cześć Dziewuszki:-)
Dobrze, że jutro piątek i weekend w zapasie..

Szczerze mówiąc mam tego tygodnia po dziurki w nosie!
Jak ząb nogę mi zwichnął..
Od kilku dni czułam, że w górnej szczęce kluje się jakaś zębowa nieprzyjemność, więc co rychlej umówiłam wizytę u zaprzyjaźnionej dentystki, której w nawale pacjentów udało się wcisnąć mnie na najbliższy poniedziałek. Niestety, zanim do niej dotarłam przez głupi pośpiech i zaćmę myślową moja „trójka” poległa śmiercią męczeńską w nierównej walce z taśmą klejącą made in China i karteczką „zaraz wracam” na drzwiach wejściowych. Państwo Środka wciąż potęgą jest i basta, ciągle rosnącą w siłę i niestety, jak widać na moim przykładzie coraz bardziej pazerną, nawet na zęby Polaków.
Jak dla mnie utracony ząb mógłby sobie dyndać na tej cholernej taśmie nawet do usmarkanej śmierci, co w niczym nie zmienia faktu, że mój uśmiech został mocno wybrakowany powodując oprócz psychicznego zgrzytu estetycznego dodatkowe perturbacje, bo ja przecież nawet normalnie zęba złamać sobie nie mogę żeby natychmiast nie pojawiły się ekstra bonusiki, niekoniecznie chciane i pożądane.
Z zębem w kieszeni i dziurą, jak lej po bombie w gębie, kurcgalopkiem pobiegłam do ulubionej stomatolożki, która na mój widok najpierw złapała się za własną głowę, potem za moją szczękę, no i zaczęły się schody. Opcji reanimacji mojego uśmiechu z przynależnym do niego zgryzem było kilka, ale... no właśnie! Żeby móc zrobić cokolwiek potrzebne było zdjęcie RTG, które wykonałam w trybie więcej niż pilnym i za ciężkie pieniądze z resztą, a które wykazało biało na czarnym, że niech ja sobie nie myślę, że hop-siup i będzie pozamiatane Otóż nie będzie, bo fotografia pokazała, że prawdopodobnie jakaś zgorzel się tam umiejscowiła, a może przetoka, a może ząb rzekomy, a pan chirurg zębowy i fotograf w jednym, który mnie i resztki zęba mojego oglądał minę miał zafrasowaną i niemalże łzy współczucia z ócz jego błękitów płynęły. Łobuziaczek jeden! Prawie się rozczuliłam, że on taki „ludzki rzeźnik” i miło mnie pociesza, ale ja już za stara miotła jestem, żeby na męsko-lekarskie plewy dać się nabrać od pierwszego kopa, więc chwyciwszy portrecik zęba apiać do swojej stomatolożki pobiegłam. I co?!!! Ano....wiadro! Fotografia zrobiona na odwal, nieostra i prześwietlona, więc sesję zębową ponowić trzeba, a że to już wieczór nastał, więc do następnego dnia gęby mam nie otwierać i ludzi nie straszyć. Jeść mało i delikatnie, oddychać ostrożnie.
Obok mojej firmy jest przychodnia lekarska sprzętem RTG dysponująca, więc ucieszyłam się, że szybko i bezboleśnie sprawę zęba załatwię, prawie z
pracy nie wychodząc, bo roboty mamy teraz wyżej grzywki i każda minuta droga. Raniutko pomknęłam przez miedzę żeby zrobić w końcu to przeklęte zdjęcie, a tu niespodzianka! Przychodnia w częściowym remoncie, pracownia RTG usług nie świadczy i cholera wie kiedy świadczyć zacznie. Trudno! Dwie wiorsty dalej jest szpital całkiem powiatowy i sprzęt też tam mają, więc chyba głupie zdjęcie jeszcze głupszego zęba mi zrobią?! Tym bardziej, że nie za darmo przecież! Z jęzorem na brodzie pobiegłam pełna nadziei i wiary w nowoczesną medycynę oraz postęp techniczny, ale szybko nadzieje moje zdechły niczym pchły Zagłoby. Szpitalowi limity się „wytraciły” i zębów nie fotografują! No, to już zaczął trafiać mnie szlag z cholerą plamistą na spółkę, bo w międzyczasie z pracy mi wydzwaniali, duperelami służbowymi głowę zawracając, a ja ciągle taka nie prześwietlona i wkur.....zona coraz bardziej.
