Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
- malinka 61
- Kobietka Expert
- Posty: 4233
- Rejestracja: czw paź 03, 2013 7:25 pm
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Agnieszko,ojej to smutne że do babci nie pojedziecie , może jeszcze zmienicie zdanie bo szkoda babci , ona na pewno czeka na was , będzie jej smutno pomimo że przyjedzie też i wujek ,Ta sałatka leśny mech jest fantastyczna , pierwszy raz zobaczyłam ją u mojej Uli i byłam nią zachwycona ,efektowna a do tego i smakowita .No jakiś wirus u nas panuje , dookoła słyszy się że ktoś zachorował ,
a ja sobie siedzę , na obiad zrobiłam żurek
bo był gotowany boczuś i szkoda mi było wylać bo smakowicie pachniał , wrzuciłam białą kiełbaskę , pokrojoną , jajeczka , dałam też trochę chrzanu , majeranku , ale było smaczne , nawet mój grymaśny mąż się zajadał , 
Przy podejmowaniu decyzji, nie zważaj na innych, kieruj się głosem serca i własnym instynktem...


Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Wiesz Halinko, jak dzwoniłam potem do babci i mówiłam że może przyjedziemy jutro to, może się mylę, ale jakoś odniosłam wrażenie jakby nie chciała jeszcze nas. Jakby chciała być sama z synem i synową. Bo mówiła, że ciotka na pewno będzie chciała jechać nad morze bo by nie przepuściła aby być w Gdyni i nie pojechać nad morze. I mówiła, że jak chcemy.... ale jakoś tak to odebrałam jakby jednak wolała ja osobno i wujek osobno.
No ja rozumiem, że prawie rok już wujka nie widziała ale ja bym tam była z 1,5 godziny więc potem mieliby czas na swoje pogaduszki.
No może się mylę.....
No ja rozumiem, że prawie rok już wujka nie widziała ale ja bym tam była z 1,5 godziny więc potem mieliby czas na swoje pogaduszki.
No może się mylę.....
- chochlik70
- Super Gaduła
- Posty: 1465
- Rejestracja: czw paź 03, 2013 7:29 pm
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Wieczór a ja nadal wściekła.
Kurcze za małe ten mój mąż dostał wczoraj boże rany
Nie nie rozlatuje się.
Przykre z tą wizytą u babci
U mnie miał być żur na wodzie po golonkach ale,że ona słona jak diabli więc żuru nie ma
Kurcze za małe ten mój mąż dostał wczoraj boże rany
Nie nie rozlatuje się.
Przykre z tą wizytą u babci
U mnie miał być żur na wodzie po golonkach ale,że ona słona jak diabli więc żuru nie ma
Sarkazm mym ojcem,ironia mą matką.Z mym charakterem nie ma tak gładko
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
dzień dobry:-)
Słoneczko postanowiło umilić Święta i teraz ostro mocuje się z mgłą, która bezczelnie rozpanoszyła się w nocy.
W ten świąteczny czas życzę Wam smakowitej niedzieli i radości wszelakiej!
Radość życia rodzi się ze zgody na samego siebie
(...)
leniwie popijam kawę rozkoszując się kawałkiem błękitnego nieba widocznego z okna i czekam aż małż mój ukochany odeśpi ciężko przepracowaną sobotę..
A tutaj obiecane opowieści różnej treści..
Szpitalnych chwil upiorny czar...
I.
Po raz kolejny miałam okazję przekonać się na własnej skórze o prawdziwości powiedzenia, że komu zachce się chorować, ten powinien mieć końskie zdrowie, nieliche znajomości i worek pieniędzy, a najlepiej dwa. Oraz świętą cierpliwość i anielski charakter.
Po prawie rocznym oczekiwaniu na następny etap upychania sprężynek w mózgowej tętnicy w końcu doczekałam się zaproszenia do kliniki wyznaczonego akurat na pierwszy dzień wiosny, co mogło napawać ostrożnym optymizmem i dawać nadzieję, że za szóstym podejściem wszystko pójdzie gładko, łatwo i przyjemnie. Nic bardziej mylnego. I tym razem życie pokazało mi figę wielkości arbuza, a złośliwy chichot losu towarzyszył niemalże na każdym kroku.
W dniu wezwania karnie stawiłam się we wczesnych godzinach rannych na/w głównej izbie przyjęć i tradycyjnie już odstałam swoje w potężnej kolejce do jednego z trzech okienek tzw. rejestracji zbiorczej, cokolwiek to znaczy. Mniej więcej już po godzinie dotarłam do zapyziałej szyby oddzielającej księżną panią rejestratorkę od schorowanego pospólstwa i od razu dowiedziałam się, że stałam całkiem niepotrzebnie i „w te pędy” mam udać się do sekretariatu oddziału neurochirurgii, bo coś tam z tym moim przyjęciem do szpitala jest mocno nie tak, czas płynie, a sprawę należy szybko wyjaśnić. Na moją sugestię, że może księżna pani rejestratorka zadzwoniłaby do sekretariatu i zapytała w czym rzecz, bo oddział sam w sobie mieści się na drugim końcu szpitalnego kompleksu, a ja jakby trochę schorowana jestem i marszobiegi wiosenne, zwłaszcza z bagażami raczej mi nie służą usłyszałam, że „ona nie jest od dzwonienia i załatwiania spraw pacjentów”.
- To, od czego pani tu jest? – spytałam odruchowo i nieco złośliwie, tym samym podpadając na całej linii wszystkim obecnym jejmość księżnym oraz reszcie personelu pomocniczego. Audiencja skończona, następny proszę.
Lekko zniesmaczona pomknęłam z prędkością żółwia wystarczającą do upolowania sałaty i trzy zdrowaśki później stanęłam u drzwi sekretariatu, które okazały się być zamknięte na głucho, a nawet bardziej. Usiąść też nie było gdzie, więc stałam, jak ta picza z Łowicza ze wszystkich sił starając się okiełznać wędzidłem niepokojąco szybko wzrastający poziom wkur….....zenia. Minęło 10 minut...... i następne 15, a po pani sekretarce ani widu, ani smrodu. Po czterdziestu minutach kręgosłup zaczął wychodzić mi uszami, w głowie huczały kamienne wodospady, żołądek z głodu popiskiwał żałośnie i powoli zaczął trafiać mnie rzetelnie ugruntowany szlag, albo i co gorszego! Niewiele myśląc chwyciłam torbę i wparowałam na oddział prosto do dyżurki pielęgniarek stanowczo domagając się wyjaśnienia zaistniałej sytuacji. A gołym okiem było widać, że jeszcze chwila i żadna operacja nie będzie potrzebna, bo tętniak sam z siebie eksploduje z hukiem, a ja razem z nim! Panie pielęgniarki patrzyły na mnie wzrokiem doskonale baranim i jedyne, co miały do powiedzenia, to:
- Oj, a co my z panią zrobimy? Nikt pani nie powiedział, że mamy obsuwę w zabiegach i pani jest odwołana?
Sprawa zrobiła się wręcz egzystencjalnie graniczna, ponieważ na takie dictum klasyczna wybuchowość sytuacyjna wyszła ze mnie niejako samoczynnie i zrobiło się niemiło. Dałam upust kłębiącej się we mnie furii graniczącej z zawałem i spuściłam ze smyczy wszystkie emocje, niekoniecznie pozytywne. Tylko pokutujące we mnie resztki dobrego wychowania odebranego w dzieciństwie uchroniły personel medyczny od znieważenia słowem plugawym powszechnie uznawanym za obelżywe, tym niemniej pojechałam ostro po ich medycznych rajtach głównie kładąc nacisk na burdel organizacyjny jaki panuje w tutejszej placówce, gratulując dobrej zmiany, zwłaszcza w temacie poszanowania pacjenta i jego tfu! przywilejów zapisanych wołami w Karcie Praw Pacjenta, która to karta z każdej niemalże ściany kłuła swa treścią szyderczo w oczy. Przez kolejną godzinę trwały deliberacje, co ze mną zrobić skoro przyjechałam na bezdurno taki kawał drogi, ale nijak nie można było znaleźć kompetentnej osoby do podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Lekarz dyżurny tylko rozkładał ręce, siostra oddziałowa tym bardziej, a do ordynatora nikt nie śmiał zadzwonić, bo właśnie skończył operować i życzył sobie odpocząć. Na szczęście napatoczył się lekarz teoretycznie mnie prowadzący, który najwidoczniej w nosie miał spokój oraz fanaberie ordynatora i osobiście poinformował go, że czy się to komuś podoba czy nie, on mnie na oddział przyjmuje i już! Prawie gotowa byłam rzucić się mu na szyję, ale niestety musiałam apiać udać się na główną izbę przyjęć celem dopełnienia wszelkich formalności, badań podstawowych i wywiadu medycznego z anestezjologiem, kardiologiem i neurologiem. A tam zaś odstać swoje w kolejce do okienka, potem poczekać na panią od EKG i całą resztę oraz wypełnić kilka kartek ankiety z dość dziwnymi pytaniami, na które i tak odpowiadałam po raz drugi zwierzając się młodemu anestezjologowi z awersji mojego organizmu do środków znieczulająco-usypiających, pozostając w nadziei, że zostaną uwzględnione i nie obudzę się w trakcie operacji, jak to drzewiej kilka razy bywało. Po trzech godzinach głodna, spragniona i całkowicie padnięta byłam z powrotem na oddziale, gdzie pani oddziałowa poinformowała mnie radośnie, że jeszcze dzisiaj pójdę „pod nóż”, więc mogę napić herbaty ale nic więcej, chociaż zabieg odbędzie się dopiero pod wieczór. Chwilę później mój lekarz prowadzący odwołał informację oddziałowej zapowiadając zerżnięcie tętniaka na dzień następny dając tym samym pozwoleństwo na skonsumowanie obiadu z deserem włącznie. Było mi już bardzo wszystko jedno i jedyne, co chciałam, to zażyć przeciwbólowego procha i złożyć obolałą głowę oraz nie mniej obolały kręgosłup w pozycji horyzontalnej, zamknąć oczy i chwilę odpocząć w tak zwanej ciszy podszytej spokojem....
cdn..
Słoneczko postanowiło umilić Święta i teraz ostro mocuje się z mgłą, która bezczelnie rozpanoszyła się w nocy.
W ten świąteczny czas życzę Wam smakowitej niedzieli i radości wszelakiej!
Radość życia rodzi się ze zgody na samego siebie
(...)
leniwie popijam kawę rozkoszując się kawałkiem błękitnego nieba widocznego z okna i czekam aż małż mój ukochany odeśpi ciężko przepracowaną sobotę..
A tutaj obiecane opowieści różnej treści..
Szpitalnych chwil upiorny czar...
I.
Po raz kolejny miałam okazję przekonać się na własnej skórze o prawdziwości powiedzenia, że komu zachce się chorować, ten powinien mieć końskie zdrowie, nieliche znajomości i worek pieniędzy, a najlepiej dwa. Oraz świętą cierpliwość i anielski charakter.
Po prawie rocznym oczekiwaniu na następny etap upychania sprężynek w mózgowej tętnicy w końcu doczekałam się zaproszenia do kliniki wyznaczonego akurat na pierwszy dzień wiosny, co mogło napawać ostrożnym optymizmem i dawać nadzieję, że za szóstym podejściem wszystko pójdzie gładko, łatwo i przyjemnie. Nic bardziej mylnego. I tym razem życie pokazało mi figę wielkości arbuza, a złośliwy chichot losu towarzyszył niemalże na każdym kroku.
W dniu wezwania karnie stawiłam się we wczesnych godzinach rannych na/w głównej izbie przyjęć i tradycyjnie już odstałam swoje w potężnej kolejce do jednego z trzech okienek tzw. rejestracji zbiorczej, cokolwiek to znaczy. Mniej więcej już po godzinie dotarłam do zapyziałej szyby oddzielającej księżną panią rejestratorkę od schorowanego pospólstwa i od razu dowiedziałam się, że stałam całkiem niepotrzebnie i „w te pędy” mam udać się do sekretariatu oddziału neurochirurgii, bo coś tam z tym moim przyjęciem do szpitala jest mocno nie tak, czas płynie, a sprawę należy szybko wyjaśnić. Na moją sugestię, że może księżna pani rejestratorka zadzwoniłaby do sekretariatu i zapytała w czym rzecz, bo oddział sam w sobie mieści się na drugim końcu szpitalnego kompleksu, a ja jakby trochę schorowana jestem i marszobiegi wiosenne, zwłaszcza z bagażami raczej mi nie służą usłyszałam, że „ona nie jest od dzwonienia i załatwiania spraw pacjentów”.
- To, od czego pani tu jest? – spytałam odruchowo i nieco złośliwie, tym samym podpadając na całej linii wszystkim obecnym jejmość księżnym oraz reszcie personelu pomocniczego. Audiencja skończona, następny proszę.
Lekko zniesmaczona pomknęłam z prędkością żółwia wystarczającą do upolowania sałaty i trzy zdrowaśki później stanęłam u drzwi sekretariatu, które okazały się być zamknięte na głucho, a nawet bardziej. Usiąść też nie było gdzie, więc stałam, jak ta picza z Łowicza ze wszystkich sił starając się okiełznać wędzidłem niepokojąco szybko wzrastający poziom wkur….....zenia. Minęło 10 minut...... i następne 15, a po pani sekretarce ani widu, ani smrodu. Po czterdziestu minutach kręgosłup zaczął wychodzić mi uszami, w głowie huczały kamienne wodospady, żołądek z głodu popiskiwał żałośnie i powoli zaczął trafiać mnie rzetelnie ugruntowany szlag, albo i co gorszego! Niewiele myśląc chwyciłam torbę i wparowałam na oddział prosto do dyżurki pielęgniarek stanowczo domagając się wyjaśnienia zaistniałej sytuacji. A gołym okiem było widać, że jeszcze chwila i żadna operacja nie będzie potrzebna, bo tętniak sam z siebie eksploduje z hukiem, a ja razem z nim! Panie pielęgniarki patrzyły na mnie wzrokiem doskonale baranim i jedyne, co miały do powiedzenia, to:
- Oj, a co my z panią zrobimy? Nikt pani nie powiedział, że mamy obsuwę w zabiegach i pani jest odwołana?
