Dzień dobry wieczór!
Nawet nie miałam czasu przyjrzeć się dokładnie pogodzie, ale słońca trochę było. Dla równowagi w domu nie było prądu i w związku z tym ulubiony małż zaprosił mnie na obiad do najlepszej knajpy w miasteczku:-) Przy okazji przeleciałam tranzytem przez pocztę i centnar świątecznych życzeń poleciał w
świat.
No, właśnie
Agnieszko! jak tam potyczki z szafkami?

W sprawie żylaków teściowej myślę, że taki termin, to żadne "ajwaje". Szpitale mają duże limity na tego typu "małe" zabiegi (nie są kosztowne z punktu widzenia NFZ), a pacjent góra po dwóch dniach dostaje wypis i good bay. Mnie na drugi dzień po częściowej mastektomii wykopali do domu, podobnie było po nieudanej rekanalizacji tętniaka. W poniedziałek przyjęcie i zabieg, a w środę rano won!
Halinko! urlopu wszystkiego mam raptem 2 dni, w Wigilię (zaplanowany) i 5 stycznia ( na złość panu Kier..

), a i tak zaległego urlopu mam jeszcze dwa tygodnie..W temacie fotela zrobiłam taki "myk", że napisałam oficjalne pismo do dyrekcji z prośbą o zakup takowego, z odpowiednim ma się rozumieć umotywowaniem. Dowcip polega na tym, że teraz Szefowa
musi mi dać odpowiedź na piśmie i jeżeli będzie odmowna, to kupie sobie za własne pieniądze, ale przykleję bardzo widoczną nalepkę "własność prywatna". Przy najbliższej kontroli zrobi się dym, ale mam to gdzieś! Wiem, wiem! wredna sucz jestem, ale to mnie boli, że wyć czasami się chce i trochę głupio wygląda jak pani urzędniczce łzy z bólu na papiery lecą, bo przecież nie naćpam się tramalem w
pracy!..
No, nic! pożyjemy zobaczymy, teraz piłeczka jest po stronie Szefowej..
Spotkanie z prezesami było..hmmm..pouczające, hi,hi
Kiedyś bardzo popularny był kawał o tym, jak wysłano małpę i policjanta w kosmos. Małpa miała za zadanie prowadzić pojazd kosmiczny, policjant miał karmić małpę i niczego nie dotykać. Takie mniej więcej instrukcje dostał Młody przed spotkaniem z prezesami. Wytłumaczyłam Młodemu na stronie, że o wiele chodzi o rozmowy z panami podpisanymi„prezes”, to jestem jakby doświadczeńsza oraz niestety jestem kobietą, co pewne znaczenie mieć może, aczkolwiek nie musi, więc Młody ma siedzieć cicho i bezwonnie, uśmiechając się miło gębusią na gładko wygoloną. Oddychać mu wolno. Czasu mało, a sprawy mocno pilnie i metoda „profesora Cycka” zastosowania tutaj mieć nie może, więc trzeba innych sposobów się chwycić. Urody sobie nie dodam, lat nie odejmę ale z tego co zostało coś można wykombinować. Wyciągnęłam największy dekolt z szafy, do którego jakby od niechcenia przyczepiony był sweterek, a pod niego nasadziłam biustonosz z turbo doładowaniem, który nawet z piersi typu „jaja sadzone” potrafi zrobić 95 DD. Mam taki, ale rzadko go naszam, ponieważ grozi to karą grzywny za zakłócanie porządku publicznego czy tam innego ruchu drogowego.
Panów prezesów przybyło dwóch. Jeden w garniturze, drugi z teczką. Jeden młody i sztywny niczym pal Azji, drugi starszy z jak najbardziej widocznym syndromem 3 x Z czyli Zapał -Zwis- Zawał, ale z ognistymi kurwikami w oczach. Ten młodszy, to wypisz wymaluj klon Młodego i w dodatku Prezes Główny, starszy tylko vice ale na pierwszy rzut oka widać, że nie palcem robiony. Oba odpicowane niczym szczury na otwarcie kanału i oba pachnące jak męska połowa drogerii Rossman. Jak już mi rączki do łokci wycałowali i wstępne pląsy powitalne zostały odpracowane, ja nie pytawszy o nic podałam Prezesowi Młodszemu wodę niegazowaną z limonką, a starszemu herbatkę zieloną bez cukru, czym zadziwiłam obu na maksa i natychmiast wyzwana zostałam od czarodziejek i jasnowidzek uroczych. Chłopy to jednak ciężko myślą. Wystarczył przecież jeden telefon do ichniej sekretarki żeby prezesów z zaskoczenia napojami wziąć. No, dekoltem może trochę też...
Od pierwszego kopa wiadomo było, że to vice jest od rozmawiania, a Prezes Młodszy za dekorację robi, całkiem jak nasz Młody. I siedziały takie sztywne pale dwa, a my z vice wśród wzajemnych rewerencji dopinaliśmy sprawy szybko, konkretnie i miło. Poszło jak Corega Tabs z siłą wodospadu! A jak już weszliśmy w fazę towarzyskiego bleblania o niczym vice wyskoczył z tekstem:
- ja to z panią mógłbym wszystko....
Ho, ho! Prezes zaczyna się chwalić - pomyślałam odruchowo
- och! Panie prezesie ale ze mną po pierwszym razie nawet reanimacja nie skutkuje - też się pochwaliłam, a co?!
Młodzi panowie dwaj zesztywnieli jeszcze bardziej i zastygli niczym żona Lotta, a vice ryknął śmiechem serdecznym z samego środka przepony i stwierdził, że skoro jestem baba z jajami, to on się zgadza na ostatnie 2 punkty umowy też i w związku z tym idziemy sprawę przepalić, bo nam się należy.Po czym osobiście napisałam odpowiednie pisma, vice kazał Młodemu Prezesowi podpisać w ciemno i po herbacie. Na koniec odbyło się tradycyjne „klapa, rąsia, buźka, goździk” i pomachaliśmy sobie chusteczkami na do widzenia.
Ledwo za prezesami drzwi się zamknęły, a Młody jak na mnie nie wsiądzie! Jak nie zacznie gęby drzeć, że tak nie można, że to nie godne, że nie licuje..!! Między oburzonymi wrzaskami dosłyszałam, że żarty z prezesem są nie na miejscu ( a to niby dlaczego?! Prezes nie człowiek?!) , że sponiewierałam godność urzędniczą ( to chyba w kierunku dekoltu) i coś tam jeszcze mu nie licowało. A pocałuj ty mnie w to nie licowane!!
Młody fukał i sarkał dopóki nie zadzwoniła Szefowa z pytaniem jakim cudem załatwiliśmy wszystko od pierwszego kopa i w dodatku w jeden dzień??
Ano cudem nielicowania proszę Szefowej:-)