Ostatnia deska ratunku, to prywatny gabinet rentgenowski na drugim końcu miasteczka ulokowany malowniczo, ale jakby trochę daleko, a ja już normę maratońską wyrobiłam w nadmiarze. O żesz nać! I cóż było robić?! Odpaliłam dupny motorek i chodu świńskim truchtem po ostatnie rentgenowskie namaszczenie. Tym razem Opatrzność łaskawością wielką się wykazała i zdjęcie porządne, ostre i wyraźne zrobione zostało wszystkim moim zębom dyskusyjnym wieku mocno średniego.
Niestety, starość nie zwalnia od głupoty. Z tej radości zapomniałam, żem już nie młódka jeno próchno, niemalże tak stare, że własnym światłem świecące i wybiegając z tego przybytku zahaczyłam o jakąś nierówność trotuarową i wręcz widowiskowo przeczołgałam się po krawężniku niczym rasowy menel.
Nieudolne próby przyjęcia postawy dwunożnej spełzły na niczym, a lewa kostka boleśnie dawała odczuć swoje niezadowolenie z głupich pomysłów właścicielki i puchła sobie radośnie. Sił to już mi starczyło tylko na kilka łez wściekłości i telefon do Miśka, który zebrał tę kupę grubaśnego nieszczęścia ze sponiewieranego krawężnika drogi publicznej i zawiózł do pracy, gdzie kostka została bez pardonu i wyroku zapakowana w bandażowe kajdany z bezwarunkowym zakazem dalszej opuchlizny oraz klauzulą natychmiastowej wykonalności!
Niestety okazała się być nie reformowalna, ta kostka znaczy, i kiedy wróciłam do domu musiałam przeprowadzić bardzo zdecydowaną rozmowę dyscyplinującą mój własny organ nożno-stąpający.
Położyłam spuchniętą zarazę na stołku i zagroziłam, że jeżeli po zastosowanych okładach nie zmniejszy natychmiast swojej objętości w stawie skokowym, to wsadzę cholerę do zamrażarki i będzie jej głupio oraz zimno, bo mnie osobiście i tak już „za równo” ze wszystkim. Mogę spać nawet z nogą w zamrażalce. Reprymenda poskutkowała o tyle, że dzisiaj opierając się wdzięcznie na lasce wydartej podstępem teściowej mogłam jako tako funkcjonować bez werbalnego wspomagania słowem rynsztokowym i mam nadzieję, że polka z kostką lada moment zaowocuje szczęśliwym zakończeniem. Co do zęba tej pewności już, niestety nie mam…
Aga! popieram Twoją decyzję!!! Własny pieniądz dobra rzecz, ale zdrowie też ważne! I tak jesteś wielka, że tyle czasu wytrzymałaś...

Ja padłabym już po pierwszym dniu, o ile w ogóle dotrwałabym do jego końca..
Halinko! łooo matko! termin na luty???!! zgroza!!! Naprawdę w tym kraju żeby chorować trzeba mieć końskie zdrowie i worek pieniędzy!! mam nadzieję, że nogi już Ci nie puchną??
Monia! No, nareszcie sie odezwałaś..

Cieszę się, że u Gabryni wszystko dobrze, i że rozrabia, jak na prawdziwą Gabrielę przystało..
Gusiu! zazdroszczę spadku wagi, u mnie podobnie jak u Halinki - moja ani drgnie za to waga aż jęczy gdy na nia wchodzę..

A co do mojej pracy, to i owszem myślałam o zmianie.Co z tego, że mam kilka zawodów skoro w moim wieku, i z moją kondycją zdrowotną nie jest łatwo znaleźć coś sensownego w małym miasteczku. Nawet niedawno miałam propozycję pracy, ale musiałabym dojeżdżać do Trójmiasta, a na to się nie piszę.
Gosiu! jestem zauroczona pokojem Majci..

A lampa to już całkiem powaliła mnie na kolana! Świetny pomysł!! Prosty i efektowny!!
Ciekawe czy Envelopek jest już po?