Sprawa zrobiła się wręcz egzystencjalnie graniczna, ponieważ na takie dictum klasyczna wybuchowość sytuacyjna wyszła ze mnie niejako samoczynnie i zrobiło się niemiło. Dałam upust kłębiącej się we mnie furii graniczącej z zawałem i spuściłam ze smyczy wszystkie emocje, niekoniecznie pozytywne. Tylko pokutujące we mnie resztki dobrego wychowania odebranego w dzieciństwie uchroniły personel medyczny od znieważenia słowem plugawym powszechnie uznawanym za obelżywe, tym niemniej pojechałam ostro po ich medycznych rajtach głównie kładąc nacisk na burdel organizacyjny jaki panuje w tutejszej placówce, gratulując dobrej zmiany, zwłaszcza w temacie poszanowania pacjenta i jego tfu! przywilejów zapisanych wołami w Karcie Praw Pacjenta, która to karta z każdej niemalże ściany kłuła swa treścią szyderczo w oczy. Przez kolejną godzinę trwały deliberacje, co ze mną zrobić skoro przyjechałam na bezdurno taki kawał drogi, ale nijak nie można było znaleźć kompetentnej osoby do podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Lekarz dyżurny tylko rozkładał ręce, siostra oddziałowa tym bardziej, a do ordynatora nikt nie śmiał zadzwonić, bo właśnie skończył operować i życzył sobie odpocząć. Na szczęście napatoczył się lekarz teoretycznie mnie prowadzący, który najwidoczniej w nosie miał spokój oraz fanaberie ordynatora i osobiście poinformował go, że czy się to komuś podoba czy nie, on mnie na oddział przyjmuje i już! Prawie gotowa byłam rzucić się mu na szyję, ale niestety musiałam apiać udać się na główną izbę przyjęć celem dopełnienia wszelkich formalności, badań podstawowych i wywiadu medycznego z anestezjologiem, kardiologiem i neurologiem. A tam zaś odstać swoje w kolejce do okienka, potem poczekać na panią od EKG i całą resztę oraz wypełnić kilka kartek ankiety z dość dziwnymi pytaniami, na które i tak odpowiadałam po raz drugi zwierzając się młodemu anestezjologowi z awersji mojego organizmu do środków znieczulająco-usypiających, pozostając w nadziei, że zostaną uwzględnione i nie obudzę się w trakcie operacji, jak to drzewiej kilka razy bywało. Po trzech godzinach głodna, spragniona i całkowicie padnięta byłam z powrotem na oddziale, gdzie pani oddziałowa poinformowała mnie radośnie, że jeszcze dzisiaj pójdę „pod nóż”, więc mogę napić herbaty ale nic więcej, chociaż zabieg odbędzie się dopiero pod wieczór. Chwilę później mój lekarz prowadzący odwołał informację oddziałowej zapowiadając zerżnięcie tętniaka na dzień następny dając tym samym pozwoleństwo na skonsumowanie obiadu z deserem włącznie. Było mi już bardzo wszystko jedno i jedyne, co chciałam, to zażyć przeciwbólowego procha i złożyć obolałą głowę oraz nie mniej obolały kręgosłup w pozycji horyzontalnej, zamknąć oczy i chwilę odpocząć w tak zwanej ciszy podszytej spokojem....
cdn..

Wiosna, wiosna! Wiosna, ach to ty!
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Hej
Jednak pojechaliśmy do babci....
Jak wyjeżdżaliśmy to zadzwoniła o której będziemy, że wujek już przyjechał.
Czyli wczoraj miałam mylne wrażenie.

Przyjechaliśmy, przywitaliśmy się, usiedliśmy przy kawie i cieście.....
Po jakimś czasie dzwoni babci telefon, dzwoniła mama....
pytała czy wujek już jest, babcia odpowiedziała że jest, na to ona, że za pół godziny przyjedzie z moim bratem.
Babcia nic nie mówiła że ja jestem a potem mówiła nam, że ona będzie zła, że babcia jej nie powiedziała.
Ale ja mówię, co tam, chyba mam prawo być u babci....
Przyjechali, wujek z ciotką poszli się przywitać, my siedzieliśmy normalnie przy stole.
Przywitała się najpierw z mężem, potem ze mną, normalnie buziaka w policzek, potem z Marcelem mówiąc, ty to babci nie znasz.....
Z bratem przywitałam się już czulej, kurcze, jaki on przystojny.... napatrzeć się nie mogłam. Brat był z córeczką, żona z synkiem zostali w domu bo mały spał. Oliwcia się wstydziła, no mnie przecież nie zna, widziała jak miała roczek, teraz będzie miała 6.
Siedzieliśmy przy stole wszyscy, cała rodzina w komplecie, no prawie cała bo taty nie było.
No i taka luźna rozmowa, taka ogólna.
Po jakimś czasie wstaliśmy do wyjścia, mama poszła ze swoją torebką do kuchni, coś szukała, no myślałam,że może chce Marcelowi coś dać na Zajaca. Ale usiadła z powrotem przy stole....
Wszyscy oprócz niej wstali i żegnali się z nami w korytarzu, no teraz sobie myślę, jak mam się z nią pożegnać, czy tylko powiedzieć z daleka do widzenia czy jak....
Podeszłam do niej i coś zagadałam do Oliwci a potem jakby nigdy nic dałam mamie buziaka, powiedziałam cześć i wyszliśmy.
Później, jak już wujek pojedzie to zadzwonię do babci i zapytam czy mama coś mówiła jak wyszliśmy....
Tak więc miałam Święta, no pełne wrażeń.
Oczywiście nie biorę tego jako jakiś krok ku zgodzie, po prostu nieplanowane spotkanie u babci i nic więcej.
Jednak pojechaliśmy do babci....
Jak wyjeżdżaliśmy to zadzwoniła o której będziemy, że wujek już przyjechał.
Czyli wczoraj miałam mylne wrażenie.
Przyjechaliśmy, przywitaliśmy się, usiedliśmy przy kawie i cieście.....
Po jakimś czasie dzwoni babci telefon, dzwoniła mama....
pytała czy wujek już jest, babcia odpowiedziała że jest, na to ona, że za pół godziny przyjedzie z moim bratem.
Babcia nic nie mówiła że ja jestem a potem mówiła nam, że ona będzie zła, że babcia jej nie powiedziała.
Ale ja mówię, co tam, chyba mam prawo być u babci....
Przyjechali, wujek z ciotką poszli się przywitać, my siedzieliśmy normalnie przy stole.
Przywitała się najpierw z mężem, potem ze mną, normalnie buziaka w policzek, potem z Marcelem mówiąc, ty to babci nie znasz.....
Z bratem przywitałam się już czulej, kurcze, jaki on przystojny.... napatrzeć się nie mogłam. Brat był z córeczką, żona z synkiem zostali w domu bo mały spał. Oliwcia się wstydziła, no mnie przecież nie zna, widziała jak miała roczek, teraz będzie miała 6.
Siedzieliśmy przy stole wszyscy, cała rodzina w komplecie, no prawie cała bo taty nie było.
No i taka luźna rozmowa, taka ogólna.
Po jakimś czasie wstaliśmy do wyjścia, mama poszła ze swoją torebką do kuchni, coś szukała, no myślałam,że może chce Marcelowi coś dać na Zajaca. Ale usiadła z powrotem przy stole....
Wszyscy oprócz niej wstali i żegnali się z nami w korytarzu, no teraz sobie myślę, jak mam się z nią pożegnać, czy tylko powiedzieć z daleka do widzenia czy jak....
Podeszłam do niej i coś zagadałam do Oliwci a potem jakby nigdy nic dałam mamie buziaka, powiedziałam cześć i wyszliśmy.
Później, jak już wujek pojedzie to zadzwonię do babci i zapytam czy mama coś mówiła jak wyszliśmy....
Tak więc miałam Święta, no pełne wrażeń.
Oczywiście nie biorę tego jako jakiś krok ku zgodzie, po prostu nieplanowane spotkanie u babci i nic więcej.
- malinka 61
- Kobietka Expert
- Posty: 4233
- Rejestracja: czw paź 03, 2013 7:25 pm
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Witam .
Minął jeden dzień świąt ,po śniadaniu pojechaliśmy do Uli , byliśmy tylko godzinę , ona ledwo się krzątała po kuchni ,chciałam jej coś pomóc ale nie chciała , teście jej przyjadą dopiero jutro , to nawet dobrze bo ciężko by jej było koło nich jeszcze chodzić , a ja musiałam wracać bo miałam nastawiony rosół ze szczęśliwej kurki i miał przyjechać mój syn ze synową i Anią , Moja wnusia rośnie jak na drożdżach , szkoda że tak daleko mieszkają
Objedzona jestem bardzo pomimo że dużo nie zjadłam , jakoś żołądek w święta tak nie trawi
Obiad który gotowałam będę miała jeszcze na jutro , czyli wielki luz , Króliczek wyszedł bardzo dobry, taka ocena była od męża .
Kasiu , no jak opuściły ciebie nerwy??? co ten twój zrobił że tak długo się gniewasz , życie za krótkie żeby się gniewać . jak tam gościnka dzisiaj ????
Małgosiu , aż się nie chce wierzyć że tak z chorymi postępują , tylko współczuć , super że nie dałaś się zwieść i uparcie dążyłaś do swego , strach teraz chorować i sie leczyć .
Agnieszko , super że spotkałaś się z mamą i to bez uprzedzenia , to chyba jakiś znak z nieba ,dało to może mamie do późniejszego przemyślenia , mądra ta twoja babcia że nie powiedziała że ty będziesz , ciekawa jestem jak to dalej będzie , może zostaną lody przełamane , tego ci życzę
Marcel też serce jej poruszył , takie jest moje zdanie .
Kasiu , no jak opuściły ciebie nerwy??? co ten twój zrobił że tak długo się gniewasz , życie za krótkie żeby się gniewać . jak tam gościnka dzisiaj ????
Małgosiu , aż się nie chce wierzyć że tak z chorymi postępują , tylko współczuć , super że nie dałaś się zwieść i uparcie dążyłaś do swego , strach teraz chorować i sie leczyć .
Agnieszko , super że spotkałaś się z mamą i to bez uprzedzenia , to chyba jakiś znak z nieba ,dało to może mamie do późniejszego przemyślenia , mądra ta twoja babcia że nie powiedziała że ty będziesz , ciekawa jestem jak to dalej będzie , może zostaną lody przełamane , tego ci życzę
Przy podejmowaniu decyzji, nie zważaj na innych, kieruj się głosem serca i własnym instynktem...


- chochlik70
- Super Gaduła
- Posty: 1465
- Rejestracja: czw paź 03, 2013 7:29 pm
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Hejka
Goście goście i po gościach jutro śpię ile dam radę żadna siła mnie z łóżka nie wyciągnie.
Jak Aga będzie tak miła to wam wstawii fotkę z torta i galantyny,galantyna to moje dzieło.
A widzisz Halinko puściło mnie ale mojego za karę dopadło grypsko i dobrze mu tak.
Powiem krótko na następne święta ma parę opcji do wyboru,zamawia
a)ekipę sprzątającą i catering
b)ekipę sprzątającą i potrawy gotowe kupione w markecie
c ) robi wszystko sam
Żal mi tej twojej Uli,zamiast poleżeć jutro ma gości biedna
Tamirko jak zwykle Twój opis cudny i zabawny choć wcale zabawnych rzeczy nie opisujesz,ja się czasem zastanawiam czy my te składki płacimy za opiekę zdrowotną czy tylko dla bajeru
Aga no no ale wrażenia,może babcia też pomyślała,że dobrze tak z zaskoczenia,oby coś drgnęło
Goście goście i po gościach jutro śpię ile dam radę żadna siła mnie z łóżka nie wyciągnie.
Jak Aga będzie tak miła to wam wstawii fotkę z torta i galantyny,galantyna to moje dzieło.
A widzisz Halinko puściło mnie ale mojego za karę dopadło grypsko i dobrze mu tak.
Powiem krótko na następne święta ma parę opcji do wyboru,zamawia
a)ekipę sprzątającą i catering
b)ekipę sprzątającą i potrawy gotowe kupione w markecie
c ) robi wszystko sam
Żal mi tej twojej Uli,zamiast poleżeć jutro ma gości biedna
Tamirko jak zwykle Twój opis cudny i zabawny choć wcale zabawnych rzeczy nie opisujesz,ja się czasem zastanawiam czy my te składki płacimy za opiekę zdrowotną czy tylko dla bajeru
Aga no no ale wrażenia,może babcia też pomyślała,że dobrze tak z zaskoczenia,oby coś drgnęło
Sarkazm mym ojcem,ironia mą matką.Z mym charakterem nie ma tak gładko
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Aga! dobrze, że pojechałaś do babci i widziałaś się z mamą. Jakie by to spotkanie nie było, to i tak pierwsze lody przełamane i jest nadzieja, że teraz będzie tylko lepiej...
i za to trzymam kciuki!
Halinko! że też choróbsko akurat na święta do was zawitało! dużo zdrówka dla Uli i jej rodzinki!
Kasiu! Poniedziałku pełnego odpoczynku Ci życzę! i żeby mężowi grypa przestała dokuczać:-)
U nas dzionek przeleciał spokojnie, pomijając moje ciśnieniowe fanaberie. Trochę polegiwałam, trochę podrzemałam, trochę poczytałam i już wieczór w okna zapukał. Tradycyjnie w święta apetyt zjechał mi do zera i niewiele zjadłam, bo jakoś tak na nic nie miałam ochoty. Za to Misiek na śniadanie wciągnął 7 białych, poprawił sałatką i ciastem...
a na obiad talerz żurku i trzy kawałki karkówki z kopą ziemniaków i sałatą w młócił! Nie mam pojęcia, gdzie on to mieści, ale na kolację kilka kawałków ciasta zniszczył...
Na jutro mamy zaproszenie do teściów, ale do jutra daleko..
Halinko! że też choróbsko akurat na święta do was zawitało! dużo zdrówka dla Uli i jej rodzinki!
Kasiu! Poniedziałku pełnego odpoczynku Ci życzę! i żeby mężowi grypa przestała dokuczać:-)
U nas dzionek przeleciał spokojnie, pomijając moje ciśnieniowe fanaberie. Trochę polegiwałam, trochę podrzemałam, trochę poczytałam i już wieczór w okna zapukał. Tradycyjnie w święta apetyt zjechał mi do zera i niewiele zjadłam, bo jakoś tak na nic nie miałam ochoty. Za to Misiek na śniadanie wciągnął 7 białych, poprawił sałatką i ciastem...
Na jutro mamy zaproszenie do teściów, ale do jutra daleko..

Wiosna, wiosna! Wiosna, ach to ty!
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
dzień dobry:-)
Hej, hej! Lany poniedziałek kłania się od rana!
U mnie ciemne chmury zapowiadają kropidło z nieba, więc tradycji stanie się za dość..
Noc miałam przegwizdaną, a i teraz głowa trzeszczy jakby nic innego nie miała do roboty..
