Hejka
Halinko, ano jak pójdziemy na swoje to na noclegi na pewno nie będą przychodzić i myślę że nawet do łazienki czy kuchni to nie bo oni przecież są u babci więc to do nich będą chodzić a ja będę wolna

Domek do którego oni przyjeżdżają ma w zasadzie jeden pokój taki że 4 materace jeden obok drugiego się zmieści. Potem jest pomieszczenie na kuchnię ale że nie jest wykończone to stoją tam nasze dwie kanapy, tzn w sensie nasze że jeszcze z Gdyni ale czekają na nasz dom. I stoi stolik więc oni tam sobie przeważnie grają w gry.
Na taki wyjazd przydałby się Wam taki samochód jak my mamy... Wtedy każdy po dwie torby by mógł mieć i nawet duże leżanki
Co do wczasowiczów to wczoraj rozmawiałam z teściową, czy oni w ogóle się pytali czy ich córka może tu zostać to teściowa powiedziała że jej się nikt nie pytał, ale ten jej tata się pytał teścia. Teściowej tylko ta mama powiedziała: to do zobaczenia za 2 tygodnie. A teściowa spytała czy ona wytrzyma, na co jej mama że jak nie to w Gdyni ma babcię i niech wtedy do niej jedzie.
A powiem Wam, że oni to całkiem jak w domu są bo nawet normalnie pranie wrzucają do kosza i wczoraj teściowa prała, ja szłam wieszać, no co biorę ciuch a to wszystko ich.... Naszych to były dosłownie po parze majtek i jedna moja bluzka. To też się dziwiłam co ona pierze bo ja prałam dzień wcześniej.... no a to ich rzeczy.... I jeszcze musiałam wieszać jej białe koronkowe stringi.... i różowe majteczki.... no bez przesady....
A jeszcze teściowa powiedziała że przecież nic nikomu (czytajcie: córce) nie może powiedzieć bo zaraz będzie obraza.
No więc oni wściekli trzymają obcych 2 tygodnie, żywią, opierają itd ale nic nie powiedzą bo się córunia obrazi.
To powiem Wam że jak przyjeżdżały wnuki od ich pierwszego syna to na sniadanie przychodzili ze swoim chlebem, serek, nawet keczupem i tylko brali od nas toster i robili sobie tosty i jeszcze ja z Marcelem dostaliśmy po toście. Bo im głupio było nas objadać. I ostatnio na grilla kiełbaski przywieźli i mięso z dzika (bo jednego tata poluje). No i byli od piątku do niedzieli. To takich wczasowiczów można mieć co tydzień nawet.
Przy grillu posiedzieliśmy, pogadaliśmy, pośmialiśmy się i było fajnie.
A tu? O czym ja mam z nią gadać jak ja dla niej starsza pani jestem?
Przedwczoraj teściowie byli calutki dzień w Gdyni, mąż wział tego siostrzeńca do lasu żeby im pomógł, Marcel poszedł na boisko bo koledzy po niego przyszli a ja zostałam sama z nią w domu... I ja siedziałam w swoim pokoju a ona w salonie grała na laptopie... Niby razem w domu a jednak osobno.
I jeszcze przez te dwa tygodnie korzystają z mojego internetu!!! A dwa tygodnie to połowa miesiaca to niech się dołożą do abonamentu, co to ma być?
Halinko z bonprixem to jest tak że trzeba zawsze zamawiać rozmiar mniejszy niż się nosi. Ta tabelka to jest do kitu... Kiedyś zamówiłyśmy bluzki to od razu rozmiar mniejsze i były w sam raz.
Marta, normalnie stawiasz mi kawę za podpowiedź.... wczoraj to usłyszałam z ust Kasi (no prawie bo sms mi napisała) a dziś ja piszę to Tobie

Jak Roksi nauczy się wołać całkiem na nocnik przez moją radę to normalnie paczkę kawy mi wysyłasz.... napiszę Ci potem jakiej
Już wiem co miałaś napisać.... bo jeden wątek Ci zginął.... teraz nie mam podglądu na posty więc nie jestem pewna który ale chyba jest: po drugie..... a potem zaraz po czwarte......
Widzisz, mówiłam że ciasto pyszne

