Właśnie sobie przypomniałam że miałam Wam opisać mój dzisiejszy sen
A było to tak, że Marcel poszedł do szkoły a ja się położyłam i zasnęłam i miałam taki piękny sen, że spałam do 9.45
Aż nie chciałam się budzić....
było to tak, że dostaliśmy od teściów własne mieszkanko!!!! I to wiecie, w snach jest wszystko inaczej i tam też było tak, że oni nam dobudowali nad niby tym domem gdzie teraz mieszkamy a ten dom oczywiście jak to we śnie wyglądał zupełnie inaczej.
I niby tylko ja nic o tym nie wiedziałam.
Usłyszałam głosy na górze więc tam poszłam, a schody były jakoś sprytnie ukryte...
Wchodzę na górę a tam pokój, łóżko, biurko, no myślę,super, będziemy dalej w trójkę ale już pokój większy i nie bezpośrednio przy teściowej tylko na górze. Ale prowadzą mnie do następnego pokoju a tam sypialnia!!!!
I w trzecim salon, z segmentem jaki w blokach ludzie mają a w tym segmencie starego typu telewizor

Ale sobie pomyślalam, że z dołu nasz płaski przyniesiemy

I komoda stała a na niej jakieś figurki. No umeblowany już cały

Idę do kuchni a tam puste ściany i tylko rurka od wody wystawała.... No byłam zawiedziona że kuchni nie ma, że nadal będę chodzić do teściów... i zaraz na miejscu zaczęłam wymyślać że na strychu mamy jakieś czyjeś meble, to je na razie wstawię.
Weszłam do łazienki a ta też tak po łebkach zrobiona, bo wc było i coś dziwnego w miejscu prysznica, bo zamiast brodzika stało coś jakby kibel, na którym się siadało podczas prysznica. I wiem że jeszcze sprawdzałam czy jest miejsce aby stanąć pod prysznicem anie siadać. No i jeszcze kabiny nie było więc jak się kąpać?
Poszłam do Marcela pokoju, otwieram szufladę biurka a tam jakieś opakowania małych kolczyków, nie wiem czemu, ale w tym śnie pomyślałam że to pozostałość po kwiaciarni i że miałam je dać na Gwiazdkę dziewczynom tej mojej koleżanki z Gdyni i zapomniałam. I jeszcze między biurkiem a ścianą poukładane jakieś pudełka też niby z kwiaciarni.... No ale kto powiedział, że w snach musi być normalnie?
Potem poszłam do niby garderoby, nie wiem co to było bo było duże jak pokój, łóżko stało (pomyślałam że jakby ktoś nocował to tam) a półka na ubrania to taka że ewentualnie moje ciuchy tam zmieszczę.
I teściowa pomagała mi rozpakowywać te ciuchy. I tak położyła na półce niedbale złożony sweter, na to koszulkę na ramiączkach na lato. Spojrzałam na to i pomyślałam, że przecież letnia koszulka musi leżeć z letnimi rzeczami a nie zimowymi, ale że jak teraz przełożę to ona się obrazi więc że przełożę później jak ona pójdzie.
No a ona wzięła Marcela t-shirta, powiesiła go na wieszaku to jej powiedziałam że Marcela ciuchy pójdą do jego pokoju a wieszaki potrzebuję do innych ubrań to ona znów zaczęła jazgotać, że ona chce mi pomóc a ja uważam że źle robi, że ona wszystko źle robi, że ja wiem lepiej.... matko jedyna, ja tylko powiedziałam że potrzebuję wieszaki do innych rzeczy a nie że ona źle robi.... I cieszyłam się że nie przełożyłam przy niej tej letniej koszulki....
Wtedy przyjechała szwagierka z mężem i przywieźli nam mnóstwo pakunków, takich torebek na prezenty a tam jakieś bibeloty, takie do postawienia, jakieś drzewka które bardzo mi się podobały....
A ja oczywiście zwróciłam uwagę na to, że nie ma żadnych drzwi przy schodach, że każdy może sobie wejść kiedy chce a tak być nie może... że muszę jakoś tą górę zamknąć przed rewizjami teściowej i gumowym uchem też.....
Ot i taki był mój sen