W planach wizyta u teściów i być może świąteczny spacer..
Mamy też zaproszenie do szwagrostwa, ale chyba nie mam ochoty na religijne dysputy z nawiedzoną szwagierką...
Są tacy, którzy z miłości do Boga, zapominają o miłości do człowieka.
(Agnieszka Lisak)
Uroczego poniedziałku!
Hej, hej! Lany poniedziałek kłania się od rana!
U mnie ciemne chmury zapowiadają kropidło z nieba, więc tradycji stanie się za dość..
Noc miałam przegwizdaną, a i teraz głowa trzeszczy jakby nic innego nie miała do roboty..
W planach wizyta u teściów i być może świąteczny spacer..
Mamy też zaproszenie do szwagrostwa, ale chyba nie mam ochoty na religijne dysputy z nawiedzoną szwagierką...
Są tacy, którzy z miłości do Boga, zapominają o miłości do człowieka.
(Agnieszka Lisak)
Uroczego poniedziałku!

Wiosna, wiosna! Wiosna, ach to ty!
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Agus nie ja nie bylam, byl maz z moimi rodzicami;)
Ja jeszcze kolanka zrobilam na swieta:)
malinka zaprosilam Cie do znajomych na fb:)
zdrowia dla Uli:)
teraz taka pogoda wszyscy choruja...
chochlik co ten maz przeskrobal ??
Tamirka, uf przeczytalam opis szpitalny i a strach Ci powiem ....ale nie dziwi to wcale...wkoncu ja duszaca sie na OR siedzialam 3h na korytarzu hahaha . Moze gdybym sie tam przewrocila i dokonala zgonu ktos by zareagowal
Widze ze te panie na rejestracji wszystkie takie same
my w ta strode jedziemy z mala do szpitala i musze sie dodzwonic czy nic nie odwolane
a powiedz mi na czym polega operacja??
Nawiedzona szwiagierka hehe . Mnie sie przypomina moja ciotka, ktora ciagle straszy pieklem...wszystko jest grzechem...
Powiedz mi...cierpniecie z tylu glowy od czego moze byc?
Witam
Swieta swieta i zaraz po
Leniwie mija...jutro pakowanie a w srode jedziemy
Male pociesze czuje sie troche lepiej
))))) wkoncu
))) czasem mnie przydusi, czasem atak kaszlu ale lepiej
Inhalacje robie nebudem, tylko wczoraj mi piszczalo w plucach ...?? dziwnie tak
Wczoraj pierwszy raz robilam drapane jaja wielkanocne wstawie wam fotke jak wyszlo
Ja jeszcze kolanka zrobilam na swieta:)
malinka zaprosilam Cie do znajomych na fb:)
zdrowia dla Uli:)
teraz taka pogoda wszyscy choruja...
chochlik co ten maz przeskrobal ??
Tamirka, uf przeczytalam opis szpitalny i a strach Ci powiem ....ale nie dziwi to wcale...wkoncu ja duszaca sie na OR siedzialam 3h na korytarzu hahaha . Moze gdybym sie tam przewrocila i dokonala zgonu ktos by zareagowal
Widze ze te panie na rejestracji wszystkie takie same
my w ta strode jedziemy z mala do szpitala i musze sie dodzwonic czy nic nie odwolane
a powiedz mi na czym polega operacja??
Nawiedzona szwiagierka hehe . Mnie sie przypomina moja ciotka, ktora ciagle straszy pieklem...wszystko jest grzechem...
Powiedz mi...cierpniecie z tylu glowy od czego moze byc?
Witam
Swieta swieta i zaraz po
Leniwie mija...jutro pakowanie a w srode jedziemy
Male pociesze czuje sie troche lepiej
Inhalacje robie nebudem, tylko wczoraj mi piszczalo w plucach ...?? dziwnie tak
Wczoraj pierwszy raz robilam drapane jaja wielkanocne wstawie wam fotke jak wyszlo
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Saszka! ależ piękne te Twoje pisanki!
Cieszę się, że czujesz się odrobinę lepiej i obyś jak najszybciej doszła do zdrowia!
To już w środę jedziesz z Emi?? Będę trzymała kciuki!
Takie cierpnięcia, to mogą być ze stresu, a stawiam landrynki przeciwko dolarom, że denerwujesz się wyjazdem i całą tą sytuacją...
Ale będzie dobrze, zobaczysz!!! Nie ma innej opcji, musi być dobrze!!!
O operacji napiszę następnym razem i właśnie zastanawiam się, jak to zrobić w miarę łagodnie..
Halinko! babki kisielowej nie ukręciłam, bo po pierwsze primo: Misiek mi zabronił, po drugie primo: szwagierka jak zwykle napiekła ciast kilka blach, a w dodatku koleżanka przyniosła mi sernik w nagrodę, że wróciłam z Poznania w jednym kawałku...
szkoda tylko, że apetyt ciągle nieobecny...
Kasiu! jak humor dzisiaj? wyspałaś się, wypoczęłaś?
A mężowi lepiej?
Aga! Polałaś Marcela wodą? A Ciebie polali?
Mnie Misiek witkami po nogach posmyrał, coby tradycji stało się zadość..
II.
Towarzyskie życie w szpitalnych klimatach..
Zostałam zainstalowana w sali czteroosobowej, ciasnej i ciemnawej, ale za to w doborowym towarzystwie. Jedna młoda dziewczyna, wizualnie nawet apetyczna dla oka, ale non-stop wisząca na telefonie i dwie panie, mniej więcej w mojej kategorii wagowo-wiekowej. No, akurat pani o leśnym nazwisku, dla uproszczenia nazwijmy ją Grzybek wyróżniała się posturą sztangisty, taka mniej więcej grzmot niewiasta w klasycznym wydaniu. Wszystkiego miała w zdecydowanym nadmiarze, i wzrostu, i ciała, że o gromkim głosie nie wspomnę. Poza tym dawno nie spotkałam osoby tak ciekawej świata i ludzi, i od razu organoleptycznie poczułam na własnej anatomii, co znaczy zachłanna wścibskość granicząca z patologiczną wręcz ciekawością. Już na dzień dobry pani Grzybek zasypała mnie lawiną pytań; skąd jestem, co mi dolega, jak długo jechałam, gdzie są te Kaszuby, kto mnie operował i dlaczego tyle razy, po co mi taka walizka, czy jestem mężatką, co robi mój małż, gdzie pracuje etc. A wszystko przy akompaniamencie głośnego chrapania pani Krysi i oscylującego w górnych rejestrach wysokiego C młodej fanki telefonii komórkowej. Ledwo zdążyłam ogarnąć się jako tako i wspomóc tabletką przeciwbólową, a już pan doktor o uroczym imieniu Alfred zaprosił mnie do gabinetu na urocze tete a tete celem uzupełnienia medycznych luk w moim zdrowotnym CV. Przy okazji dowiedziałam się, że ostatnia nasza awantura na trwale zapisała mnie w jego (nie)wdzięcznej pamięci, a szczególnie telefon Misia, który o 4 rano zażądał relacji z mojej operacji, z czego pan doktor Alfred wysnuł, jakże słuszny wniosek, że z Kaszubami lepiej nie zadzierać. Pomny tej nauczki tym razem tylko raz podniósł głos, a i to nie na mnie tylko na pielęgniarkę, która wpadła do gabinetu bez pukania, a wypadła jeszcze szybciej pogoniona ostrym Alfredowym „won mi stąd!”. I tak, w atmosferze wzajemnego zrozumienia odwaliliśmy dość pobieżnie służbowo-medyczne obowiązki, bo mnie łeb z bólu pękał coraz bardziej, co w znacznej mierze zaczęło rzutować również na samopoczucie doktora. Sobie zadysponował kawę, mnie szprycę w zadek i wszyscy byli zadowoleni. Poza panią Grzybek, która, gdy tylko pojawiłam się na sali bez chwili zwłoki kontynuowała zdobywanie wiedzy na mój temat, tym razem wsparta przez panią Krysię, która po wzmacniającej drzemce pełna była zarówno wigoru, jak i ciekawości. Niestety, zawiodłam ich nadzieje i w krótkich żołnierskich słowach ucięłam wszelkie spekulacje, co towarzyskich pogwarek i wymiany chorobowych doświadczeń. Z westchnieniem ulgi uwaliłam się na szpitalnym wyrku z gracją wypinając zadek na zawiedzione sąsiadki. Nie zrażone tym panie kontynuowały ploteczki nad moją głową, a że pani Krysia była ciut przygłucha, a pani Grzybek dysponowała głosem dworcowego megafonu, więc hałas był jak nie przymierzając w rumuńskiej rodzinie. Zawsze powtarzam, że w szpitalnym niezbędniku zaraz za wielofunkcyjnym scyzorykiem i latarką powinny znajdować się stopery do uszu! I tym razem poratowały mnie na tyle skutecznie, że nawet zdrzemnęłam się ociupinkę. Ale wszystko, co dobre szybko się kończy i do pani Krysi w odwiedziny przyszły kumy wraz z mężami. Sześć dorosłych osób dorodnej tuszy obległo jej łóżko z każdej możliwej strony strącając przy okazji parę rzeczy z szafek i waląc torbami po głowie. A kiedy jedna z tych osób prawie usiadła mi na twarzy normalnie nie zdzierżyłam! Nie dość, że sala mała i nie ma czym oddychać, bo panie brzydziły się świeżego powietrza, nie dość że cała pielgrzymka do jednej osoby przyszła, to jeszcze wszyscy mówili jednocześnie i zachowywali się tak, jakby pani Krysia była jedyną chorą w tym szpitalu. Moja grzeczna uwaga, że pani Krysia jest osobą chodzącą i taką ilość gości może podjąć w szpitalnym barku, ewentualnie na końcu korytarza, gdzie są krzesła i nawet mały stół została skwitowana oburzonym pomrukiem niezadowolenia połowy Krysinych gości, a druga połowa naskoczyła na mnie, jak na burą sukę, że co ja sobie myślę i jakim prawem zgłaszam podobne uwagi. I kto ja w ogóle jestem żeby tak się rządzić w państwowym szpitalu??? Z koniem kopała się nie będę, a tym bardziej z bandą rozwścieczonych kumotrów, ale odpuścić też nie zamierzałam. Niemrawo wdziałam bamboszki i poszłam wprost do gabinetu lekarza dyżurnego, którym jak raz okazał się być doktor Alfred, a trzeba wam wiedzieć, że jest to człowiek nad wyraz wybuchowy i ogólnie rzecz biorąc mało przyjemny w bezpośrednich kontaktach. Wiem, co mówię, bo przez ostatnie sześć lat nie raz i nie dwa noże między nami latały i soczyste awantury trzęsły oddziałowym klepiskiem zanim wspólnymi siłami ukręciliśmy grubą linę wzajemnie złośliwej sympatii. Toteż, gdy stanęłam na progu gabinetu pan doktor nawet nie zdziwił się zbytnio i zaprosił do środka.
- Och, panie doktorze nie będę panu przeszkadzać, chciałam tylko poinformować, że wypisuję się na własne żądanie i oczywiście złożę tam gdzie trzeba stosowne doniesienie, że ta, ponoć renomowana klinika nie jest wstanie zapewnić pacjentom podstawowych warunków bezpieczeństwa i prawa do spokoju, więc bardzo proszę o szybkie przygotowanie moich dokumentów, to jeszcze zdążę na pociąg…
- Co się stało??!! – doktorowi aż wąsy dęba stanęły – co pani do łba znowu strzeliło??!!
- Mnie? Niech pan idzie na czwórkę i sam zobaczy…
Nie minęło i pięć minut, jak doktor Alfredzik zaprowadził porządek z gośćmi pani Krysi, a przy okazji z panią Grzybek, która chwilowo pozbawiona towarzystwa sąsiadki postanowiła zrobić użytek ze swojego radia słuchając wiadomości na pełen regulator. Nawet pielęgniarkom oberwało się rykoszetem, że pozwalają tabunom obcych ludzi włazić na oddział bez żadnej kontroli, bo okazało się, że więcej jest odwiedzających niż chorych na salach.
Być może wyszłam na świnię nieużytą i jednostkę antyspołeczną, ale szczerze wam powiem – mam to głęboko w dupie! Jeżeli ktoś nie liczy się ze mną, to z jakiej racji ja mam liczyć się z nim? W szpitalu z reguły leżą ludzie chorzy, w nie najlepszej kondycji fizyczno-psychicznej i odrobina spokoju należy się im, jak psu pełna micha i nic mnie tak nie wkurza, jak stada odwiedzających, którzy wizytę w szpitalu traktują, jak swego rodzaju odskocznie dnia codziennego mającą uładzić sumienie dobrego chrześcijanina. Byłem, odwiedziłem nawet pomarańcze przyniosłem, więc jestem dobrym człowiekiem! Brawo ja! No i będzie o czym plotkować z kumami….
cdn..
Cieszę się, że czujesz się odrobinę lepiej i obyś jak najszybciej doszła do zdrowia!
To już w środę jedziesz z Emi?? Będę trzymała kciuki!
Takie cierpnięcia, to mogą być ze stresu, a stawiam landrynki przeciwko dolarom, że denerwujesz się wyjazdem i całą tą sytuacją...
Ale będzie dobrze, zobaczysz!!! Nie ma innej opcji, musi być dobrze!!!
O operacji napiszę następnym razem i właśnie zastanawiam się, jak to zrobić w miarę łagodnie..
Halinko! babki kisielowej nie ukręciłam, bo po pierwsze primo: Misiek mi zabronił, po drugie primo: szwagierka jak zwykle napiekła ciast kilka blach, a w dodatku koleżanka przyniosła mi sernik w nagrodę, że wróciłam z Poznania w jednym kawałku...
szkoda tylko, że apetyt ciągle nieobecny...
Kasiu! jak humor dzisiaj? wyspałaś się, wypoczęłaś?
A mężowi lepiej?
Aga! Polałaś Marcela wodą? A Ciebie polali?
Mnie Misiek witkami po nogach posmyrał, coby tradycji stało się zadość..
II.
Towarzyskie życie w szpitalnych klimatach..
