Hejka
Dziewczynki, jestem dziś normalnie wykończona ale psychicznie.....
Najpierw z Kasią debatowałyśmy (od wczoraj) nad pitem moim i męża, co z ulgą zrobić abym ja też dostała cokolwiek.
Tak to zagmatwane że pojechałam do koleżanki która też się tym zajmuje.
A ta koleżanka to mnie normalnie dobiła psychicznie.
Ma tak chorą córkę, że bardzo to jakoś mną wstrząsnęło.....
Ta córeczka ma 5,5 roku i tyle co już bólu przeżyła to niejeden dorosły nie ma pojęcia.
Ma jakąś rzadką chorobę jelit, żeby się wypróżnić to musi mieć robione lewatywy bo sama nie zrobi.... co to
dziecko miało już w zyciu kolonoskopii i lewatyw to nikt nie policzy. I wszystko bez znieczulenia.
Ile badań, ile cierpień....
Teraz jest na przepustce w domu ale 2 marca wraca do Warszawy do Centrum Zdrowia Dziecka i będzie miała operację wycięcia jelita i założą jej stomię....
Do końca życia, chyba że medycyna kiedyś coś wymyśli...
A ona od niedzieli z gorączką, blada, chudziutka, waży 14,8kg w wieku 5,5 roku!!!!
To ta moja sąsiadka Zosia ma 2,5 roku i waży 3 kg mniej a jest drobniutka.
Wiecie co, inaczej jak się czyta/ogląda o jakimś obcym dziecku a inaczej jak się je zna i widzi takie słabe leżące na łóżku...
Ach, normalnie to nie na moją psychikę.....
Potem pojechałam do sąsiadki wyładować te moje emocje, wygadać się
A w domu dalej siedziałam nad pitami i jeszcze znów Kasi głowę zawracałam
Za dużo myślenia jak na jeden dzień....
Z tego wszystkiego nie pytałam kolegi o auto ale jutro muszę z nim pogadać bo mi się wydaje że dalej coś tłucze jak jadę po dziurach czy raczej łatach. Jak po nowym czystym asfalcie to nie a jak już pojawią się łaty to coś słychać. jakiś inny dźwięk niż wtedy ale coś jest nie tak.
Co do rowerku to dziś jechałam już dłużej i zwiększyłam stopień trudności i powiem Wam, że normalnie zaczęłam się już pocić, cała się kleiłam więc zaraz pod prysznic.
A czas mi fajnie zleciał bo akurat rozmawiałam sobie z Kasią

Wstać mi było ciężko bo miałam wrażenie że siodelko wbiło mi się w tyłek i wstanę razem z nim

Szkoda tylko że coś mi się licznik popsuł i nie wiem ile mniej więcej kalorii spaliłam.
Tamirko i Ty mówisz że to tylko dla zdrowotności? Absolutnie muszę zrzucić 10 kg
Halinko, dziś u tej koleżanki widziałam siostrę Twojej kliwii i też wcale nie jest zbyt duża ani nie zamierza kwitnąć, choć akurat ona kwitła rok temu.
Ogólnie luty to jest jeszcze szybko, raczej kwiecień ale mi rok temu kwitła dwa razy i właśnie w lutym pierwszy raz.
Tamirko, teściowa chyba się stęskniła za moją pracą w domu bo dziś i po śniadaniu zostawiła bo jechali, i po kolacji bo o 17 poszła na Drogę Krzyżową która zaczynała się o 18 a droga do kościoła to 5 minut.
Nawet coś zbiła i miotłę w kuchni dla mnie zostawiła do schowania.
Ale ja przecież nigdy nic nie robię
Aguś, naprawdę skombinuj sobie ten pas, popytaj w sklepie medycznym, no chyba nie jest taki drogi. Moja babcia go bardzo chwali.
Co do przedszkola to fakt, odwożenie i przywożenie to też robota i obowiązek, pamiętam jak musiałam odprowadzać Marcela. A nawet samo to, że człowiek taki nieumalowany, nieuczesany a tam mamuśki jak lale to aż głupio. No więc trzeba było się przebrać, przeczesać żeby jakoś wyglądać.... A w domu to jak w domu....
Gosiu, no na tym zdjęciu na fb to bym normalnie się zastanawiała czy jesteś mamą Majki bo tak młodo tam wyglądasz że ho ho

Super
A gdzie Agatka nam się podziała?
I co, zacznę tysięczną stronę czy jeszcze nie?
Z pewnością jutro rano Tamirka zajrzy i zacznie nowy rozdział naszego wątku
A wtedy będziemy balować
