Hejka
No i du.a....
Mąż wczoraj wrócił z
pracy i mówi, że weekend ma wolny bo jego zetor zepsuty a nie mają dla niego innego.
I tym sposobem nie pojechałam do Gdyni tylko siedzę w domu...
Tzn wczoraj poszłam do sąsiadki na pourodzinowe resztki, dała mi do domu dwa rodzaje ryb w occie i zrazy bo mówi że u niej nikt już tego nie zje i po co ma wyrzucać. No i dziś zraziki były na obiad, matko ale pyszne.
Jeszcze wczoraj rano zdążyłam upiec ciasto, które miałam zabrać do Gdyni, no to teraz my będziemy je zajadać.
W Gdyni miałyśmy zrobić sałatkę z makaronem i tak za mną chodziła, że przepadnie mi, że kupiłam składniki i też zrobiłam. Marcel też ją uwielbia i dziś po śniadaniu stwierdził, że muszę ją częściej robić.
Kasiu, hodowla kur no pokaźna, teście chcieli docelowo mieć ok 200 kur i jajka na sprzedaż do miasta. Tzn znajomi znajomych itd.
Już dokupili jakąś ilość, nie wiem czy tyle samo co zostało zabitych, czy mniej.
Mój numer domku znów zapomniałaś? A w jakiej mapie chciałaś obejrzeć? W google maps?
Jak masz goofle maps to mój dom jest po lewej stronie jeziora, akurat jego nazwa jest wzdłuż naszej działki, za nami jest tylko budowa i potem las i tory. Co prawda zdjęcie to nie jest najnowsze bo ta budowa jest już zakończona, no ale zawsze coś widać. Nawet jak się przyjrzysz to nas stawek zobaczysz na końcu działki - blisko dużego jeziora.
A jezioro w centrum wioski więc nie ma możliwości żebyś go nie znalazła bo jest tylko jedno.
Czerwony prostokąt przed naszą działką to Marcela orlik.
Ta matetmatyka to ło matko, czarna magia jak dla mnie....
A mamy u Julki też niezłe, pierwszy raz słyszę aby tak się chciały angażować, u nas to przeważnie każda tylko patrzy co by zrobić żeby się nie angażować.
No, pomysł z przedstawieniem dla
dzieci to mnie zamurował... Mamy aktorki masz w klasie
Halinko, no niestety w rękawiczki trzeba się już zaopatrzyć bo zimno w ręce....
Teraz ma przyjść chwilowe ocieplenie ale no wiadomo- grudzień nadchodzi a wraz z nim zima i będzie już tylko coraz zimniej. Mi w ręce też zawsze jest zimno. Ręce i szyja - to muszę mieć opatulone, bez czapki mogę chodzić ale bez szalika nie ma mowy.
Klusek leniwych też bym zjadła ale bardzo rzadko robię bo u mnie tylko ja lubię. Ale mówisz z dżemem? Ja jem tylko z bułką tartą...
Co do wróżb andrzejkowych to za dzieciaka robiliśmy w domu lanie wosku ale teraz już nic nie robimy. Marcel to w szkole kiedyś mia łzabawy, teraz to nawet nie wiem czy jakieś wróżby robią.
Agatka, Twoja teściowa to naprawdę ma
hobby pastwić się nad Tobą.... No przeszła samą siebie mówiąc że musiała jechać z Twoim mężem... ręce opadają.....
Tamirko, chyba w końcu nie udało Ci się zjeść mojego ciasta.... A mój 30-dniowy czas już się kończy lub już się skończył i raczej już nie zwiększysz mojego zysku.... Ale jestem ciekawa ile na tym zarobiłam.... boję się, że się gorzko rozczaruję. Bo ile razy dochodziły mnie słuchy że ciasta nie ma....
Chciałabym chociaż 200zł dostać a ile tego będzie? Mam nadzieję że już niedługo się dowiem.
Za kciuki za pracę bym podziękowała ale lepiej nie......
Ach, coś mnie głowa rozbolała, może sobie zrobię kawę, może ciśnienie niskie.....
Udanego weekendu