Zostałam zainstalowana w sali czteroosobowej, ciasnej i ciemnawej, ale za to w doborowym towarzystwie. Jedna młoda dziewczyna, wizualnie nawet apetyczna dla oka, ale non-stop wisząca na telefonie i dwie panie, mniej więcej w mojej kategorii wagowo-wiekowej. No, akurat pani o leśnym nazwisku, dla uproszczenia nazwijmy ją Grzybek wyróżniała się posturą sztangisty, taka mniej więcej grzmot niewiasta w klasycznym wydaniu. Wszystkiego miała w zdecydowanym nadmiarze, i wzrostu, i ciała, że o gromkim głosie nie wspomnę. Poza tym dawno nie spotkałam osoby tak ciekawej świata i ludzi, i od razu organoleptycznie poczułam na własnej anatomii, co znaczy zachłanna wścibskość granicząca z patologiczną wręcz ciekawością. Już na dzień dobry pani Grzybek zasypała mnie lawiną pytań; skąd jestem, co mi dolega, jak długo jechałam, gdzie są te Kaszuby, kto mnie operował i dlaczego tyle razy, po co mi taka walizka, czy jestem mężatką, co robi mój małż, gdzie pracuje etc. A wszystko przy akompaniamencie głośnego chrapania pani Krysi i oscylującego w górnych rejestrach wysokiego C młodej fanki telefonii komórkowej. Ledwo zdążyłam ogarnąć się jako tako i wspomóc tabletką przeciwbólową, a już pan doktor o uroczym imieniu Alfred zaprosił mnie do gabinetu na urocze tete a tete celem uzupełnienia medycznych luk w moim zdrowotnym CV. Przy okazji dowiedziałam się, że ostatnia nasza awantura na trwale zapisała mnie w jego (nie)wdzięcznej pamięci, a szczególnie telefon Misia, który o 4 rano zażądał relacji z mojej operacji, z czego pan doktor Alfred wysnuł, jakże słuszny wniosek, że z Kaszubami lepiej nie zadzierać. Pomny tej nauczki tym razem tylko raz podniósł głos, a i to nie na mnie tylko na pielęgniarkę, która wpadła do gabinetu bez pukania, a wypadła jeszcze szybciej pogoniona ostrym Alfredowym „won mi stąd!”. I tak, w atmosferze wzajemnego zrozumienia odwaliliśmy dość pobieżnie służbowo-medyczne obowiązki, bo mnie łeb z bólu pękał coraz bardziej, co w znacznej mierze zaczęło rzutować również na samopoczucie doktora. Sobie zadysponował kawę, mnie szprycę w zadek i wszyscy byli zadowoleni. Poza panią Grzybek, która, gdy tylko pojawiłam się na sali bez chwili zwłoki kontynuowała zdobywanie wiedzy na mój temat, tym razem wsparta przez panią Krysię, która po wzmacniającej drzemce pełna była zarówno wigoru, jak i ciekawości. Niestety, zawiodłam ich nadzieje i w krótkich żołnierskich słowach ucięłam wszelkie spekulacje, co towarzyskich pogwarek i wymiany chorobowych doświadczeń. Z westchnieniem ulgi uwaliłam się na szpitalnym wyrku z gracją wypinając zadek na zawiedzione sąsiadki. Nie zrażone tym panie kontynuowały ploteczki nad moją głową, a że pani Krysia była ciut przygłucha, a pani Grzybek dysponowała głosem dworcowego megafonu, więc hałas był jak nie przymierzając w rumuńskiej rodzinie. Zawsze powtarzam, że w szpitalnym niezbędniku zaraz za wielofunkcyjnym scyzorykiem i latarką powinny znajdować się stopery do uszu! I tym razem poratowały mnie na tyle skutecznie, że nawet zdrzemnęłam się ociupinkę. Ale wszystko, co dobre szybko się kończy i do pani Krysi w odwiedziny przyszły kumy wraz z mężami. Sześć dorosłych osób dorodnej tuszy obległo jej łóżko z każdej możliwej strony strącając przy okazji parę rzeczy z szafek i waląc torbami po głowie. A kiedy jedna z tych osób prawie usiadła mi na twarzy normalnie nie zdzierżyłam! Nie dość, że sala mała i nie ma czym oddychać, bo panie brzydziły się świeżego powietrza, nie dość że cała pielgrzymka do jednej osoby przyszła, to jeszcze wszyscy mówili jednocześnie i zachowywali się tak, jakby pani Krysia była jedyną chorą w tym szpitalu. Moja grzeczna uwaga, że pani Krysia jest osobą chodzącą i taką ilość gości może podjąć w szpitalnym barku, ewentualnie na końcu korytarza, gdzie są krzesła i nawet mały stół została skwitowana oburzonym pomrukiem niezadowolenia połowy Krysinych gości, a druga połowa naskoczyła na mnie, jak na burą sukę, że co ja sobie myślę i jakim prawem zgłaszam podobne uwagi. I kto ja w ogóle jestem żeby tak się rządzić w państwowym szpitalu??? Z koniem kopała się nie będę, a tym bardziej z bandą rozwścieczonych kumotrów, ale odpuścić też nie zamierzałam. Niemrawo wdziałam bamboszki i poszłam wprost do gabinetu lekarza dyżurnego, którym jak raz okazał się być doktor Alfred, a trzeba wam wiedzieć, że jest to człowiek nad wyraz wybuchowy i ogólnie rzecz biorąc mało przyjemny w bezpośrednich kontaktach. Wiem, co mówię, bo przez ostatnie sześć lat nie raz i nie dwa noże między nami latały i soczyste awantury trzęsły oddziałowym klepiskiem zanim wspólnymi siłami ukręciliśmy grubą linę wzajemnie złośliwej sympatii. Toteż, gdy stanęłam na progu gabinetu pan doktor nawet nie zdziwił się zbytnio i zaprosił do środka.
- Och, panie doktorze nie będę panu przeszkadzać, chciałam tylko poinformować, że wypisuję się na własne żądanie i oczywiście złożę tam gdzie trzeba stosowne doniesienie, że ta, ponoć renomowana klinika nie jest wstanie zapewnić pacjentom podstawowych warunków bezpieczeństwa i prawa do spokoju, więc bardzo proszę o szybkie przygotowanie moich dokumentów, to jeszcze zdążę na pociąg…
- Co się stało??!! – doktorowi aż wąsy dęba stanęły – co pani do łba znowu strzeliło??!!
- Mnie? Niech pan idzie na czwórkę i sam zobaczy…
Nie minęło i pięć minut, jak doktor Alfredzik zaprowadził porządek z gośćmi pani Krysi, a przy okazji z panią Grzybek, która chwilowo pozbawiona towarzystwa sąsiadki postanowiła zrobić użytek ze swojego radia słuchając wiadomości na pełen regulator. Nawet pielęgniarkom oberwało się rykoszetem, że pozwalają tabunom obcych ludzi włazić na oddział bez żadnej kontroli, bo okazało się, że więcej jest odwiedzających niż chorych na salach.
Być może wyszłam na świnię nieużytą i jednostkę antyspołeczną, ale szczerze wam powiem – mam to głęboko w dupie! Jeżeli ktoś nie liczy się ze mną, to z jakiej racji ja mam liczyć się z nim? W szpitalu z reguły leżą ludzie chorzy, w nie najlepszej kondycji fizyczno-psychicznej i odrobina spokoju należy się im, jak psu pełna micha i nic mnie tak nie wkurza, jak stada odwiedzających, którzy wizytę w szpitalu traktują, jak swego rodzaju odskocznie dnia codziennego mającą uładzić sumienie dobrego chrześcijanina. Byłem, odwiedziłem nawet pomarańcze przyniosłem, więc jestem dobrym człowiekiem! Brawo ja! No i będzie o czym plotkować z kumami….
cdn..

Wiosna, wiosna! Wiosna, ach to ty!
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Hejka
Wróciliśmy z kościoła, Zajączek rozdawał dzieciom czekolady a Kurczaczek rózgą po nogach "bił"
Kurcze, jak bolało przez rajstopy....
Wstawiłam obiadek i mam chwilkę dla Was
Marcel wodą nas polał, nawet ja jego raz niespodziewanie, kupiłam mu pistolet więc miał zabawę ale nie za dużo.
Ja wiedziałam, że jak Wam powiem o mamie to zaraz będziecie pisać że to znak, że może się pogodzimy....
Specjalnie na końcu napisałam, że to niczego nie zmienia, że to tylko spotkanie i nic więcej.
Ani ja nie zamierzam żadnych kroków teraz czynić ani mama podejrzewam też nie....
Czułam zupełną obojętność patrzenia na tą kobietę, zupełnie jak na obcą.... Dość już wypłakałam łez i moja psychika nastawiła się na nią tak a nie inaczej. Ja w każdym mąć razie nigdy już nie wykonam pierwszego (którego to z kolei) kroku. Mowy nie ma. I niech żadna się nawet nie ośmieli pisać że teraz mam okazję itp bo się obrażę. Nie chcę i koniec tematu.
Tamirko, BRAWO TY!!!!
Masz rację, bardzo dobrze postąpiłaś z gośćmi, no co to za tupet żeby całą pielgrzymką iść w odwiedziny i jeszcze tak się zachowywać. No nikt by tego nie wytrzymał.
A ta wścibskość i ciekawość to masz teraz obraz mojego teścia, identycznie by było gdybyś powiedzmy przyjechała do mnie w odwiedziny.
Jak kogoś nowego pozna to nawet wypyta na co umarli Twoi dziadkowie.
Halinko, to dzisiaj masz gości
I to jakich
A widzisz, jednak jak się wnusię widzi rzadko to bardziej się jej wyczekuje niż tych wnuków których ma się blisko, choć kocha się wszystkie jednakowo 
A jak tam dzisiaj Ula i pozostałe wnuki? Lepiej im?
Aguś, no antybiotyk działa już pomału i teraz już z każdym dniem będzie coraz lepiej....
No nerwy w związku z wyjazdem to masz na pewno..... nawet Ci nie będę pisała że wszystko będzie dobrze bo my to wszystkie wiemy:)
A jajka przecudne!!!!! Zdolniacha jesteś
Kasiu, zaraz wejdę na fb, zapiszę Twoje zdjecia i wstawię.
Dobrze mężowi powiedziałaś, jak się coś nie podoba to niech szykuje sam....
Gosiu, muszę Ci powiedzieć, że widziałam zdjęcia ze spacerku no i tam widzę że w blondzie bardzo Ci do twarzy!!!!!!
Po prostu to zdjęcie rozjaśniłaś i dlatego byłaś taka blada a tamte już "normalne" i zupełnie inaczej wyglądasz!!! No i teraz mi się podoba

Wróciliśmy z kościoła, Zajączek rozdawał dzieciom czekolady a Kurczaczek rózgą po nogach "bił"
Kurcze, jak bolało przez rajstopy....
Wstawiłam obiadek i mam chwilkę dla Was
Marcel wodą nas polał, nawet ja jego raz niespodziewanie, kupiłam mu pistolet więc miał zabawę ale nie za dużo.
Ja wiedziałam, że jak Wam powiem o mamie to zaraz będziecie pisać że to znak, że może się pogodzimy....
Specjalnie na końcu napisałam, że to niczego nie zmienia, że to tylko spotkanie i nic więcej.
Ani ja nie zamierzam żadnych kroków teraz czynić ani mama podejrzewam też nie....
Czułam zupełną obojętność patrzenia na tą kobietę, zupełnie jak na obcą.... Dość już wypłakałam łez i moja psychika nastawiła się na nią tak a nie inaczej. Ja w każdym mąć razie nigdy już nie wykonam pierwszego (którego to z kolei) kroku. Mowy nie ma. I niech żadna się nawet nie ośmieli pisać że teraz mam okazję itp bo się obrażę. Nie chcę i koniec tematu.
Tamirko, BRAWO TY!!!!
Masz rację, bardzo dobrze postąpiłaś z gośćmi, no co to za tupet żeby całą pielgrzymką iść w odwiedziny i jeszcze tak się zachowywać. No nikt by tego nie wytrzymał.
A ta wścibskość i ciekawość to masz teraz obraz mojego teścia, identycznie by było gdybyś powiedzmy przyjechała do mnie w odwiedziny.
Jak kogoś nowego pozna to nawet wypyta na co umarli Twoi dziadkowie.
Halinko, to dzisiaj masz gości
A jak tam dzisiaj Ula i pozostałe wnuki? Lepiej im?
Aguś, no antybiotyk działa już pomału i teraz już z każdym dniem będzie coraz lepiej....
No nerwy w związku z wyjazdem to masz na pewno..... nawet Ci nie będę pisała że wszystko będzie dobrze bo my to wszystkie wiemy:)
A jajka przecudne!!!!! Zdolniacha jesteś
Kasiu, zaraz wejdę na fb, zapiszę Twoje zdjecia i wstawię.
Dobrze mężowi powiedziałaś, jak się coś nie podoba to niech szykuje sam....
Gosiu, muszę Ci powiedzieć, że widziałam zdjęcia ze spacerku no i tam widzę że w blondzie bardzo Ci do twarzy!!!!!!
Po prostu to zdjęcie rozjaśniłaś i dlatego byłaś taka blada a tamte już "normalne" i zupełnie inaczej wyglądasz!!! No i teraz mi się podoba
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Witajcie Kochane Babeczki moje w Lany Poniedziałek !!!
i tak z serca w każda Was ;

Saszka - piękne te pisanki Twoje, Ty masz talent kochana!!! Zastanawiałaś się żeby to COŚ co masz jakoś wykorzystać i zarabiać na tym ?
Jak tam w ogóle nastrój przed szpitalem? Będzie wszystko dobrze, my tu będziemy trzymać mocno kciuki.
Tamirko - moja imienniczko
Uwielbiam Cię czytać. Weź no napisz jaką książkę
Chętnie nabędę i jeszcze o autograf poproszę.
Bardzo dobrze zrobiłaś, ja też nie lubię/nie lubiłam tych pielgrzymek odwiedzających, tu człowiek chce odpocząć, źle się czuje [ no kurde, dziwne, nie? że w szpitalu to chorzy leżą ... no dziwne!!!!].
Agnieszko - dziękuję
Tamto może faktycznie ciut za jasne zdjęcie,, specjalnie w sumie bo mi polika płonęły wtedy ... Od czasu do czasu tak mam, i wtedy przerabiam zdjęcie, żeby nie było widać.
Według Twojej prośby nic o spotkaniu z Mamą nie napiszę.
Święta, święta ... i w sumie po świętach ...
Dzisiaj po Mszy jak wychodziłyśmy z kościoła zostałyśmy "napadnięte" przez księdza Sławka [ on dzieci do Komunii prowadzi
]wodą z pistoletu na wodę
Fajne pomysły ma ten Ksiądz, dzięki temu więcej dzieci "ściąga" do Kościoła
Wczoraj byliśmy u Teścia, na spacerku, posiedzieliśmy, kawka, herbatka, potem jeszcze raz spacerek
A dzisiaj nie wiem jakie plany, chyba żadne .... Może spacer, a może posiedzimy w domku. Bo mi się marzy NIC NIE ROBIENIE
Idę ogarnąć obiadek
Buziaczki!
i tak z serca w każda Was ;
Saszka - piękne te pisanki Twoje, Ty masz talent kochana!!! Zastanawiałaś się żeby to COŚ co masz jakoś wykorzystać i zarabiać na tym ?