Dla dziewczynek, które by chciały przepis to dałam Marcie przepis na ten sernik na zimno na mleku, dawałam Wam chyba też kiedyś.
No mówisz wątek S i P wrócił.... ale jestem ciekawa..... no a miałaś sobie dać spokój z chłopakami.... to tylko tak się mówi.... a rzeczywistość wychodzi inaczej jak go zobaczysz i serduszko szybciej zabije.
Ale epopeję dziś Wam piszę..... kto to będzie czytał.....
Wczoraj obudziłam się o 9.... tak, o 9... A na 10 trening więc zaraz wstałam, śnaidanko, włoski i trzeba było zaraz jechać.
Za 15 dziesiata wsiadam do auta a tu niespodzianka...... nie odpalił. Akumulator siadł i nawet nie kręcił. I co teraz? A akurat żaden z dwóch jego kolegów nie jechał, tylko Marcel sam.
No i Marcela bym wcale nie puszczała ale musiałam jechać do banku za oc zapłacić. Więc szybko za telefon i dzwonię do sąsiadki (mamy Zosi) to pojechała ze mną. Bo mąż w Gdyni a teść też już dawno gdzieś pojechał.
Zawiozłyśmy Marcela, podjechałyśmy do banku i zalatwione. Potem Marcela mąż odebrał jak wracał. A auto długo stało w garażu więc się rozładowało tym bardziej że ten akumulator już najnowszy nie jest.
No ale wróciłam szybciej, teściowa miała w planach robić surówkę taką w sloiki. Marchew miała już obraną, poszłyśmy do ogrodu zerwać ogórki, całe dwa wiadra miałyśmy, matko, ręce całe pokłute....
Wtedy te ogórki obierałyśmy, tylko te większe a mniejsze poszły do słoików na kiszone.
Wtedy trzeba było obrać cebulę. A na końcu mąż przywiózł kapustę i wtedy mieliliśmy maszynką wszystko. Tylko ogórki sama pokroiłam w plasterki bo mi się nudziło.
I powiem Wam wyszło tyle tej surówki że nie było takiej miski żeby się zmieściło. Mamy taką dużą wanienkę, taka miska prostokątna w której kąpałam Marcela jak się tu wprowadziliśmy, to ona była pełna od ogórków, marchwi i cebuli. A gdzie jeszcze 5 główek kapusty?
Bo jak już robiłyśmy to od razu większą porcję i wyszło nam 5 porcji czyli 10kg kapusty, a ogórków na oko i reszty też.
Słoików wyszło 60 sztuk. Ale teściowa ma westfalkę i tam gotowała. Na zaprawy to dobra rzecz bo ile gazu zaoszczędzone.
Jak będziecie chciały przepis na surówkę to Wam podam. Bo przyszła taka koleżanka nam pomogła to wzieła przepis, potem przyszła Zosia z mamą to też wzięły przepis i wszyscy będą robić
A jak już po robocie, po gościach sięgałam do zamrażarki i zobaczyłam nie wiem nagle skąd wielką warstwę lodu to jeszcze o 20 rozmrażałysmy lodowkę.... Jak skończyłyśmy, przeprałam sobie rybaczki ręcznie bo do pralki nie było więcej prania i przyjechali jedni znajomi i siedzieliśmy do 22 na dworze.
A teraz mąż w końcu kupił Brosa na komary do prądu i nie mam już pobudki o 4 na walkę. Chociaż jak wczoraj zgasiłam światło to bzyczał jeden i myślałam że będzie morderstwo rano ale nie.... A bros całą noc był włączony, może on sam padł.... no nie wiem. I bez pobudki o 4 obudziłam się po 7, chwilę poleżałam, poszłam do łazienki i od tamtej pory piszę..... ALe trzeba pomalu wstawać bo już 8.30 a na 10 znów trening.
Co do pogody to w czwartek fajnie 25 stopni i pochmurno więc słońce nie prażyło, wczoraj do południa było słońce, potem chmury przyszły i fajne powietrze było a dziś niby mają być upały... i jutro też.
Patrzyłam na pogodę 16-dniową to myślę że Marcelowi urodziny wyprawię 13 albo 14 bo wtedy ma być słone i ciepło. Bo jak ma mieć kolegów to lepiej na dworze niech są a nie w domu. Bo co w domu będą robić.... A on chce całą kasę zaprosić (tak ostatnio wszyscy proszą), tzn samych chłopaków i jeszcze dwóch takich co się co roku proszą to w sumie 10 ich będzie... Już pomału muszę coś mysleć bo wiadomo, wakacje to nie każdy akurat będzie w domu...
No dobra, kończę moje przynudzanie.
Jak Marta się bała kto jej nowelkę będzie czytał to ja tym bardziej....