Uważam:-) cały czas poleguję z ciśnieniomierzem przy boku, bo Oleśka dmuchać ostro zaczyna i fronty latają jak chcą.
Zioła nie pomagają, lekarze mają niezłą zagwozdkę z tym moim ciśnieniem, widno takie curiosum medyczne jestem i pisz pan, przepadło! Tylko głowami kręcą i dziwują się straszliwie, że w ogóle jeszcze chodzę.
Dobrze, że Misiek miał dzisiaj wolne, to ogarnął chałupę na błysk i obiad ugotował. Dorsz, bulwy i surówka z kiszonej kapuchy..miam!
Nalewka cynamonowa jest i pyszna, i zdrowotna, świetnie rozgrzewa przy przeziębieniu, a pachnie, że łooł!
Z tym ładnym pisaniem, to przesada. Owszem, kiedyś pisałam nawet, nawet ale odkąd mam problemy z kręgami szyjnymi ciężko utrzymać długopis w dłoni i z pisalniczej "ładności" niewiele zostało.
Halinko! z niecierpliwością czekam na Twoją recenzję..
Bardzo jestem ciekawa jak nazwiesz laptopa:-)
Mój to Tosiek ( od Toshiby), Misiek ma Mańka, a wspólny tablet, to Maleństwo:-)
Przypomniało mi się, że o turbo i Młodym miałam napisać..

W ogólności mam czym oddychać i na czym siedzieć, z tym że bez przesady. Czystym przypadkiem kupiłam kiedyś od koleżanki biusthalter, który na nią był za duży i stwierdziła, że na mnie na pewno będzie pasował. I miała rację:-) Pasował jak ulał, ale miseczki ma z potężnym push-apem, więc wyglądam w nim nad wyraz cycato..
Natomiast, co do Młodego...
Młody, jak sama nazwa wskazuje jest młody. W nomenklaturze młodzieżowej reprezentuje tzw. „ciacho”. To znaczy w wyglądu i owszem, taka więcej bajaderka albo nawet eklerek z lukrem, ale z charakteru i usposobienia stary piernik i nie ma inaczej.
Wysoki, postury proporcjonalnej, oczka jako te chabry w spirytusie pływające i włoski na żel postawione. Taki chłopczyk pięknie cacany.
W ogólności, to Młody jest mądry, dobry, uczynny i starannie wychowany, tylko czasami ma takie odchyły, że ty człowiecze tylko siądź i płacz...
Segregatory muszą stać uszami w jedną stronę, firmowe długopisy w kubku muszą być ustawione zgodnie z ruchem wskazówek zegara, ulotki w prezenterach równiutko, co do milimetra, biurka po zakończeniu
pracy wysprzątane do pustego blatu, monitor ma być ustawiony tak, a nie inaczej, Młody ołówka ode mnie nie pożycza tylko bierze w leasing. Pryncypialny i zasadniczy do mdłości oraz służbista kochający ponad wszelką miarę ustawy, rozporządzenia, procedury i ewaluacje. Na proste pytanie czy alimenty wlicza się do dochodu przy dofinansowaniu likwidacji barier w komunikowaniu się wyrecytował połowę ustawy z późniejszymi zmianami włącznie, a ja oczekiwałam tylko prostej odpowiedzi: tak lub nie.
Kiedyś ot! tak sobie z łaski na uciechę zaczęłam głośno myśleć czy w tym roku dostaniemy podwyżkę i kiedy, a Młody z marszu uraczył mnie wykładem o systemie wynagradzaniu pracowników samorządowych i zostałam ostro zganiona, że nie znam tejże ustawy.
Na pamięć nie znam! Bez bicia przyznaję się do grzechu zaniedbania z powodu nie chciejstwa ogólnego. Młody czasami miewa też zapędy dyrektorsko-dyktatorskie, i ja to toleruję, ale tylko do pewnego poziomu wkurw... i przegięcia pały o 45 stopni. Po przekroczeniu stanów alarmowych Młody dostaje opiernicz jak stąd na Borneo i znowu chodzi jak ruski budzik z czkawką, bo paragrafami czka mu się nieustannie.
No i te akapity, odstępy, wyrównania wierszy, tytułomanie i potwierdzenia odbioru.
Zdarzyło się, że Młody zachorował. Pryncypialnie i zasadniczo poinformował telefonicznie kadrową o tym godnym ubolewania fakcie nadmieniając, że zwolnienie lekarskie do firmy dostarczy jego młodszy brat. Brat zwolnienie w zębach przyniósł i na biurku kadrowej położył, ta grzecznie podziękowała i czeka żeby chłopak poszedł w Pireneje, bo roboty miała od groma i trochę. A młodszy brat naszego Młodego wyciąga kserokopię zwolnienia i twardo domaga się potwierdzenia odbioru z przybiciem pieczątki imiennej, kto to zwolnienie odebrał. Kadrowa nasza tak od tego zbaraniała, że przywaliła wszystkie możliwe pieczątki jakie miała w zasięgu ręki, a stupor długo jeszcze ją trzymał.
Młody oprócz niewątpliwie wielu zalet ma jeszcze jedną schizę, a mianowicie ochronę danych osobowych. Już dawno, dawno temu poznałam jego dziewczynę (obecnie żonę), wiem jak wygląda, jak ma na imię, i co robi oraz gdzie mieszka. Ale Młody opowiadając o niej ( rzadko i niechętnie zresztą) nie używa imienia swojej ukochanej tylko posiłkuje się zwrotem „osoba”-
byliśmy z osobą wczoraj na koncercie, musze kupić osobie kwiaty... i nikt mi nie powie, że to jest normalne!
Pies trącał normalność, bo tak prawdę mówiąc wszyscy jesteśmy trochę nienormalni, z tym że nie wszyscy zostali jeszcze zdiagnozowani, ale przy całej inteligencji Młodego ( i nie ma tu absolutnie żadnej złośliwości) jego sposób wysławiania się powoduje, że popadam w coraz większą nerwicę...:
• schów to do teczki
• jak przyńde to sam schowie
• troszku krzywe te schódki
• jutro będę precz wyjechany
• przytrzym mi to
• troszku jeszcze wytrzymie
słysząc takie 'kwiatki” jelito cienkie samoczynnie skręca się w supełki z kokardami, wątroba pryszczy dostaje, a żołądek o zęby wali z wielkim hukiem...
I żeby nikt sobie nie myślał!!!! Młodego bardzo lubię i szanuję. W sumie całkiem fajnie nam się razem pracuje, a mogłam przecież trafić gorzej:-) Ja swoje za uszami też mam i charakter taki więcej paskudny, to i pewnie Młodemu lekko ze mną nie jest…
Ale!on też mógł trafić gorzej, wszak czyż nie?
P.S.1 Dzisiaj moja osobista "osoba" wzięła broń palną pneumatyczną i udała się w kierunku nieznanym celem oddania strzałów do celów stabilnych oraz latających
P.S.2 Osoba wróciła szczęśliwa jak czajnik, bo wystrzelana do oporu:-)
Ciekawe czy
Kasia zajrzy dzisiaj?
Pewnie zmęczona, bidula..
I moja imienniczka tez gdzieś się zapodziała...
Gulusiu! a jak u Ciebie z pogodą? oraz wieczornym samopoczuciem?