Jak tam w ogóle nastrój przed szpitalem? Będzie wszystko dobrze, my tu będziemy trzymać mocno kciuki.
Tamirko - moja imienniczko
Bardzo dobrze zrobiłaś, ja też nie lubię/nie lubiłam tych pielgrzymek odwiedzających, tu człowiek chce odpocząć, źle się czuje [ no kurde, dziwne, nie? że w szpitalu to chorzy leżą ... no dziwne!!!!].
Agnieszko - dziękuję
Według Twojej prośby nic o spotkaniu z Mamą nie napiszę.
Święta, święta ... i w sumie po świętach ...
Dzisiaj po Mszy jak wychodziłyśmy z kościoła zostałyśmy "napadnięte" przez księdza Sławka [ on dzieci do Komunii prowadzi
Fajne pomysły ma ten Ksiądz, dzięki temu więcej dzieci "ściąga" do Kościoła
Wczoraj byliśmy u Teścia, na spacerku, posiedzieliśmy, kawka, herbatka, potem jeszcze raz spacerek
A dzisiaj nie wiem jakie plany, chyba żadne .... Może spacer, a może posiedzimy w domku. Bo mi się marzy NIC NIE ROBIENIE
Idę ogarnąć obiadek
Buziaczki!
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Gosia nastroj przed sredni, boje sie co bedzie i jak bedzie..
A co do mojego niby talentu nie nigdy nie myslalam by cos z tym robic
A ty ze swoim? bo piekne dziela robisz
Agus przykro mi ze masz takie relacje z mama...
Czasem zycie sie tak uklada i juz...
tamirka
Myslisz ze to od stresu? hym..moze wkoncu go za duzo ostatnio
a moze tez byyc od tego dysku?
a nic to , piernicze wszystko .
no w srode jedziemy na 10:30 mamy wiec kciuki prosze...
Bylismy na spacerku w lesie z ksieciuniem , wybiegal sie
bosz jak cudownie sie czuc w miare ok
)) wspanialosc:))))))
I dobrze zrobilas, trza walczyc o swoje.
Ja sie wkurzylam dzis na sasiada
Zlapalam go na tym jak szedl do piwnicy fajke palic ( wybaczcie mi te z was co pala )
i pytam, czemu tam a nie na ganek? pozniej calusia klatka smierdzi i ja to musze wdychac
a jak kropelki wody latem z podlanego kwiatka spadly mu na parapet to rano o 7 zrobil mi awanture:)))
eh ...
A co do mojego niby talentu nie nigdy nie myslalam by cos z tym robic
A ty ze swoim? bo piekne dziela robisz
Agus przykro mi ze masz takie relacje z mama...
Czasem zycie sie tak uklada i juz...
tamirka
Myslisz ze to od stresu? hym..moze wkoncu go za duzo ostatnio
a moze tez byyc od tego dysku?
a nic to , piernicze wszystko .
no w srode jedziemy na 10:30 mamy wiec kciuki prosze...
Bylismy na spacerku w lesie z ksieciuniem , wybiegal sie
bosz jak cudownie sie czuc w miare ok
I dobrze zrobilas, trza walczyc o swoje.
Ja sie wkurzylam dzis na sasiada
Zlapalam go na tym jak szedl do piwnicy fajke palic ( wybaczcie mi te z was co pala )
i pytam, czemu tam a nie na ganek? pozniej calusia klatka smierdzi i ja to musze wdychac
a jak kropelki wody latem z podlanego kwiatka spadly mu na parapet to rano o 7 zrobil mi awanture:)))
eh ...
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Wy to zdolniachy jesteście, może i ja dołączę jak już dostanę mój zestaw do qullingu i otworzymy wspólny sklepik
A Tamirka będzie opisywała nasze dzieła żeby lepiej zareklamować 
U nas ksiądz wymyślił, że o 13 na placu koło gminy, spotykają się wszyscy, którzy chcą się lać wodą. Mają przynieść jajka na wodę, pistolety i inne cuda, oprócz wiader, misek i czegokolwiek w co można nalać dużą ilość wody. I będą się wzajemnie polewać, wszystko pod kontrolą.
No i super, chcą to niech się wzajemnie leją a nie ludzi idących do kościoła.
Ale i tak widzę że ta tradycja ciut zanika.
Jak byłam dzieckiem to w drugie Święto nawet do kościoła nie chodziliśmy bo mowy nie było aby dojść na sucho. Sami patrzyliśmy jak z bloków spuszczali na ludzi woreczki z wodą.
Kiedyś już po południu jechaliśmy do babci i gdy autobus stał na przystanku i już wszyscy wsiedli to podbiegli chłopacy i wiadrem oblali babkę stojącą koło drzwi. No wszyscy byli oburzeni. Niech się gówniarze polewają między sobą a nie starszych ludzi i to jeszcze w autobusie.
A teraz na spokojnie... i jedno szczęście....
U nas ksiądz wymyślił, że o 13 na placu koło gminy, spotykają się wszyscy, którzy chcą się lać wodą. Mają przynieść jajka na wodę, pistolety i inne cuda, oprócz wiader, misek i czegokolwiek w co można nalać dużą ilość wody. I będą się wzajemnie polewać, wszystko pod kontrolą.
No i super, chcą to niech się wzajemnie leją a nie ludzi idących do kościoła.
Ale i tak widzę że ta tradycja ciut zanika.
Jak byłam dzieckiem to w drugie Święto nawet do kościoła nie chodziliśmy bo mowy nie było aby dojść na sucho. Sami patrzyliśmy jak z bloków spuszczali na ludzi woreczki z wodą.
Kiedyś już po południu jechaliśmy do babci i gdy autobus stał na przystanku i już wszyscy wsiedli to podbiegli chłopacy i wiadrem oblali babkę stojącą koło drzwi. No wszyscy byli oburzeni. Niech się gówniarze polewają między sobą a nie starszych ludzi i to jeszcze w autobusie.
A teraz na spokojnie... i jedno szczęście....
- chochlik70
- Super Gaduła
- Posty: 1465
- Rejestracja: czw paź 03, 2013 7:29 pm
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Hejka
U mnie jest pięknie i słonecznie.
Śmingus-dyngus zorganizowany jest jak co roku nad zalewem,wiadra i inny sprzęt mile widziany.
I to jest ok idziesz i wiesz na co się decydujesz,a lanie ludzi na mieście,wlewanie wody do wózków jak dla mnie powinno być karalne nic z tradycji to nie jest.
Mężowi niestety ciut lepiej
Halinko jak wygląda u CIebie,zdrowieją???
Sasza zdolniacha z Ciebie,aż mogłupio takie jesteście wszystkie utalentowane.
Aga a zamówiłaś ten zestaw????
Nie nie zamierzam Cię na nic namawiać,masz swoje racje druga strona pewnie swoje i ok.
Jednego czego nie rozumiem to dlaczego sama zrezygnowała z kontaktu z wnukiem.No ale to ona by musiała odpowiedzieć.
Co to za kurczaczek???cóż za zwyczaj???wszak boże rany były w piątek
Tamirko ja jak leżałam w szpitalu zaleciłam zakaz odwiedzin,ku rozpaczy rodziny,mąż mi donosił co trzeba po 30 min miałam serdecznie dość jego marudzenia i też wysylałam do domu.
A już odwiedziny na salachpo porodzie to już w ogóle tragedia,
Urodziłam Julię,po cc zawieźli mnie na salę,którą dzieliłam z młodą mamą skąd inąd bardzo fajną.
Skulneli mnie na łóżko tu cewnik,do jednej ręki kroplówka,do drugiej to samo,nie muszę mówić że ruszyć się nie idzie bo znieczulenie działa
A tu suprajs do sąsiadki odwiedziny,wyobraźcie sobie jak ja sięczuła w koło woreczki plama krwirosnąca na prześcieradle,zsuwająca się kołdra której nijak nie idzie poprawić no tragedia
Tamirko zazdroszczę asertywności
U mnie jest pięknie i słonecznie.
Śmingus-dyngus zorganizowany jest jak co roku nad zalewem,wiadra i inny sprzęt mile widziany.
I to jest ok idziesz i wiesz na co się decydujesz,a lanie ludzi na mieście,wlewanie wody do wózków jak dla mnie powinno być karalne nic z tradycji to nie jest.
Mężowi niestety ciut lepiej
Halinko jak wygląda u CIebie,zdrowieją???
Sasza zdolniacha z Ciebie,aż mogłupio takie jesteście wszystkie utalentowane.
Aga a zamówiłaś ten zestaw????
Nie nie zamierzam Cię na nic namawiać,masz swoje racje druga strona pewnie swoje i ok.
Jednego czego nie rozumiem to dlaczego sama zrezygnowała z kontaktu z wnukiem.No ale to ona by musiała odpowiedzieć.
Co to za kurczaczek???cóż za zwyczaj???wszak boże rany były w piątek
Tamirko ja jak leżałam w szpitalu zaleciłam zakaz odwiedzin,ku rozpaczy rodziny,mąż mi donosił co trzeba po 30 min miałam serdecznie dość jego marudzenia i też wysylałam do domu.
A już odwiedziny na salachpo porodzie to już w ogóle tragedia,
Urodziłam Julię,po cc zawieźli mnie na salę,którą dzieliłam z młodą mamą skąd inąd bardzo fajną.
Skulneli mnie na łóżko tu cewnik,do jednej ręki kroplówka,do drugiej to samo,nie muszę mówić że ruszyć się nie idzie bo znieczulenie działa
A tu suprajs do sąsiadki odwiedziny,wyobraźcie sobie jak ja sięczuła w koło woreczki plama krwirosnąca na prześcieradle,zsuwająca się kołdra której nijak nie idzie poprawić no tragedia
Tamirko zazdroszczę asertywności
Sarkazm mym ojcem,ironia mą matką.Z mym charakterem nie ma tak gładko
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
E tam, ja tam zdolności mam marne.
Kasiu - ja akurat byłab wdzięczna, że P mógł u mnie być po CC ... i jakoś znosiłam obcecność męża drugiej dziewczyny na sali ...
Ale faktycznie większą ilość chyba bym nie zniosła.
Zmarł Jan Kaczkowski, mój ulubiony ksiądz
["]
smutno ...
Kasiu - ja akurat byłab wdzięczna, że P mógł u mnie być po CC ... i jakoś znosiłam obcecność męża drugiej dziewczyny na sali ...
Ale faktycznie większą ilość chyba bym nie zniosła.
Zmarł Jan Kaczkowski, mój ulubiony ksiądz
["]
smutno ...
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Kasia, jeszcze zestawu nie zamówiłam, chociaż dzisiaj już "włożyłam" do koszyka na allegro.
Bo tak się zgadałam z sąsiadką że złoży się ze mną. Do tego dołożyłam sobie tak zwany grzebień a bo jednak co profesjonalne to profesjonalne.
Zestaw wyszedł ok 65zł ale już będzie wszystko jak na początek i w tym 5300 pasków.
Potem będę sobie dokupować paski, kleje i takie napisy np Serdeczne życzenia czy Wszystkiego najlepszego, ale to jak będę już miała wprawę i będę robiła kartki.
Co do mamy to mnie już nikt do niczego nie namówi. Wchodziłam drzwiami, wyrzucała mnie, wchodziłam oknem, wyrzucała, wchodziłam kominem - wyrzucała, oczywiście przysłowiowo..... Nie chcę więcej robić sobie nadziei i potem cierpieć.
Niby wszystko po mnie spływa, niby taka obojętna byłam, a dziś jakaś nerwowa jestem i sobie myślę że to jednak przez to spotkanie, jakoś moja psychika jednak zareagowała na nią. Nie chcę sobie pozwolić abym znów cierpiała, ach, niepotrzebne było to spotkanie..... Niepotrzebnie ją spotkałam i teraz coś się we mnie dzieje, taka złość....
Nawet teściowa wypytywała Marcela gdzie byliśmy i czy wujek był ale Marcel nic o mamie nie wspominał. Ja też nie.... Nie chcę tych pytań, tych komentarzy....
Co do szpitala to ja miałam super warunki bo w ogóle nie było mowy żeby ktoś wszedł na oddział noworodkowy. Wejście na oddział było oszklone, przed szybą były stoliki i krzesełka, mama podjeżdżała tym wózeczkiem-łóżeczkiem do szyby, rodzina mogła popatrzeć na dziecko a mama mogła wyjść do rodziny. To znaczy mówię o naturalnych porodach, nie wiem jak to było dla cesarek.
No ale nawet jak my jeździmy do kogoś do szpitala (np jak teść był) to dosłownie na 5-10 minut i do widzenia. Nie rozumiem tych co sobie urządzają wizyty długie i głośne, przecież w szpitalu leżą ludzie chorzy, cierpiący, to nie wczasy....
Bo tak się zgadałam z sąsiadką że złoży się ze mną. Do tego dołożyłam sobie tak zwany grzebień a bo jednak co profesjonalne to profesjonalne.
Zestaw wyszedł ok 65zł ale już będzie wszystko jak na początek i w tym 5300 pasków.
Potem będę sobie dokupować paski, kleje i takie napisy np Serdeczne życzenia czy Wszystkiego najlepszego, ale to jak będę już miała wprawę i będę robiła kartki.
Co do mamy to mnie już nikt do niczego nie namówi. Wchodziłam drzwiami, wyrzucała mnie, wchodziłam oknem, wyrzucała, wchodziłam kominem - wyrzucała, oczywiście przysłowiowo..... Nie chcę więcej robić sobie nadziei i potem cierpieć.
Niby wszystko po mnie spływa, niby taka obojętna byłam, a dziś jakaś nerwowa jestem i sobie myślę że to jednak przez to spotkanie, jakoś moja psychika jednak zareagowała na nią. Nie chcę sobie pozwolić abym znów cierpiała, ach, niepotrzebne było to spotkanie..... Niepotrzebnie ją spotkałam i teraz coś się we mnie dzieje, taka złość....
Nawet teściowa wypytywała Marcela gdzie byliśmy i czy wujek był ale Marcel nic o mamie nie wspominał. Ja też nie.... Nie chcę tych pytań, tych komentarzy....
Co do szpitala to ja miałam super warunki bo w ogóle nie było mowy żeby ktoś wszedł na oddział noworodkowy. Wejście na oddział było oszklone, przed szybą były stoliki i krzesełka, mama podjeżdżała tym wózeczkiem-łóżeczkiem do szyby, rodzina mogła popatrzeć na dziecko a mama mogła wyjść do rodziny. To znaczy mówię o naturalnych porodach, nie wiem jak to było dla cesarek.
