Hejka

W końcu dotarłam do Was

W sobotę byłam z Marcelem na mini turnieju, mini bo tylko 3 drużyny, z czego dwie to po prostu Marcela drużyna podzielona na pół. Tak więc wiadomo było, ze wszyscy będą mieli miejsce na podium, tylko pytanie, które. No i akurat Marcela drużyna wygrała cały turniej, dostali złote medale i każdy farby.
Wróciliśmy do domu, tesciowa poszła sobie do lasu. Miała ugotowaną czarninę i ziemniaki, chłopy już zjedli bo ich talerze stały w zlewie. Ja sprzątnęłam po nich, nam ugotowałam nasz obiad, sprzątnęłam po nim, umyłam łazienkę, odkurzylam cały dom, pomyłam podłogi i pojechaliśmy z mężem do znajomych bo musiałam oddać rower. Marcel z nami nie jechał bo tam nie ma
dzieci i by się nudził.
No i babcia wróciła z lasu, a widocznie teść w międzyczasie coś jadł bo talerzyk stał w zlewie i jeszcze tej jej zupy i ziemniaków nie chowałam bo skąd mam wiedzieć czy ona będzie jadła jak wróci. I słuchajcie, na widok tego talerzyka i tych dwóch garnków powiedziała: wszystko ja muszę sama sprzątać...
No jak Marcel mi to powiedział to myślałam że mnie szlag trafi. To po cholerę ja odkurzałam i myłam skoro i tak ona mówi że wszystko musi sama sprzątać. Ja w końcu wszystko zostawię i wtedy niech ona gada co chce.
Wczoraj po 10 wsiedliśmy w auto i pojechaliśmy. No i tak samo jak u Agatki, no jak dorosli ludzie mogą pojechać gdziekolwiek i nie powiedzieć rodzicom gdzie jadą? No niemożliwe.....
A mąż ciagle w radiu słyszał reklamę farmy afrykańskich strusi w Garczynie, sprawdziłam na necie gdzie ten Garczyn jest no i wyruszyliśmy.
Gdybyśmy mieli mapę w aucie to byśmy trafili, wiedzieli gdzie jechać a moja pamięć mnie zawiodła, co z tego że raz widziałam w necie, skoro nawet się nie przyjrzałam dokładnie. Próbowaliśmy w aucie otworzyć mapę z mojego telefonu ale ja prowadziłam więc ja nie mogłam a Marcelowi to się nie udało, mąż wcale nie umiał się tym obslugiwać... I tak zamiast prosto na Kościerzynę to jeździliśmy w kółko, do Kościerzyny wcale nie mieliśmy dojechać tylko od drugiej strony zajechać a tu nagle się okazalo że jesteśmy w Koscierzynie. No ale dobra, pozwiedzaliśmy trochę Kaszuby.
Przy okazji w Kościerzynie mąż mi kupił spodnie długie z materiału (rurki) za 40zł :)i bluzkę za 12

Dojechaliśmy do tego Garczyna a to się okazało że żadnej farmy strusi tu nie ma....
Za to była Łubiana - znacie tą porcelanę? Wjechaliśmy do ich sklepu firmowego, piękne zastawy były ale ceny też "piękne". Nic nie kupiliśmy bo chcieliśmy miseczki takie do zupy ale miseczek nie było.
No i się okazało, że w okolicy Kościerzyny są dwie wioski o nazwie Garczyn... Druga no, trochę dalej.
W końcu stanęłam, włączyłam nawigacje no i jedziemy.
Już w życiu nie będę jechała z nawigacją bo myślałam że mnie szlag trafi. Gdzie ona nas prowadziła..... kazała skręcić w prawo.... ok, skręciłam w boczną uliczkę, osiedle domków.... potem w lewo i znowu w lewo. No mówię przecież wyjedziemy na tą główną z której wjechalismy. A ta znowu w lewo.
Noż kurna, w kółko mam jeździć? No i w ogóle okazało się, że źle jedziemy i musiałam kawal zawrócić. Głodni byliśmy że nam żołądki do kręgosłupa już się przyklejały. W Nowej Karczmie zobaczyliśmy super zajazd, na dworze były stoliki na takiej niby wysepce, dookoła niby fosa z rybkami i nawet miejsca wolne były. Stanęliśmy, wchodzimy a tam.........
supermarket!!!!
I tylko przy wejściu gofry, hamburgery, hot-dogi....
Kupiliśmy tylko gofra Marcelowi i wkurzeni pojechaliśmy dalej.
Dojechaliśmy do tego Garczyna, odnaleźliśmy farmę, od parkingu jeszcze trzeba było kawałek iść, zakupiliśmy bilety w cenie 19zł za naszą trójkę no i poszliśmy.....
Szczerze mówiąc szkoda było zachodu aby tam jechać. Kilkadziesiąt strusi i tyle.
Miał być wielbłąd, na którym niby można było się przejechać, to myslałam że Marcel się przejedzie chociaż na wielbłądzie a tu nic....
Jeszcze stanęliśmy przy płocie do zdjecia a struś wysunął głowę i jak nie dziabnął męża w ramię.....
Z powrotem chcieliśmy zjeść w takiej dobrej pierogarni ale jak zobaczyliśmy pełny parking to jechaliśmy dalej.
Po drodze mijaliśmy knajpę po rewolucjach Gesslerowej i znów pełno ludzi. W końcu wylądowaliśmy w takiej nam dobrze znanej karczmie, gdzie uwielbiamy jeść. Głodni, zmęczeni.....
W sumie 8 godzin w drodze, z przerwami na sklep, jedzenie, strusie, 250km przejechałam. Wróciliśmy padnięci....
Ale jedno wiem na pewno..... Kaszuby są piekne

