi na stole a jej już nie ma...
No myślałam że kur...ice dostanę.
Wyłożyłam tą pianę na ciasto, szybko umyłam miskę, schowałam mikser i czmychnęłam do pokoju.
A ona potem wróciła i sobie po sobie sprzątnęła.
I dalej będzie pier..... że ja nic nie robię????
Martuniu tulę mocno.... jak coś to pisz na fb, jeśli masz potrzebę wygadania się....
Hada, dziś jest już coś lepiej?