No ale nawet jak my jeździmy do kogoś do szpitala (np jak teść był) to dosłownie na 5-10 minut i do widzenia. Nie rozumiem tych co sobie urządzają wizyty długie i głośne, przecież w szpitalu leżą ludzie chorzy, cierpiący, to nie wczasy....
- malinka 61
- Kobietka Expert
- Posty: 4233
- Rejestracja: czw paź 03, 2013 7:25 pm
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Witam
. Byłam u Uli , przyjechali do niej teściowie , brat zięcia z żoną i dziećmi
Dyngusowo to tak symbolicznie tyle co nas Adaś popsikał
tradycja zanika , kiedyś to było lanie wiadrami aż strach było gdziekolwiek wyjść, ale teraz to jest zabronione i widzę że tylko dzieci gonią z sikawkami
cieszę się że święta mijają bo człowiek objedzony po same uszy , na wagę nie wchodzę , już mnie wścieka kiedy słyszę że każdy się odchudza , liczy kalorie , a świadomie łapie za stołu co popadnie , później jęczy , ja jem puki mogę , kiedy mi smakuje , mam szwagierkę która to co chwilkę powtarza ile to przytyła , zaraz biega , pływa, jęczy , więc jej powiedziałam że ja mam inne podejście do życia , cieszę się każdą chwilką kiedy mogę przełknąć coś dobrego , zastanawiam się po diabła robi się dobroci a później jęczy
Kasiu cudowne te jedzonko które nam Agnieszka pokazała , och ten tort ,
półmisek z galaretą cudownie udekorowany aż szkoda to kroić , dobrze że mąż już ma się lepiej , u nas też wszyscy wracają do zdrowia i to mnie cieszy ,fajnie macie z tym lanym poniedziałkiem
Agnieszko , co to taki u was zwyczaj pod kościołem , kurczak bijący rózgą , oj ja bym chyba w grubych spodniach w tym dniu szła , bo rózga to tnie bardzo ,Marcel miał uciechę na tym boisku , mocno przyszedł oblany ????
Małgosiu , dobrze że już jesteś po tych przebojach szpitalnych , ja tez nie znosiłam takiego gromadzenia w szpitalu , uśmiałam sie z tego ile twój misio zje , kurcze tyle kiełbasek białych to chyba bardzo cieniutkie , my z mężem tylko po jednej kiełbasie białej , jajeczko jedno na ciepło i pół święconego , trochę szyneczki ze świecenia , ale młodzi mogą zjeść więcej , jak zniosłaś wizytę w gronie szwagierki ???
Sasza , czeka was wyjazd już w środę , nie martw się będzie dobrze .Kciuki będę trzymać .Widzę że wszędzie ma się jednego sąsiada dokuczliwego który wyznaje zasadę ja mogę a inni nie ....u nas tez jeden jest który zapala papierosa na klatce schodowej i wychodzi a smród zostaje , nawet napisali mu kartkę na drzwiach ale to na krótko podziałało , ale mam sąsiada obok ,który pali na balkonie i to też okropność
Gosiu , oj nawet ta woda z tego kubła do mnie doleciała
Kasiu cudowne te jedzonko które nam Agnieszka pokazała , och ten tort ,
Agnieszko , co to taki u was zwyczaj pod kościołem , kurczak bijący rózgą , oj ja bym chyba w grubych spodniach w tym dniu szła , bo rózga to tnie bardzo ,Marcel miał uciechę na tym boisku , mocno przyszedł oblany ????
Małgosiu , dobrze że już jesteś po tych przebojach szpitalnych , ja tez nie znosiłam takiego gromadzenia w szpitalu , uśmiałam sie z tego ile twój misio zje , kurcze tyle kiełbasek białych to chyba bardzo cieniutkie , my z mężem tylko po jednej kiełbasie białej , jajeczko jedno na ciepło i pół święconego , trochę szyneczki ze świecenia , ale młodzi mogą zjeść więcej , jak zniosłaś wizytę w gronie szwagierki ???
Sasza , czeka was wyjazd już w środę , nie martw się będzie dobrze .Kciuki będę trzymać .Widzę że wszędzie ma się jednego sąsiada dokuczliwego który wyznaje zasadę ja mogę a inni nie ....u nas tez jeden jest który zapala papierosa na klatce schodowej i wychodzi a smród zostaje , nawet napisali mu kartkę na drzwiach ale to na krótko podziałało , ale mam sąsiada obok ,który pali na balkonie i to też okropność
Gosiu , oj nawet ta woda z tego kubła do mnie doleciała
Ostatnio zmieniony pn mar 28, 2016 8:42 pm przez malinka 61, łącznie zmieniany 1 raz.
Przy podejmowaniu decyzji, nie zważaj na innych, kieruj się głosem serca i własnym instynktem...


- chochlik70
- Super Gaduła
- Posty: 1465
- Rejestracja: czw paź 03, 2013 7:29 pm
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Gosiu to też mój ulubiony ksiądz.
Nawet wczoraj o nim myślałam,bo jakiś czas temu czytałam,że pogorszył się jego stan.
[*]
Zdolna jesteś.
Mi nie tyle obecność przeszkadzała co krępowała,tym bardziej,że ta dziewczyna byla po naturalnym porodzie i śmigala a ja taka rozbabrana.
Oj Aga żal mi Ciebie ,choćby nie wiem jak się chciało nie da się emocji wyłączyć.
Nawet wczoraj o nim myślałam,bo jakiś czas temu czytałam,że pogorszył się jego stan.
[*]
Zdolna jesteś.
Mi nie tyle obecność przeszkadzała co krępowała,tym bardziej,że ta dziewczyna byla po naturalnym porodzie i śmigala a ja taka rozbabrana.
Oj Aga żal mi Ciebie ,choćby nie wiem jak się chciało nie da się emocji wyłączyć.
Sarkazm mym ojcem,ironia mą matką.Z mym charakterem nie ma tak gładko
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Kasiu,no nie da się emocji wyłączyć, oj nie da....
Jestem cała jakby od siebie, normalnie chyba jakbym sobie popłakała to by ulżyło. I na co mi to było?
Jeszcze tak widziałam jak Oliwia siedziała z nią na kanapie bo mój brat siedział na krześle obok kanapy i Oliwia taka widać zżyta z babcią, aż normalnie wiecie, taka złość we mnie siedziała. Swojego pierwszego wnuka tak odrzucić.... i jeszcze z takim tekstem do niego, że on babci nie zna..... a czyja to wina? może moja? no szlag mnie chyba trafi.
Nawet Marcel potem mówił, że on jakoś inaczej tą babcię pamiętał, że był zdziwiony że ona tak wygląda. No ja jej też nie widziałam sporo czasu, nawet nie pamiętam kiedy ostatnio i muszę przyznać że troszkę na twarzy się postarzała.... no wiadomo, że czas leci i mi też zmarszczki przybywają....
Teraz normalnie ze mnie te emocje wychodzą.....
Halinko, Marcel nie szedł na to lanie bo musiałabym go zawieźć do tej wioski obok (tam jest nasz parafialny kościół a u nas tylko filia ale do nas my nie chodzimy). No i co prawda Marcel zna tam chłopaków z drużyny ale mówi, że by pojechał gdyby ktoś z naszej wioski jechał, żeby miał sojusznika, a tak sam to nie chciał.
My właściwie nigdy nie chodziliśmy do kościoła w drugi dzień Świąt no ale przez to, że wczoraj z rana już jechaliśmy do babci to wczoraj nie byliśmy. A ten zajączek i kurczaczek to co roku są. I te baty rózgą to u nas jakby alternatywa z laniem wodą.
Kasia a jak to jest u Was z tymi ranami bożymi? Na czym to polega? U nas nie ma czegoś takiego.
Halinko, ja to na szczęście mało pojadłam, wczoraj to tylko święconkę na śniadanie i sałatkę, u babci kawałek sernika i babki, w drodze powrotnej od babci moje chłopaki były głodne, a o 16 obiadu nam się nie opłacało wstawiać więc zjedliśmy na stacji hot-doga (bardzo świąteczne danie).
Na kolację zjadłam znów trochę sałatki....
No i z tą sałatką to były przeboje bo jak nie ma miejsca w lodówce to zanosimy do werandy na okno, tam jest chłodno więc przez noc danie może stać.
I ja zamiast schować rano sałatkę gdzieś do lodówki to właściwie kazałam mężowi sprzątnąć ze stołu gdy ja szłam się szykować. Tak później sobie myślałam, że tak słońce grzeje a ta sałatka stoi na oknie w tym słońcu.....
Miała taki trochę dziwny smak, ale ja odłożyłam szynkę na bok i zjadłam. A wieczorem jak Marcel chciał to już całkiem taki zapach miała, że wylądowała u kur. Dobrze że nie zostało jej dużo.
No ale mi się udzieliło zjedzenie jej i w nocy dostałam takich skórczy jelit, że prawie pół godziny spędziłam w łazience. Myślałam, że będę miała nockę zarwaną, nawet sobie uszykowałam miskę koło łóżka gdyby i górą chciało iść. Ale na szczęście nic się już potem nie działo.... bo mało jej zjadłam....
Rano tylko jajko na twardo zjadłam i kawałek ciasta, potem trochę obiadu i teraz na kolację budyń bo chleb się skończył a jeszcze mąż dziś szedł na nockę to mu dwie kanapki zrobiłam.
No i tyle, że mojego toffi chyba ze 3 kawałki w ciągu dnia zjadłam.
I tyle jedzenia świątecznego
i bardzo dobrze 
Jestem cała jakby od siebie, normalnie chyba jakbym sobie popłakała to by ulżyło. I na co mi to było?
Jeszcze tak widziałam jak Oliwia siedziała z nią na kanapie bo mój brat siedział na krześle obok kanapy i Oliwia taka widać zżyta z babcią, aż normalnie wiecie, taka złość we mnie siedziała. Swojego pierwszego wnuka tak odrzucić.... i jeszcze z takim tekstem do niego, że on babci nie zna..... a czyja to wina? może moja? no szlag mnie chyba trafi.
Nawet Marcel potem mówił, że on jakoś inaczej tą babcię pamiętał, że był zdziwiony że ona tak wygląda. No ja jej też nie widziałam sporo czasu, nawet nie pamiętam kiedy ostatnio i muszę przyznać że troszkę na twarzy się postarzała.... no wiadomo, że czas leci i mi też zmarszczki przybywają....
Teraz normalnie ze mnie te emocje wychodzą.....
Halinko, Marcel nie szedł na to lanie bo musiałabym go zawieźć do tej wioski obok (tam jest nasz parafialny kościół a u nas tylko filia ale do nas my nie chodzimy). No i co prawda Marcel zna tam chłopaków z drużyny ale mówi, że by pojechał gdyby ktoś z naszej wioski jechał, żeby miał sojusznika, a tak sam to nie chciał.
My właściwie nigdy nie chodziliśmy do kościoła w drugi dzień Świąt no ale przez to, że wczoraj z rana już jechaliśmy do babci to wczoraj nie byliśmy. A ten zajączek i kurczaczek to co roku są. I te baty rózgą to u nas jakby alternatywa z laniem wodą.
Kasia a jak to jest u Was z tymi ranami bożymi? Na czym to polega? U nas nie ma czegoś takiego.
Halinko, ja to na szczęście mało pojadłam, wczoraj to tylko święconkę na śniadanie i sałatkę, u babci kawałek sernika i babki, w drodze powrotnej od babci moje chłopaki były głodne, a o 16 obiadu nam się nie opłacało wstawiać więc zjedliśmy na stacji hot-doga (bardzo świąteczne danie).
Na kolację zjadłam znów trochę sałatki....
No i z tą sałatką to były przeboje bo jak nie ma miejsca w lodówce to zanosimy do werandy na okno, tam jest chłodno więc przez noc danie może stać.
I ja zamiast schować rano sałatkę gdzieś do lodówki to właściwie kazałam mężowi sprzątnąć ze stołu gdy ja szłam się szykować. Tak później sobie myślałam, że tak słońce grzeje a ta sałatka stoi na oknie w tym słońcu.....
Miała taki trochę dziwny smak, ale ja odłożyłam szynkę na bok i zjadłam. A wieczorem jak Marcel chciał to już całkiem taki zapach miała, że wylądowała u kur. Dobrze że nie zostało jej dużo.
No ale mi się udzieliło zjedzenie jej i w nocy dostałam takich skórczy jelit, że prawie pół godziny spędziłam w łazience. Myślałam, że będę miała nockę zarwaną, nawet sobie uszykowałam miskę koło łóżka gdyby i górą chciało iść. Ale na szczęście nic się już potem nie działo.... bo mało jej zjadłam....
Rano tylko jajko na twardo zjadłam i kawałek ciasta, potem trochę obiadu i teraz na kolację budyń bo chleb się skończył a jeszcze mąż dziś szedł na nockę to mu dwie kanapki zrobiłam.
No i tyle, że mojego toffi chyba ze 3 kawałki w ciągu dnia zjadłam.
I tyle jedzenia świątecznego
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
cześć Dziewuszki:-)
Pogoda dzisiaj dopisała chociaż rano było nieciekawie, ale spacerek świąteczny zaliczyłam i nawet przebiśniegi widziałam..
U teściów wizyta krótka, bo po spacerze rozbolało mnie biodro i nawet siedzenie sprawiało kłopot.
Na szczęście nikt nas wodą nie polał, ale chłopaków z witkami widziałam, jak gonili młode dziewczyny...
Kasiu! sądząc po fotkach, które zamieściła Aga, to masz kulinarny talent, że tylko pozazdrościć!! Od samego patrzenia język do rzyci ucieka..
Aga! już zamawiam u Ciebie kartki urodzinowe! dla pań i dla panów, bo już od kwietnia w urodziny znajomych mi obrodzi potężnie, a taka kartka ręcznie robiona, to jest coś!
Wbrew pozorom doskonale rozumiem, co czujesz odnośnie spotkania z mamą, mam nadzieję, że te negatywne emocje szybko z Ciebie wyparują i spokój powróci...
Saszka! a u Ciebie zaklepuję pisanki na przyszły rok. Czy takie cudeńka dasz radę zrobić z plastikowych jajek? Albo drewnianych?
W tym tygodniu postaram się wysłać Ci serwetki do decu, tylko muszę Misia zmobilizować żeby mi to wielkie pudło przytargał do domu...
Aaaa właśnie! a o bombkach myślałaś?