co za widoki...... jeziora, lasy, pola.... cuda
Agatka, no na nasze teściowe to już słów nie ma. Ja tak od razu myślałam że ona będzie przychodziła do Ciebie na obiadki....
Kasia, w Lęborku to nie ma co zwiedzać.... Łeba to w sumie tylko w sezonie bo poza to wszystko pozamykane i pusto wszędzie.
Aguś, pizza wyszła przepyszna, ciasto to jakie chcesz, albo kładziesz grubsze albo rozciągasz je na cieńsze. Ja akurat zrobiłam takie bardziej pod cienkie podchodzące. A z połową porcji na pierogi to dokładnie jak mówisz, pół kg mąki, jedno jajko i jedna szklanka wody.
Ach, Ty chyba bardziej przeżywasz to przedszkole jak Emi

No ale tak to jest jak mama siedzi w domu z dzieckiem i nagle trzeba przeciąć pępowinę

Wiem, przechodziłam to samo

A jak z nocnikiem? Woła już?
Tamirko, widok cudny

Mówisz, że masz dokładnie taki sam przepis na pierogi? A bo wiesz, też różnie z tą mąką jest, czasem nie zużywam całego kilograma, a czasem cały.... jajka też różnej wielkości są..... a może i od twardości wody też zależy..... no, mi też różne te ciasta wychodzą.
Gosiu, jak kolano?
Halinko, gdzie się podziewasz?
A ja Wam powiem, jak w sobotę bylismy u tych znajomych to ta kolezanka schudła ok 8-9 kg!!!!
I dostałam od niej dietę, tzw zieloną, na której właśnie jestem pierwszy dzień....
I jestem głodna!!!!!!
Bo dziś mogę jeść tylko zielone warzywa.... tylko zielone ale w każdej postaci, np ogórki małosolne też.
No i można jeść kiedy się chce. Zrobiłam taką sałatkę: sałata lodowa, ogórek św i papryka zielona i tak podjadałam, na obiad fasolkę zieloną, potem podjadałam tą fasolkę na zimno, teraz kalarepę i jeszcze muszę skończyć fasolkę i tą sałatkę.
Jutro do tych zielonych warzyw mogę dołożyć jogurt naturalny i dwa jajka.
Trzeciego dnia dołożę wszystkie inne warzywa więc będę mogła zjeść ziemniaki z jajkiem sadzonym na obiad to chociaż normalnie obiad zjem.
Czwartego dnia już jedzenie co 2,5-3 h i dołożę rybkę lub białe mieso
Piątego dnia mogę dołożyć kromkę chleba razowego
Szóstego przed jedzeniem ok 30min - porcję owoców.
A siódmego dnia wszystko odstawiam i co 2h porcja owoców.
I na tej diecie podobno chudnie się ok 5kg tygodniowo.
Stosuje się ją przez tydzień, potem dwa tygodnie przerwy i znów tydzień.
I bym nie wierzyła, że można schudnąć gdybym tej znajomej nie widziała..... Normalnie schudła jak nie wiem co..... bardzo widać te ok 9 kg bo była akurat w 6 dniu drugiego tygodnia.
Jutro na obiad mają być gołąbki to ja sobie ugotuję resztę kapusty i będę miała obiadek
Nie mogę się doczekać środy kiedy chociaż ziemniaka zjem. Bo dziś po tej zieleninie jestem głodna.
Dobrze, że jest tak ciepło bo w upały ja sama mniej jem, chce się głównie pić a nie jeść....
W sobotę idziemy na 40-tkę ale to akurat będzie 6 dzień, gdzie będę mogła jeść wszystkie warzywa i białe mięso i owoce więc na pewno coś dla siebie znajdę na imprezie.
Dziś rano się zważyłam i potem Wam powiem ile schudłam....
Ale powiem Wam, dziś na obiad zrobiłam Marcelowi frytki i schabowego i nawet mnie nie korciło żeby jednego frytka zjeść. No, teraz jak jestem głodna to pewnie bym się skusiła ale muszę być twarda....
Dwa tygodnie diety zrobię na pewno, a jak się uda to i 3, zależy ile schudnę.
I na wesele będzie jak znalazł
Ale się rozpisałam.......