Hejka

No, dziś żeby nie było, że mam złą teściową to się pożarłam z teściem. To znaczy potraktował mnie jak worek treningowy, był zły na coś i akurat napatoczyłam mu się i się wyżył.
Ale nie odzywam się do niego. Jeszcze przyjdzie do mnie, żeby mu kwitek jakiś wypełnić... oj przyjdzie..... zobaczymy kto pierwszy się odezwie bo ja mam go gdzieś. Pan i władca się znalazł....
Była dziś ta moja kumpela z Gdyni, z teściową pojechały na jagody a ja wzięłam
dzieci i pojechaliśmy nad jezioro.
Wróciliśmy głodni więc szłam po ziemniaki, żeby je wstawić.
A teść do mnie, czy byłaby taka możliwość żeby usmażyć mu grzyby - sowy.
Ja na żarty w sumie powiedziałam, że muszę robić obiad i idę po ziemniaki ale po drodze wziełam jajko, żeby w tym jajku mu zrobić te sowy.
Ale jak wróciłam z piwnicy to on już sobie sam smażył i na mnie z mordą, że ja mu nie mogę.... zaczął przeklinać, drzeć się, że ja hrabina, że ja nie mogę mu zrobić. Ja tam nie zamierzałam cicho siedzieć i mu swoje też odpowiadałam to ten się wściekał jeszcze bardziej bo mówił, że mu pyskuję.
Noż kurna, powiedziałam mu, że może iść do Arabów, bo tam kobiety nie mają prawa głosu i faceci nimi rządzą a nie tutaj.
Coś tam mówił, że nawet u mnie w pokoju talerzyk stoi i nie mogę go sprzątnąć a ja mu na to, że to nasz pokój i mogę mieć w nim co chcę, ale nie, on na to, że póki z nimi mieszkamy to ma być tak jak on chce. To mu powiedziałam, że to talerzyk jego syna, tak jest nauczony że zostawia. A on, że po co w takim razie T ma żonę.... no tak, od sprzątania, obsługiwania.
Że po co ja jechałam nad jezioro skoro obiad muszę robić..... że dom nie posprzątany..... Jezu, jak mną trzęsło żeby mu swoje powiedzieć. I tak się hamowałam....
Jezu, ale to była wojna..... dobrze że teściowej nie było bo zaraz by się wtrąciła.
A teraz oczywiście teściowej mówi co on ma za swoją dobroć....
Kurna, powiedziałam mu czy mam mu stopy całować?
Byłam teraz w kuchni, on też przyszedł i ani słowa..... ani ja ani on.... przygrzałam sobie kapustę (tylko sobie) i poszłam do pokoju. Nie mam zamiaru z nim jeść.
dzięki Bogu, że oni jutro rano do Gdyni jadą....
Aguś, ja nie ćwiczę już od ho ho, dawna... Miałam w planach od poniedziałku ale za gorąco było.
Gosiu, no wcale Ci się nie dziwię, że nie czytasz, masz takie wakacje że nie ma czasu na ksiażkę

Ale czekaj, jeszcze miesiac i nadrobisz zaległości.... Jeszcze chwila i przyjdzie jesień, długie wieczory, jak to pisała Aga, z ksiażką, herbatką
Agatka, no brawo, 6 kg to dużo i widzisz, nie odchudzałaś się i schudłaś a ja się odchudzam i pewnie tyle nie schudnę....
No masz rację, przeczekaj żniwa, póki teść pomaga bo jak teraz się obrażą to koniec....
A jak wyszło z tą porzeczką?
Halinko, ja Ciebie podziwiam, że robisz sama sobie trwałą

Ale rozumiem, że tak jak Kasia dziwiła się, że ja sama farbuję, tak ja się dziwię z tą trwałą a dla Ciebie to normalka