Halinko! jak tam Twoje chorowitki?? Mam nadzieję, że idzie ku lepszemu...
A jak Ty się czujesz? I Adek mój ulubiony?
Gosiu! jedną książkę napisałam i wystarczy...
Ale mam pytanie, bo wiem że piękne rzeczy na szydełku robisz...
czy wydziergałabyś dla mnie kołnierzyk na szydełku?
Marzy mi się taki biały i czarny...z byle swetra czy bluzki taki kołnierz od razu robi ekstra ciuch!
Oczywiście nie za darmo!
To zresztą dotyczy wszystkich moich u was zamówień..
III.
Bajka o stendach, stoilach i garbatym szczęściu w poprzek…
Moje pobyty w poznańskiej klinice generalnie sprowadzają się do czekania. Najpierw czeka się na telefon i wyznaczenie terminu, potem na zabieg zaklinając los żeby nie było żadnej obsuwy w profesorskim grafiku, potem czeka się na finisz 12 ściśle obowiązujących godzin, kiedy to leży się na OIOM-ie w pozycji na baczność, a jeszcze potem na pienia anielskie układające się w trzy, jakże miłe sercu słowa: „jutro do domu”. W tak zwanym międzyczasie odbywa się misterium naczyniowe potocznie zwane operacją, zabiegiem albo korkowaniem tętniaka. Pamiętam, jak pierwszy raz wylądowałam na bloku operacyjnym neurochirurgii naczyniowej. Z wrażenia o mało nie spadłam z tych noszy na kółkach, a oczy latały mi dookoła głowy i długo nie chciały wrócić na swoje miejsce. Nawet nie będę próbowała opisać tego promu kosmicznego, który dla ludzi tam pracujących jest zwykłą salą operacyjną. Noooo.. jeżeli ona zwykła, to ja jestem Maria Callas i gram na ukulele! Generalnie pacyfikowanie tętniaków zainstalowanych w mózgu zaczyna się od angiografii, czyli sfotografowania rzeczonej patologii od środka za pomocą specjalnej kamerki wprowadzanej tętnicą udową do organizmu.
Pierwszą w życiu angiografię zapamiętam na wieki, wieków. Amen. Podeszło do mnie młodziutkie dziewczątko, śliczne jak z reklamy, informując mnie uroczo, że jest lekarzem, który ową angiografię wykona. Prima aprilis czy co?! Żarty jakieś? Od kiedy to kończy się gimnazjum równolegle z medycyną, bo na więcej niż 20 lat, to ta dziewuszka nie wyglądała! A może to nowa metoda na ogłupienie pacjenta zamiast trywialnej premedykacji??
Stupor trzymał mnie wytrwale do momentu poszukiwań tętnicy udowej prawej. Lekarska małolata szukała i gniotła, gniotła i szukała, i ni cholery znaleźć nie mogła. Widocznie moja tętnica nie lubi być dźgana skalpelem i postanowiła zabawić się z młodą doktor w chowanego tudzież inne komórki do wynajęcia. Czort wie, jak długo by to trwało, gdyby z odsieczą nie przybył jakiś facet postury dorodnego buhaja. W dwie minuty tętnice znalazł i pani doktor w rąsie malutkie przekazał. Cały czas czekałam kiedy uśpią mnie jakoś albo chociaż trochę znieczulą ale okazało się, że to badanie przeprowadza się na „żywca”, bo wskazany jest kontakt słowny i wzrokowy z denatem. Do dzisiaj nie zgadłam dlaczego. W każdym razie zabolało tylko przy wprowadzaniu tego czegoś do środka, a potem to już denat nic nie czuje tylko może oglądać siebie od wewnątrz na monitorze wielkim jak stodoła. Jak chce, bo przymusu nie ma. Ja nie chciałam. I bez takich widoków miewam koszmarne sny. Sama sobą dodatkowo straszyć się nie zamierzałam.
Po sesji fotograficznej wywożą klienta z rurą w tętnicy na korytarz i parkują pod kibelkiem przynależnym do kardiologii. Miejscówka nawet niezła i z dobrym widokiem na pieszy ciąg komunikacyjny, a co najważniejsze mało przez zawałowców używana, więc można spokojnie poleżeć czekając na dalsze atrakcje. A tych, jak zwykle nie brakowało. Najpierw przywiedziono dwa zawały jednocześnie i zrobił się kipisz, jak na ruskim straganie po promocji staników. Widowisko przednie, ale w ferworze walki o ludzkie życie przepchnięto mnie wraz z kroplówką za winkiel zmieniając mi tym samym miejsce parkowania na znacznie gorsze, bo w przeciągu przy uchylonych drzwiach do kotłowni. Ponoć siostra instrumentariuszka sama o mały włos nie została klientką kardiologa, kiedy okazało się, że pacjentka z otwartą tętnicą nagle zniknęła i nie wiadomo gdzie się szlaja. Na szczęście nie szukano mnie zbyt długo, bo płuca dzięki Bogu mi nie szwankują i drzeć japę potrafię. I po raz drugi tego wieczoru wylądowałam w medycznym sciente fiction. Angiografia wykazała niezbicie, że mój tętniczek razem z przynależnym do niego od roku stendem znowu wygrał casting na embolizację i będzie rozbrojony stoilami. Stoile to takie platynowe sprężynki, całkiem jak do długopisów tylko trochę mniejsze, które wpycha się do tętniaka żeby więcej nie podskakiwał i głupich pomysłów nie miewał. Uspokojona tym wyjaśnieniem grzecznie czekałam na anestezjologa, który nie wiedzieć czemu spóźniał się skandalicznie. Byłam już podłączona do stosownej aparatury, pojawił się pan profesor Witold J., który jak zwykle wszedł i wydzielił z siebie czarujący uśmiech oraz przywitał się ze wszystkim ogólnie i z każdym z osobna, a anestezjologa, jak nie było, tak nie ma. W ruch poszły telefony, ale szukaj babo cnoty w polu! Dopiero po pół godzinie okazało się, że przynależny do mnie lekarz - usypiacz spiesząc się do obowiązku raczył był wywalić się na schodach i aktualnie jego stłuczona ręka jest naświetlana promieniami rtg celem ustalenia szkód fizycznych. No?! I niech mi ktoś powie, że nie mam szczęścia, jak kur…..tyzana w deszcz??? Dobrze, że dość szybko udało się ściągnąć innego lekarza i szczęśliwe zakończenie mojej embolizacji zamajaczyło na horyzoncie nieśmiałą jutrzenką.
Pan doktor Jakub w randze młodego anastezjologa zabrał się za usypianie delikwentki czyli mnie, ale kiepsko mu to wychodziło, bo ni cholery nie chciałam zasnąć odpowiednio głęboko. Tak to jest, jak się pacjenta nie słucha! Ilość narkozy oblicza się i podaje w zależności od płci oraz masy ciała chorego. Rzadko, bo rzadko ale zdarzają się wyjątkowe egzemplarze i ja do nich należę. W przypadku mojej osoby narkoza winna być podana, jak facetowi z wagą ponad 100 kg, każde deko mniej sprawi, że owszem! nawalona będę koncertowo, ale na pewno nie zasnę. No i pan Jakub miał problem...
- Czytał doktor moje papiery? - zapytałam spod maski z tlenem – tam stoi napisane, że oporna jestem…
- Nie było czasu – doktor frasobliwie podrapał się po głowie – no, nie wiem… powinienem zgodnie z procedurami…
- Procedura mnie nie uśpi, więc jak pan chce! Aha! A do intubacji rureczkę, jak dla dziecka poproszę, bo potem gardziołko mnie boli – pozwoliłam sobie na drobną fanaberię żeby trochę rozładować napiętą atmosferę i poluzować doktorka w ramionkach.
Po uroczystych zapewnieniach z mojej strony, że nie zejdę mu nagle i nieodwołalnie na stole operacyjnym dał się w końcu przekonać i walnął w żyłę narkozą, jak dla słonia, a właściwie słonicy średniej wielkości:-) Odpłynęłam w słodki niebyt anastetycznych oparów…
Uroczy pan profesor swoją pracę wykonał rzetelnie, ja też przez cały zabieg spałam bardzo starannie i nawet zrobiłam grzeczność panu Jakubowi, bo wybudziłam się sama z siebie, jak tylko dopływ halotanu mi odciął. Po czym okazało się, że ja może i wybudzona jestem, ale moje ciśnienie szlag trafił i wszyscy go teraz szukają zupełnie nie mogąc zrozumieć dlaczego pacjentka reprezentuje takie dobre samopoczucie i rozanielony uśmiech słodkiej idiotki. No cóż.... są rzeczy na tym świecie, o których nawet się anestezjologom nie śniło:-) Po jako takim ustabilizowaniu niegrzecznego ciśnienia wsadzono mi z dużą siłą kołek w pachwinę i szczelnie zabandażowano. Poczułam się prawie jak egipska mumia. Z góry Nefretete, bo połowa gęby z bólu wykrzywiona, z dołu Tutenhamon, to z powodu kołka…
i tylko piramidy z wielbłądami brakowało. Ściśnięto mnie tak mocno, że czułam, jak za przeproszeniem zadek w poprzek mi pęka , a noga usycha na zawsze. Jako wybrakowany zewłok mumiowy miałam przeleżeć martwym bykiem 12 godzin, jedynie drewniany kołek mając do towarzystwa. W innym przypadku byłoby to nawet ciekawe doświadczenie, a tak musiałam grzecznie czekać pół doby żeby kołek swoją robotę sumiennie odwalił i do powikłań nie dopuścił. Kołek okazał się być kołkiem bardzo pracowitym chociaż boleśnie upierdliwym, ale jakoś udało nam się wspólnie doczekać dnia następnego chociaż noc na OIOM-ie do przyjemnych nie należała. Oddział Intensywnej Opieki Medycznej. Taaaa…Nawet ładnie brzmi ale cała reszta, to istne Kongo do spółki z Meksykiem. Leżałam gapiąc się w sufit z nogą wyprostowaną na baczność, jarzeniówki waliły po oczach, radio po uszach muzyką reggae, a do tego wszystkiego aparatura ratująca życie błyskała, popiskiwała, a od czasu do czasu wyła przejmująco. Pielęgniareczki, dwie sztuki luzem i jeden męski pielęgniarek z upodobaniem walili drewniakami w podłogę, bo biegali w te i nazad, jak to na OIOM-ie przy stanach ciężkich bywa. Hałas jak na Dworcu Centralnym przy zmianie rozkładu jazdy!! Innym chorym zwisało to globalnie, bo udali się w nieprzytomność , ale ja z godziny na godzinę coraz większy mord miałam w oczach!
Ani pospać, bo co zapadłam w nerwową drzemkę, to zaraz włączał się rękaw ciśnieniowy i głośno obwieszczał światu, że moje ciśnienie jest w dalszym ciągu jakby słabo obecne. Ani pogadać, bo personel zarobiony, współspacze mało kontaktowi, a na telefon założony szlaban absolutny i ani się ruszyć, bo zakazano! Do bani z takim na ramię broń!! Przeleżałam na plecach z nogą wyprostowaną, jak świeca gromniczna i z kołkiem do towarzystwa równe 13 godzin zanim przeniesiono mnie na normalną salę. Zadek zdrętwiał mi kompletnie, kołek wrósł w biodro na zawsze, a co kręgosłup miał do powiedzenia, to już wolę zmilczeć, bo żadna cenzura takiego wyklinania nie przepuści. Wrogowi nie życzę!
Ale człowiek nie sznurek, nie takie rzeczy wytrzyma…
Poza tym nie mogłam pozbyć się wrażenia, że czarujący pan profesor od pięknych oczu niezły „szmonces” na mojej osobie uskutecznił ponieważ żadnego gmerania w czerepie nie odczuwałam. Gdzież te stoile do cholery skoro niczego nie czuję?! Chyba powinnam coś czuć? Takie dodatkowe wyposażenie rozumku powinno być raczej odczuwalne, czyż nie?!
A kiedy w końcu pozwolono mi wstać okazało się, że chociaż bardzo chcę, to wcale nie mogę. Jedna noga wiotka niczym troczek u kaleson, druga sztywna jak pal Azji i w żaden sposób nie są ze sobą kompatybilne. Zero współpracy! Co się namęczyłam, to moje i ludzkie słowo tego nie opisze ile się nagadałam żeby rodzone kończyny do porządku przywołać! Dopiero groźba użycia tasaka i odrąbania ich przy samej d…. przyniosła pożądany skutek i choć ciągle kulawo, to jednakowoż poruszam się samodzielnie…
i to już koniec opowieści pełnych szpitalnej treści..
Pogoda dzisiaj dopisała chociaż rano było nieciekawie, ale spacerek świąteczny zaliczyłam i nawet przebiśniegi widziałam..
U teściów wizyta krótka, bo po spacerze rozbolało mnie biodro i nawet siedzenie sprawiało kłopot.
Na szczęście nikt nas wodą nie polał, ale chłopaków z witkami widziałam, jak gonili młode dziewczyny...
Kasiu! sądząc po fotkach, które zamieściła Aga, to masz kulinarny talent, że tylko pozazdrościć!! Od samego patrzenia język do rzyci ucieka..
Aga! już zamawiam u Ciebie kartki urodzinowe! dla pań i dla panów, bo już od kwietnia w urodziny znajomych mi obrodzi potężnie, a taka kartka ręcznie robiona, to jest coś!
Wbrew pozorom doskonale rozumiem, co czujesz odnośnie spotkania z mamą, mam nadzieję, że te negatywne emocje szybko z Ciebie wyparują i spokój powróci...
Saszka! a u Ciebie zaklepuję pisanki na przyszły rok. Czy takie cudeńka dasz radę zrobić z plastikowych jajek? Albo drewnianych?
W tym tygodniu postaram się wysłać Ci serwetki do decu, tylko muszę Misia zmobilizować żeby mi to wielkie pudło przytargał do domu...
Aaaa właśnie! a o bombkach myślałaś?
Halinko! jak tam Twoje chorowitki?? Mam nadzieję, że idzie ku lepszemu...
A jak Ty się czujesz? I Adek mój ulubiony?
Gosiu! jedną książkę napisałam i wystarczy...
Ale mam pytanie, bo wiem że piękne rzeczy na szydełku robisz...
Marzy mi się taki biały i czarny...z byle swetra czy bluzki taki kołnierz od razu robi ekstra ciuch!
Oczywiście nie za darmo!
To zresztą dotyczy wszystkich moich u was zamówień..
III.
Bajka o stendach, stoilach i garbatym szczęściu w poprzek…
Moje pobyty w poznańskiej klinice generalnie sprowadzają się do czekania. Najpierw czeka się na telefon i wyznaczenie terminu, potem na zabieg zaklinając los żeby nie było żadnej obsuwy w profesorskim grafiku, potem czeka się na finisz 12 ściśle obowiązujących godzin, kiedy to leży się na OIOM-ie w pozycji na baczność, a jeszcze potem na pienia anielskie układające się w trzy, jakże miłe sercu słowa: „jutro do domu”. W tak zwanym międzyczasie odbywa się misterium naczyniowe potocznie zwane operacją, zabiegiem albo korkowaniem tętniaka. Pamiętam, jak pierwszy raz wylądowałam na bloku operacyjnym neurochirurgii naczyniowej. Z wrażenia o mało nie spadłam z tych noszy na kółkach, a oczy latały mi dookoła głowy i długo nie chciały wrócić na swoje miejsce. Nawet nie będę próbowała opisać tego promu kosmicznego, który dla ludzi tam pracujących jest zwykłą salą operacyjną. Noooo.. jeżeli ona zwykła, to ja jestem Maria Callas i gram na ukulele! Generalnie pacyfikowanie tętniaków zainstalowanych w mózgu zaczyna się od angiografii, czyli sfotografowania rzeczonej patologii od środka za pomocą specjalnej kamerki wprowadzanej tętnicą udową do organizmu.
Pierwszą w życiu angiografię zapamiętam na wieki, wieków. Amen. Podeszło do mnie młodziutkie dziewczątko, śliczne jak z reklamy, informując mnie uroczo, że jest lekarzem, który ową angiografię wykona. Prima aprilis czy co?! Żarty jakieś? Od kiedy to kończy się gimnazjum równolegle z medycyną, bo na więcej niż 20 lat, to ta dziewuszka nie wyglądała! A może to nowa metoda na ogłupienie pacjenta zamiast trywialnej premedykacji??
Stupor trzymał mnie wytrwale do momentu poszukiwań tętnicy udowej prawej. Lekarska małolata szukała i gniotła, gniotła i szukała, i ni cholery znaleźć nie mogła. Widocznie moja tętnica nie lubi być dźgana skalpelem i postanowiła zabawić się z młodą doktor w chowanego tudzież inne komórki do wynajęcia. Czort wie, jak długo by to trwało, gdyby z odsieczą nie przybył jakiś facet postury dorodnego buhaja. W dwie minuty tętnice znalazł i pani doktor w rąsie malutkie przekazał. Cały czas czekałam kiedy uśpią mnie jakoś albo chociaż trochę znieczulą ale okazało się, że to badanie przeprowadza się na „żywca”, bo wskazany jest kontakt słowny i wzrokowy z denatem. Do dzisiaj nie zgadłam dlaczego. W każdym razie zabolało tylko przy wprowadzaniu tego czegoś do środka, a potem to już denat nic nie czuje tylko może oglądać siebie od wewnątrz na monitorze wielkim jak stodoła. Jak chce, bo przymusu nie ma. Ja nie chciałam. I bez takich widoków miewam koszmarne sny. Sama sobą dodatkowo straszyć się nie zamierzałam.
Po sesji fotograficznej wywożą klienta z rurą w tętnicy na korytarz i parkują pod kibelkiem przynależnym do kardiologii. Miejscówka nawet niezła i z dobrym widokiem na pieszy ciąg komunikacyjny, a co najważniejsze mało przez zawałowców używana, więc można spokojnie poleżeć czekając na dalsze atrakcje. A tych, jak zwykle nie brakowało. Najpierw przywiedziono dwa zawały jednocześnie i zrobił się kipisz, jak na ruskim straganie po promocji staników. Widowisko przednie, ale w ferworze walki o ludzkie życie przepchnięto mnie wraz z kroplówką za winkiel zmieniając mi tym samym miejsce parkowania na znacznie gorsze, bo w przeciągu przy uchylonych drzwiach do kotłowni. Ponoć siostra instrumentariuszka sama o mały włos nie została klientką kardiologa, kiedy okazało się, że pacjentka z otwartą tętnicą nagle zniknęła i nie wiadomo gdzie się szlaja. Na szczęście nie szukano mnie zbyt długo, bo płuca dzięki Bogu mi nie szwankują i drzeć japę potrafię. I po raz drugi tego wieczoru wylądowałam w medycznym sciente fiction. Angiografia wykazała niezbicie, że mój tętniczek razem z przynależnym do niego od roku stendem znowu wygrał casting na embolizację i będzie rozbrojony stoilami. Stoile to takie platynowe sprężynki, całkiem jak do długopisów tylko trochę mniejsze, które wpycha się do tętniaka żeby więcej nie podskakiwał i głupich pomysłów nie miewał. Uspokojona tym wyjaśnieniem grzecznie czekałam na anestezjologa, który nie wiedzieć czemu spóźniał się skandalicznie. Byłam już podłączona do stosownej aparatury, pojawił się pan profesor Witold J., który jak zwykle wszedł i wydzielił z siebie czarujący uśmiech oraz przywitał się ze wszystkim ogólnie i z każdym z osobna, a anestezjologa, jak nie było, tak nie ma. W ruch poszły telefony, ale szukaj babo cnoty w polu! Dopiero po pół godzinie okazało się, że przynależny do mnie lekarz - usypiacz spiesząc się do obowiązku raczył był wywalić się na schodach i aktualnie jego stłuczona ręka jest naświetlana promieniami rtg celem ustalenia szkód fizycznych. No?! I niech mi ktoś powie, że nie mam szczęścia, jak kur…..tyzana w deszcz??? Dobrze, że dość szybko udało się ściągnąć innego lekarza i szczęśliwe zakończenie mojej embolizacji zamajaczyło na horyzoncie nieśmiałą jutrzenką.
Pan doktor Jakub w randze młodego anastezjologa zabrał się za usypianie delikwentki czyli mnie, ale kiepsko mu to wychodziło, bo ni cholery nie chciałam zasnąć odpowiednio głęboko. Tak to jest, jak się pacjenta nie słucha! Ilość narkozy oblicza się i podaje w zależności od płci oraz masy ciała chorego. Rzadko, bo rzadko ale zdarzają się wyjątkowe egzemplarze i ja do nich należę. W przypadku mojej osoby narkoza winna być podana, jak facetowi z wagą ponad 100 kg, każde deko mniej sprawi, że owszem! nawalona będę koncertowo, ale na pewno nie zasnę. No i pan Jakub miał problem...
- Czytał doktor moje papiery? - zapytałam spod maski z tlenem – tam stoi napisane, że oporna jestem…
- Nie było czasu – doktor frasobliwie podrapał się po głowie – no, nie wiem… powinienem zgodnie z procedurami…
- Procedura mnie nie uśpi, więc jak pan chce! Aha! A do intubacji rureczkę, jak dla dziecka poproszę, bo potem gardziołko mnie boli – pozwoliłam sobie na drobną fanaberię żeby trochę rozładować napiętą atmosferę i poluzować doktorka w ramionkach.
Po uroczystych zapewnieniach z mojej strony, że nie zejdę mu nagle i nieodwołalnie na stole operacyjnym dał się w końcu przekonać i walnął w żyłę narkozą, jak dla słonia, a właściwie słonicy średniej wielkości:-) Odpłynęłam w słodki niebyt anastetycznych oparów…
Uroczy pan profesor swoją pracę wykonał rzetelnie, ja też przez cały zabieg spałam bardzo starannie i nawet zrobiłam grzeczność panu Jakubowi, bo wybudziłam się sama z siebie, jak tylko dopływ halotanu mi odciął. Po czym okazało się, że ja może i wybudzona jestem, ale moje ciśnienie szlag trafił i wszyscy go teraz szukają zupełnie nie mogąc zrozumieć dlaczego pacjentka reprezentuje takie dobre samopoczucie i rozanielony uśmiech słodkiej idiotki. No cóż.... są rzeczy na tym świecie, o których nawet się anestezjologom nie śniło:-) Po jako takim ustabilizowaniu niegrzecznego ciśnienia wsadzono mi z dużą siłą kołek w pachwinę i szczelnie zabandażowano. Poczułam się prawie jak egipska mumia. Z góry Nefretete, bo połowa gęby z bólu wykrzywiona, z dołu Tutenhamon, to z powodu kołka…
Ani pospać, bo co zapadłam w nerwową drzemkę, to zaraz włączał się rękaw ciśnieniowy i głośno obwieszczał światu, że moje ciśnienie jest w dalszym ciągu jakby słabo obecne. Ani pogadać, bo personel zarobiony, współspacze mało kontaktowi, a na telefon założony szlaban absolutny i ani się ruszyć, bo zakazano! Do bani z takim na ramię broń!! Przeleżałam na plecach z nogą wyprostowaną, jak świeca gromniczna i z kołkiem do towarzystwa równe 13 godzin zanim przeniesiono mnie na normalną salę. Zadek zdrętwiał mi kompletnie, kołek wrósł w biodro na zawsze, a co kręgosłup miał do powiedzenia, to już wolę zmilczeć, bo żadna cenzura takiego wyklinania nie przepuści. Wrogowi nie życzę!
Ale człowiek nie sznurek, nie takie rzeczy wytrzyma…
Poza tym nie mogłam pozbyć się wrażenia, że czarujący pan profesor od pięknych oczu niezły „szmonces” na mojej osobie uskutecznił ponieważ żadnego gmerania w czerepie nie odczuwałam. Gdzież te stoile do cholery skoro niczego nie czuję?! Chyba powinnam coś czuć? Takie dodatkowe wyposażenie rozumku powinno być raczej odczuwalne, czyż nie?!
A kiedy w końcu pozwolono mi wstać okazało się, że chociaż bardzo chcę, to wcale nie mogę. Jedna noga wiotka niczym troczek u kaleson, druga sztywna jak pal Azji i w żaden sposób nie są ze sobą kompatybilne. Zero współpracy! Co się namęczyłam, to moje i ludzkie słowo tego nie opisze ile się nagadałam żeby rodzone kończyny do porządku przywołać! Dopiero groźba użycia tasaka i odrąbania ich przy samej d…. przyniosła pożądany skutek i choć ciągle kulawo, to jednakowoż poruszam się samodzielnie…
i to już koniec opowieści pełnych szpitalnej treści..

Wiosna, wiosna! Wiosna, ach to ty!
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
dzień dobry:-)
Święta, święta i już po..!
Pora wracać do normalności...
cokolwiek to znaczy...
Niebo trochę zachmurzone, ale ciepło jak na wiosnę przystało.
Śniły mi się Agusiowe kartki i pisanki Szaszki...znak jakiś czy co?
Rób to, co najbardziej lubisz, a nie będziesz musiał pracować.
(Konfucjusz)
Fajnego dnia!
Święta, święta i już po..!
Pora wracać do normalności...
Niebo trochę zachmurzone, ale ciepło jak na wiosnę przystało.
Śniły mi się Agusiowe kartki i pisanki Szaszki...znak jakiś czy co?
Rób to, co najbardziej lubisz, a nie będziesz musiał pracować.
(Konfucjusz)
Fajnego dnia!

Wiosna, wiosna! Wiosna, ach to ty!
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
chochlik ja po porodzie lezalam na sali z 2 dziewczynami. I jedna ciagle sie chciala mna wyreczyc..a to jej cos podaj bo ona zle sie czuje, a to Uwaga!!! w nocy wstan do jej dziecka , zreszta ...i tak wstalam...dalam smoczka bo darlo sie a ona nic.., w dzien przewijam swoja mala, sama z lekka stresik, pierwsze dziecko, a ona" przewiniesz moje ? bo zle sie czuje" oczywiscie ja durna przewinelam...wkoncu sie zirytowalam powiedzialam radz sobie sama ja tez rodzilam , ona foch i ze ja krolewna jestem
))) hahah no coz. Rozni sa ludzie.
Masz dziewczyno smykalke kulinarna:)
Gosia co ty piszesz przeciez mas ztalent, pieknie Ci wszystko wychodzi
Malinka no zanika tradycja lania woda...troche szkoda, troche dobrze...
Wogole to inne czasy niz moje lata 80.....
Agus o tez zamowie sobie karteczke u ciebie:)))
Tamirka ojej nie wiem czy na plastikowym jajku by sie dalo...na drewnianym napewno tylko to pewnie wiecej pracy, trudniej i odp. narzedzia by trzeba miec , chyba ze Tobie chodzi o decupage na takim jajku
musialabym poczytac o tym
ja robie narazie na jajkach poswieconych , zostalo na dzis jedno jeszcze:P wiec to nie sa wydmuszki , na wydmuszce nie robilam jeszcze
banka to tez bylaby super sprawa.
i napewno zrobie:) juz mam wizje
))
Powiedz mi masz jakies ksiazki do pozyczenia fajne??
Witam
U nas male porzadki, pozniej sie juz spakuje na jutro, i odpoczne
Brykam juz jak na mloda koza, szczesliwa ze hej iz moge wkoncu
))
Chwilo trwaj
Mam stresa przed jutrem, boje sie renozansu u malej, tej narkozy
Masz dziewczyno smykalke kulinarna:)
Gosia co ty piszesz przeciez mas ztalent, pieknie Ci wszystko wychodzi
Malinka no zanika tradycja lania woda...troche szkoda, troche dobrze...
Wogole to inne czasy niz moje lata 80.....
Agus o tez zamowie sobie karteczke u ciebie:)))
Tamirka ojej nie wiem czy na plastikowym jajku by sie dalo...na drewnianym napewno tylko to pewnie wiecej pracy, trudniej i odp. narzedzia by trzeba miec , chyba ze Tobie chodzi o decupage na takim jajku
musialabym poczytac o tym
ja robie narazie na jajkach poswieconych , zostalo na dzis jedno jeszcze:P wiec to nie sa wydmuszki , na wydmuszce nie robilam jeszcze
banka to tez bylaby super sprawa.
Powiedz mi masz jakies ksiazki do pozyczenia fajne??
Witam
U nas male porzadki, pozniej sie juz spakuje na jutro, i odpoczne
Brykam juz jak na mloda koza, szczesliwa ze hej iz moge wkoncu
Chwilo trwaj
Mam stresa przed jutrem, boje sie renozansu u malej, tej narkozy
Re: Seksi fleksi czyli rozważania psiapsiółek
Sasza - wiem co czujesz. Ale wszystko będzie dobrze.
Będę trzymać kciuki.
Małgosiu - nigdy nie robiłam kołnierzyka
Boję się podjąć wyzwaniu ....
Dzień dobry. Kawy bym się napiła!
Będę trzymać kciuki.
Małgosiu - nigdy nie robiłam kołnierzyka
Dzień dobry. Kawy bym się napiła!
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Snappy [Bot] i 1 gość